Czy Polska powinna postawić na biogaz i biometan z odpadów rolnych i komunalnych?

Polska importuje 82 procent gazu, a pod nosem ma potencjał biometanu z odpadów rolnych i komunalnych szacowany na 4 do 9 miliardów metrów sześciennych rocznie. Na początku 2026 roku działała tylko jedna komercyjna biometanownia podłączona do sieci. Francja ma ich ponad 760. Dlaczego Polska nie może ruszyć?

  • Potencjał surowcowy biometanu w Polsce jest ogromny – z gnojowicy, obornika, odpadów spożywczych, osadów ściekowych i bioodpadów komunalnych można by wyprodukować nawet 8 miliardów metrów sześciennych rocznie. Dla porównania roczny import gazu z Kataru w 2024 roku wyniósł 2,7 miliarda metrów sześciennych, a krajowe wydobycie to 3,5–4 miliardy. Pełne wykorzystanie biometanu pozwoliłoby pokryć od 20 do 40 procent krajowego zużycia.
  • Przeszkodą nie są pieniądze ani technologia, ale regulacje. W Polsce brakuje systemu aukcyjnego dla biometanu, który gwarantowałby producentom stałą cenę przez 15–20 lat. Operatorzy sieci gazowej notorycznie opóźniają przyłączenia – inwestorzy czekają na warunki nawet ponad rok. We Francji aukcje są rozpisane na lata do przodu, a w Danii taryfy gwarantowane sprawiły, że biometan ma już 25–30 procent udziału w systemie gazowym.
  • Efekt jest taki, że Polska ma 122 projekty biometanowni na różnych etapach, ale praktycznie żaden nie wszedł w fazę budowy. Inwestorzy przenoszą kapitał do Francji, Niemiec i Holandii. Ustawa biometanowa, która miała wprowadzić aukcje dla większych instalacji, od miesięcy leży w sejmowej zamrażarce, połączona z kontrowersyjnymi przepisami o wiatrakach. Tymczasem Orlen planuje stacje tankowania bioLNG, a hiszpański RIC Energy buduje instalację w Kurzętniku – zagraniczny kapitał nie czeka.

Polska od lat pozostaje w pułapce importu gazu ziemnego. W 2024 roku import pokrywał aż 82 procent krajowego zapotrzebowania. Sytuacja geopolityczna, wojna za wschodnią granicą, napięte relacje z Rosją oraz niestabilność na Bliskim Wschodzie nie dają żadnych gwarancji, że ta struktura się nie zachwieje. W tym kontekście biogaz i biometan, produkowane z odpadów rolnych, komunalnych oraz z przemysłu spożywczego, są coraz częściej wskazywane jako realna szansa na poprawę bezpieczeństwa energetycznego i przyspieszenie dekarbonizacji. Problem w tym, że Polska ma pod nogami ogromny, niewykorzystany potencjał surowcowy, ale system prawny, przyłączeniowy i finansowy działa w tempie ślimaka. Inwestorzy, zmęczeni czekaniem, pakują kapitał i przenoszą się do Francji, Danii czy Niemiec.

Według różnych szacunków potencjał produkcji biometanu w Polsce waha się od 4 do nawet 8 miliardów metrów sześciennych rocznie, a bardziej optymistyczne prognozy mówią nawet o 9 miliardach. Dla porównania roczny import gazu z Kataru w 2024 roku wyniósł 2,7 miliarda metrów sześciennych. Łączne krajowe wydobycie gazu z własnych złóż to około 3,5 do 4 miliardów metrów sześciennych. Pełne wykorzystanie potencjału biometanu pozwoliłoby więc pokryć od 20 do nawet 40 procent krajowego zużycia gazu. Eksperci Forum Energii oceniają realny potencjał ekonomiczny na ponad 3 miliardy metrów sześciennych rocznie. Do 2040 roku biometan mógłby pokryć około 17 procent krajowego zapotrzebowania na gaz. Nawet ten niższy poziom oznacza, że rozwój biometanu mógłby zatrzymać w polskiej gospodarce około 30 miliardów złotych do 2040 roku, które obecnie wypływają za granicę na zakup paliw kