Przez blisko 15 lat Polska nie aktualizowała opłat reprograficznych od sprzętu i nośników, co skutkowało wpływami na poziomie zaledwie około 36 milionów złotych rocznie i jednymi z najgorszych wskaźników w Unii Europejskiej. W kwietniu 2026 roku minister kultury podpisał wreszcie rozporządzenie, które rozszerza katalog o smartfony, komputery, telewizory i dyski, a wpływy mogą wzrosnąć nawet do 200 milionów złotych rocznie. Prawdziwym wyzwaniem pozostanie jednak dystrybucja tych pieniędzy. Podczas gdy w Niemczech twórcy otrzymują około 86 procent zebranej kwoty, w Polsce łączne koszty administracyjne organizacji zbiorowego zarządzania pochłaniają od 45 do 55 procent. Bez głębokiej reformy systemu dystrybucji nowe miliardy złotych mogą nigdy nie trafić do autorów, muzyków i filmowców.
Opłata reprograficzna, często nazywana także opłatą od prywatnego kopiowania lub private copying levy, to instrument prawa autorskiego, który ma na celu zrekompensowanie twórcom, artystom wykonawcom, producentom i wydawcom strat wynikających z dozwolonego użytku osobistego. Zgodnie z art. 23 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, a także z dyrektywą 2001/29/WE InfoSoc, każda osoba fizyczna może bez zgody uprawnionego i bez wynagrodzenia kopiować rozpowszechnione utwory wyłącznie na własny użytek osobisty lub na użytek bliskich. Ponieważ jednak każde takie kopiowanie potencjalnie pozbawia twórców przychodów w sytuacji, gdyby konsument zdecydował się na zakup drugiego egzemplarza albo licencji, ustawodawca przewidział mechanizm zbiorowej rekompensaty w postaci opłaty nakładanej na sprzęt i nośniki służące do zwielokrotniania utworów.
W praktyce system opłat reprograficznych jest jednym z najbardziej skomplikowanych i kontrowersyjnych obszarów prawa własności intelektualnej. Z jednej strony reprezentuje legitymizację dozwolonego użytku, ponieważ to dzięki istnieniu opłaty konsumenci mogą legalnie kopiować płyty, książki czy filmy dla siebie. Z drugiej strony przemysł elektroniczny i sieci handlowe postrzegają go jako ukryty podatek od sprzętu, który w żaden sposób nie jest powiązany z faktycznym korzystaniem z utworów. Dodatkowo w epoce streamingu, czyli usług takich jak Spotify, Netflix, YouTube Music, Apple Music czy Storytel, prywatne trwałe kopiowanie utworów maleje na rzecz dostępu strumieniowego. Coraz częściej pada pytanie o zasadność utrzymywania systemu opartego na pamięci masowej, a więc na dyskach, smartfonach i tabletach, zamiast na subskrypcjach lub modelach hybrydowych.
Unia Europejska wielokrotnie zajmowała się problematyką opłat reprograficznych od orzeczeń Trybunału Sprawiedliwości w sprawach takich jak C‑463/12 Copydan Båndkopi czy C‑470/14 EGEDA i in., aż po zalecenia Komisji Europejskiej dotyczące przejrzystości i proporcjonalności. Wciąż jednak brakuje pełnej harmonizacji. Każde państwo członkowskie ma własną listę urządzeń, własne stawki i własne organizacje zbiorowego zarządzania. W efekcie systemy różnią się diametralnie zarówno pod względem efektywności fiskalnej, czyli tego, ile pieniędzy wpływa, jak i sprawiedliwości dystrybucyjnej, a więc jaka część tych pieniędzy dociera do twórców.
Niemiecki system jako wzorzec racjonalności?
Niemiecki system opłat reprograficznych, znany jako Urheberrechtsabgabe lub Geräteabgabe, działa nieprzerwanie od 1966 roku, czyli od czasu, gdy na rynek weszły pierwsze magnetofony kasetowe, co czyni go jednym z najstarszych i najbardziej dojrzałych systemów na świecie. Podstawę prawną stanowi ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych, a konkretnie paragraf 53 dotyczący dozwolonego użytku prywatnego oraz paragrafy 54 do 54h regulujące opłatę od urządzeń i nośników. System był wielokrotnie nowelizowany, a ostatnia znacząca reforma miała miejsce w 2021 roku, kiedy to wprowadzono regulacje dotyczące chmury i urządzeń wielofunkcyjnych. Niemcy stosują stawki kwotowe, czyli stałe kwoty w euro, które są negocjowane co dwa do trzech lat przez komisję arbitrażową z udziałem organizacji zbiorowego zarządzania, takich jak VG Wort, GEMA i VG Bild Kunst, oraz stowarzyszeń producentów elektroniki, czyli Bitkom i ZVEI.
Przykładowo smartfon podlega opłacie w wysokości 6,25 euro niezależnie od pojemności pamięci, tablet kosztuje 8,75 euro, laptop 10,60 euro, a komputer stacjonarny 12,25 euro. Dla dysków zewnętrznych stawka wynosi 0,06 euro za gigabajt, dla pendrive 0,08 euro za gigabajt, a dla kart pamięci podobnie. Niemcy jako jeden z nielicznych krajów objęły opłatą także usługi chmurowe, takie jak Google Drive, iCloud czy Dropbox, gdzie dostawcy są zobowiązani do odprowadzania od 0,3 do 0,6 procent przychodów z abonamentów na rzecz organizacji zbiorowego zarządzania, choć regulacja ta jest kontestowana przez branżę IT. Zebrane środki wyniosły w 2024 roku około 295 milionów euro, z czego VG Wort zebrała około 165 milionów, GEMA około 85 milionów, VG Bild Kunst około 25 milionów, a GWFF około 20 milionów.
Koszty administracyjne organizacji niemieckich są stosunkowo niskie i wynoszą od 12 do 14 procent dla VG Wort oraz od 13 do 15 procent dla GEMA, co daje średnią ważoną około 13,5 procent. Oznacza to, że około 86 do 87 procent zebranych kwot trafia bezpośrednio do beneficjentów, czyli autorów, wydawców i artystów wykonawców. Niemcy wprowadzili również w paragrafie 54h UrhG mechanizm zwrotu opłat dla przedsiębiorstw, instytucji i osób fizycznych, które kupują urządzenia wyłącznie do celów zawodowych, a nie prywatnego kopiowania. Procedura wymaga złożenia wniosku do odpowiedniej organizacji w ciągu 12 miesięcy od zakupu sprzętu, dołączenia dowodu zakupu i oświadczenia, że urządzenie jest używane w ponad 90 procentach do celów profesjonalnych, a wówczas organizacja zwraca wnioskodawcy od 80 do 100 procent uiszczonej opłaty po potrąceniu kosztów administracyjnych.
W 2024 roku VG Wort zwróciła w ten sposób około 28 milionów euro, czyli około 17 procent zebranych od urządzeń kwot. Mimo tych zalet system niemiecki ma też słabości, takie jak wysokie koszty compliance dla producentów, opóźnienia w aktualizacji stawek średnio co dwa do trzech lat, rozdrobnienie na kilkanaście podmiotów oraz spór o opłaty od chmury, który w 2025 roku doprowadził do częściowego uchylenia obowiązku przez sąd krajowy w Berlinie. Mimo to system niemiecki pozostaje najbardziej racjonalny, ponieważ maksymalizuje transfer środków do twórców przy jednoczesnym, dzięki zwrotom dla firm, minimalizowaniu obciążeń niezwiązanych z prywatnym kopiowaniem.
Francuski system z wysoką zbiórką, ale mniej przejrzystą dystrybucją
Francja wprowadziła opłaty reprograficzne, nazywane rémunération pour copie privée, w 1985 roku za sprawą ustawy Langa, a obecnie reguluje je Code de la propriété intellectuelle w artykułach L311 1 do L311 9. Systemem zarządza komisja Commission de la copie privée, w skład której wchodzą przedstawiciele twórców, producentów, dystrybutorów i konsumentów, a jej decyzje są zatwierdzane rozporządzeniem ministerialnym.
Francja stosuje model mieszany, ponieważ dla większości urządzeń obowiązują stawki kwotowe, ale dla niektórych kategorii, takich jak nośniki czy telewizory, stawki są procentowe lub degresywne. Przykładowo smartfon o pamięci do 64 gigabajtów podlega opłacie 8,40 euro, smartfon od 64 do 256 gigabajtów kosztuje 12,60 euro, a smartfon powyżej 256 gigabajtów 14,70 euro, co jest nową kategorią od 2025 roku. Tablet do 128 gigabajtów to 10,50 euro, a powyżej 128 gigabajtów 14 euro. Laptop podlega stawce 15 euro, komputer stacjonarny 20 euro, a telewizor z nagrywaniem 2 procent ceny netto, jednak maksymalnie 25 euro. Dla dysków zewnętrznych do 2 terabajtów stawka wynosi 0,10 euro za gigabajt, a powyżej 2 terabajtów 0,06 euro za gigabajt, natomiast pendrive i karta pamięci kosztują 0,15 euro za gigabajt. Francja objęła także opłatą zespoły głośnikowe z pamięcią, na przykład smart głośniki z asystentem, gdzie stawka wynosi od 3 do 5 euro w zależności od pojemności.
W 2024 roku system francuski zebrał 246,3 miliona euro, co oznacza wzrost o 4,2 procent rok do roku. Dystrybucją zajmuje się organizacja Copie France, dawniej SORECOP, która działa jako pośrednik między pięcioma organizacjami zbiorowego zarządzania, czyli SACEM dla muzyki, SCAM dla autorów audiowizualnych, ADAGP dla sztuk plastycznych, SEAM dla artystów wykonawców i CFC dla wydawców prasy. Koszty administracyjne są jednak znacznie wyższe niż w Niemczech, ponieważ Copie France pobiera prowizję około 8 do 10 procent od zebranych kwot na pokrycie własnych kosztów, a poszczególne organizacje dodatkowo potrącają od 8 do 18 procent na swoje koszty operacyjne. Łączne koszty administracyjne systemu francuskiego szacuje się na 22 do 28 procent zebranych środków, co oznacza, że bezpośrednio do twórców i wydawców trafia około 72 do 78 procent kwot.
Francuska dystrybucja jest znacznie bardziej rozdrobniona niż niemiecka, a środki są dzielone według kluczy uwzględniających rodzaj utworu, faktyczne wykorzystanie nośników szacowane na podstawie panelu 5000 gospodarstw domowych oraz czas ekspozycji lub emisji dla utworów audiowizualnych. Francja ma również rozbudowany fundusz socjalno kulturalny, na który odprowadza się około 5 procent zebranych środków, przeznaczony na stypendia, programy szkoleniowe i pomoc socjalną dla twórców w trudnej sytuacji. Unikalnym rozwiązaniem jest zwolnienie z opłaty reprograficznej dla bibliotek publicznych, archiwów państwowych i muzeów, które kupują sprzęt wyłącznie do digitalizacji zbiorów, pod warunkiem uzyskania certyfikatu od ministra kultury.
W 2024 roku zwolniono w ten sposób około 3,8 miliona euro opłat. Do krytyki systemu francuskiego należy brak precyzyjnych stawek kwotowych dla smartfonów uzależnionych od pojemności pamięci, wysokie koszty administracyjne, opóźnienia w wypłatach sięgające 18 do 24 miesięcy oraz spór z platformami VOD, w którym francuski sąd najwyższy w 2025 roku orzekł, że udostępnianie filmów w chmurze nie podlega opłacie. Mimo to Francja pozostaje jednym z liderów Europy pod względem wysokości wpływów i kompleksowości systemu.
Hiszpania jako przykład burzliwej historii: od zniesienia opłat do ich przywrócenia
Hiszpański system opłat reprograficznych jest chyba najbardziej burzliwym w Europie, ponieważ do 2011 roku funkcjonował klasyczny model opłat nakładanych na sprzęt i nośniki, nazywany canon digital, ale pod naciskiem branży elektronicznej, zwłaszcza producentów smartfonów, i po wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie Padawan C‑467/08, który zakazał nakładania opłat na sprzęt używany głównie do celów profesjonalnych, Hiszpania zdecydowała się na radykalny krok. W 2011 roku rząd Hiszpanii zniósł opłatę nakładaną na sprzęt i zastąpił ją systemem finansowanym bezpośrednio z budżetu państwa, w ramach którego twórcy mieli otrzymywać rekompensatę z podatków ogólnych, czyli tak zwaną compensación equitativa por copia privada financiowana z funduszy publicznych. System ten od początku był krytykowany jako niekonstytucyjny, ponieważ obciążał wszystkich podatników, nie tylko tych, którzy faktycznie kopiują, a także jako nieefektywny.
W 2016 roku Trybunał Sprawiedliwości UE w wyroku w sprawie C‑470/14 EGEDA i in. uznał hiszpański system za niezgodny z dyrektywą InfoSoc, ponieważ rekompensata musi być powiązana z faktycznym szkodzeniem, a nie pochodzić z ogólnych podatków. Hiszpania została zobowiązana do przywrócenia klasycznego modelu opłat nakładanych na sprzęt. Po kilku latach prac legislacyjnych, w 2021 roku przyjęto nowelizację prawa autorskiego, przywracającą opłaty na urządzenia i nośniki, a nowe stawki weszły w życie w lipcu 2023 roku po długich negocjacjach. Obecny hiszpański system canon digital obejmuje smartfon ze stawką 3,25 euro, tablet 3,75 euro, laptop 5,33 euro, komputer stacjonarny 5,45 euro, telewizor z nagrywaniem 6,50 euro, odtwarzacz MP3 lub MP4 2,80 euro, dysk zewnętrzny do 1 terabajta 0,05 euro za gigabajt, dysk powyżej 1 terabajta 0,03 euro za gigabajt, a pendrive 0,07 euro za gigabajt. Stawki hiszpańskie są wyraźnie niższe niż niemieckie czy francuskie, na przykład smartfon za 3,25 euro wobec 6,25 euro w Niemczech i od 8,40 do 14,70 euro we Francji, co wynika z kompromisu politycznego, w którym przemysł elektroniczny skutecznie lobbował za niskimi stawkami. Środki są zbierane przez organizację DAMA dla utworów audiowizualnych oraz SGAE dla muzyki i utworów dramatycznych. W 2024 roku zebrano łącznie około 73 miliony euro.
Koszty administracyjne są wysokie, ponieważ DAMA wydaje około 28 procent zebranych środków, a SGAE około 31 procent, co daje średnią ważoną około 29,5 procent. W efekcie do twórców trafia zaledwie około 70 do 71 procent zebranych kwot, a dystrybucja jest mocno skoncentrowana na największych twórcach, gdzie top 10 procent autorów otrzymuje około 60 procent środków. Mimo powrotu do klasycznego modelu hiszpański system wciąż jest atakowany przez branżę elektroniczną, a w 2025 roku sąd w Madrycie skierował do TSUE pytanie prejudycjalne, czy stawki hiszpańskie są proporcjonalne i nie przekraczają rzeczywistej szkody dla twórców, z wyrokiem spodziewanym na przełomie 2026 i 2027 roku. Hiszpania jest przykładem systemu, który przez lata nieefektywnych rozwiązań i sporów sądowych nie odzyskał pełnej racjonalności.
Holandia jako model prostoty i umiaru
Holandia wprowadziła opłaty reprograficzne, nazywane thuiskopievergoeding, w 1990 roku, a reguluje je Auteurswet w artykułach 16c do 16i oraz Wet op de naburige rechten. Systemem zarządza fundacja Stichting de Thuiskopie, która zbiera środki i dystrybuuje je do dziesięciu organizacji zbiorowego zarządzania, między innymi Buma Stemra dla muzyki, Lira dla tekstów i Pictoright dla sztuk wizualnych. Holandia stosuje stosunkowo niskie stawki i wąski katalog w porównaniu do Niemiec czy Francji. Przykładowo smartfon do 256 gigabajtów podlega opłacie 2,80 euro, smartfon powyżej 256 gigabajtów 4,20 euro, tablet 3,50 euro, laptop 5,00 euro, dysk zewnętrzny do 2 terabajtów 0,03 euro za gigabajt, co jest najniższą stawką w Europie, a pendrive 0,04 euro za gigabajt.
Holandia nie obejmuje opłatą komputerów stacjonarnych, chyba że są sprzedawane jako gotowe zestawy z preinstalowanym oprogramowaniem, ani telewizorów. Od 2022 roku trwają prace nad zniesieniem opłat od smartfonów, ponieważ konsumenci rzadko kopiują na nie utwory, a dominuje streaming, przy czym projekt ustawy jest w parlamencie. W 2024 roku Stichting de Thuiskopie zebrała około 39 milionów euro. Koszty administracyjne wynoszą około 16 do 18 procent, co jest wartością niższą niż we Francji i Hiszpanii, ale wyższą niż w Niemczech, a poziom odzysku dla twórców sięga około 82 do 84 procent. Holenderska dystrybucja jest przejrzysta, ponieważ corocznie publikowany jest szczegółowy raport z podziału środków według kategorii utworów i organizacji beneficjentów, a fundacja stosuje klucz mieszany, w którym 60 procent według rzeczywistego wykorzystania z badań panelowych, a 40 procent równo między wszystkich zarejestrowanych twórców.
Holandia jako jedno z nielicznych państw umożliwia konsumentom dobrowolną rezygnację z uiszczenia opłaty przy zakupie sprzętu, jeśli złożą pisemne oświadczenie, że nie będą używać go do prywatnego kopiowania utworów objętych prawem autorskim, choć w praktyce z tej opcji korzysta mniej niż jeden procent nabywców.
Z kolei Wielka Brytania jest największym europejskim krajem, który nie posiada systemu opłat reprograficznych. W 2014 roku wprowadzono wyjątek prywatnego kopiowania bez mechanizmu rekompensaty dla twórców, co wywołało protesty branży kreatywnej, a w 2015 roku sąd wysokiej instancji High Court uznał ten wyjątek za niezgodny z prawem, ponieważ wprowadzenie wyjątku bez rekompensaty jest niedopuszczalne. Nowy wyjątek został uchylony w 2016 roku i od tego czasu Wielka Brytania nie ma ani dozwolonego użytku prywatnego w zakresie kopiowania cyfrowego, ani systemu opłat. Próby wprowadzenia private copying levy podejmowano kilkukrotnie w latach 2009, 2012 i 2018, ale każda kończyła się fiaskiem z powodu silnego lobby przemysłu elektronicznego, wcześniejszych negatywnych doświadczeń z opłatą na czystych kasetach oraz dominacji streamingu. Brak systemu nie oznacza, że brytyjscy twórcy nie otrzymują żadnych środków tytułem prywatnego kopiowania, ponieważ otrzymują je z zagranicznych systemów, głównie niemieckiego, francuskiego i holenderskiego, na mocy umów bilateralnych między organizacjami zbiorowego zarządzania.
Przykładowo GEMA przekazuje część środków brytyjskiemu PRS for Music w kwocie około 3 do 4 milionów euro rocznie, a Copie France przekazuje brytyjskiemu ALCS około 1,5 miliona euro, co daje łączne wpływy z zagranicy szacowane na 8 do 10 milionów euro rocznie. To jednak znacznie mniej niż wynosiłyby wpływy, gdyby Wielka Brytania miała własny system, ponieważ przy stawkach niemieckich byłoby to około 150 do 180 milionów euro rocznie. Od 2022 roku trwają prace nad koncepcją tak zwanego Smart Fund, czyli dobrowolnego mechanizmu, w którym producenci elektroniki, platformy streamingowe i operatorzy sieci komórkowych wpłacaliby procent od przychodów na fundusz dla twórców, ale do 2026 roku nie doszło do porozumienia.
Włochy jako przykład systemu drogiego, nieefektywnego i krytykowanego
Włoski system opłat reprograficznych, nazywany equo compenso per copia privata, reguluje Legge sul diritto d’autore z numerem 633 z 1941 roku, nowelizowana wielokrotnie. Odpowiada za niego organizacja SIAE, czyli Società Italiana degli Autori ed Editori, jedna z najstarszych i najbardziej rozbudowanych organizacji zbiorowego zarządzania w Europie, która ma monopol na zbieranie opłat i dystrybucję, ale jest powszechnie krytykowana za biurokrację i wysokie koszty. Pomimo spadku wolumenu prywatnego kopiowania Włochy proponują systematyczne podwyżki, a stawki obowiązujące od 2024 roku po podwyżce o 20 procent w stosunku do 2022 roku są jednymi z najwyższych w Europie.
Przykładowo smartfon do 64 gigabajtów podlega opłacie 9 euro, smartfon od 64 do 256 gigabajtów 12 euro, a smartfon powyżej 256 gigabajtów 15 euro, co jest stawką najwyższą w Europie. Tablet do 128 gigabajtów kosztuje 11 euro, a powyżej 128 gigabajtów 14 euro. Laptop do 512 gigabajtów to 18 euro, a powyżej 512 gigabajtów 22 euro. Komputer stacjonarny podlega opłacie 28 euro, dysk zewnętrzny do 2 terabajtów 0,12 euro za gigabajt, a pendrive 0,18 euro za gigabajt. Ponadto Włochy jako jedyne państwo UE planują objąć opłatą urządzenia odnowione, czyli refurbished, takie jak smartfony i laptopy sprzedawane jako używane z certyfikatem odnowienia, co budzi ogromny sprzeciw branży recyklingu elektronicznego.
Koszty administracyjne SIAE są skandalicznie wysokie, ponieważ według audytu przeprowadzonego przez włoski urząd antymonopolowy AGCM w 2023 roku wynoszą one około 42 procent zebranych środków, w tym wysokie wynagrodzenia kadry zarządzającej, liczne delegacje i biurokracja. W efekcie do twórców trafia zaledwie około 51 do 55 procent zebranych kwot, a przeciętny czas od zebrania środków do wypłaty twórcy wynosi 36 miesięcy. Włoskie środowiska twórców wielokrotnie domagały się odebrania SIAE monopolu i wprowadzenia systemu konkurencyjnych organizacji, jak w Niemczech, ale jak dotąd bez skutku.
W 2025 roku włoski sąd administracyjny uznał stawki dla smartfonów w wysokości 15 euro za nieproporcjonalne i sugerował maksymalnie 6 euro, a SIAE odwołała się, równolegle Komisja Europejska wszczęła postępowanie przeciwko Włochom w sprawie naruszenia dyrektywy InfoSoc. Z kolei Polska przed nowelizacją w 2026 roku przez blisko 15 lat nie aktualizowała systemu, co skutkowało tym, że smartfony, tablety, komputery i telewizory nie były objęte opłatą. Wpływy realnie malały z około 50 milionów złotych w 2010 roku do 35,8 miliona złotych w 2024 roku, a Polska pod względem wpływów na mieszkańca, wynoszących około 0,95 euro, znajdowała się w ścisłej czołówce najgorszych systemów w UE obok Rumunii z 0,02 euro i Bułgarii z 0,08 euro.
Polska po nowelizacji
Dnia 30 kwietnia 2026 roku minister kultury i dziedzictwa narodowego Maria Cienkowska podpisała długo oczekiwane rozporządzenie nowelizujące katalog urządzeń i stawki, które wejdzie w życie po 6 miesiącach od ogłoszenia, czyli około października lub listopada 2026 roku. Nowelizacja wprowadza dla smartfonów, tabletów, komputerów stacjonarnych, laptopów, telewizorów, dekoderów i cyfrowych odtwarzaczy audio wideo stawkę 1 procent ceny netto, jednak maksymalnie 3 procent, natomiast dla drukarek, skanerów i urządzeń wielofunkcyjnych stawkę 2 procent ze względu na intensywniejsze kopiowanie utworów pisanych i graficznych.
Dla nośników danych, takich jak dyski USB, karty pamięci, zewnętrzne dyski HDD i SSD oraz płyty CD, DVD i Blu ray, stawka wynosi 1 procent. Rozporządzenie jednocześnie usuwa przestarzałe kategorie, między innymi kasety VHS, faksy, magnetowidy i odtwarzacze kasetowe. Szacowany wzrost wpływów w pierwszym pełnym roku obowiązywania, czyli 2027, według prognoz waha się od 120 milionów złotych w scenariuszu ostrożnym do 200 lub 220 milionów złotych w scenariuszu optymistycznym, przy średniej rynkowej około 150 do 180 milionów złotych rocznie. Największym problemem polskiego systemu pozostaje jednak dystrybucja zebranych środków do twórców, ponieważ obecnie działa około 16 organizacji zbiorowego zarządzania uprawnionych do odbioru opłat, między innymi ZAiKS, ZPAV, STOART, SAF, SFP i ZASP, a łączne koszty administracyjne tych organizacji według nieoficjalnych szacunków z 2024 roku wynoszą około 45 do 55 procent zebranych środków.
Oznacza to, że z jednej złotówki opłaty do twórcy trafiało 45 do 55 groszy. Ministerstwo kultury zapowiedziało wraz z wejściem w życie rozporządzenia prace nad nowelizacją ustawy o zbiorowym zarządzaniu prawami autorskimi, która wprowadzi obowiązek corocznego audytu zewnętrznego kosztów administracyjnych, ograniczenie tych kosztów do 15 procent zebranych środków po wzorcu niemieckim, centralny rejestr niewypłaconych środków oraz możliwość powołania jednej organizacji parasolowej. Nowelizacja rozporządzenia spotkała się z ostrym sprzeciwem części środowisk politycznych, ponieważ posłowie Prawa i Sprawiedliwości zapowiedzieli zaskarżenie rozporządzenia do Trybunału Konstytucyjnego, argumentując, że rozporządzenie ministra nakłada na obywateli daninę publiczną niezgodnie z art. 217 Konstytucji, a opłata reprograficzna nie ma charakteru dobrowolnego i jej wysokość nie jest limitowana ustawowo.
W analizie wrażliwości należy rozważyć trzy scenariusze. Po pierwsze, dalszy spadek prywatnego kopiowania na rzecz streamingu w horyzoncie 5 do 10 lat sprawi, że opłaty naliczane od pamięci masowej staną się mniej związane z faktycznym kopiowaniem, co wymusi na regulatorach przejście na modele oparte na abonamentach streamingowych. Po drugie, harmonizacja unijna w postaci dyrektywy nakładającej maksymalne koszty administracyjne na poziomie 15 do 20 procent jest wysoce prawdopodobna, co zmusi Polskę, Włochy i Hiszpanię do reform, zwiększając odzysk dla twórców nawet o 30 punktów procentowych. Po trzecie, wzrost znaczenia urządzeń profesjonalnych w sektorze B2B, które stanowią 35 do 40 procent sprzedawanych smartfonów i laptopów, wywoła presję na systemy zwrotów dla firm, co w Polsce nie zostało jeszcze wprowadzone.

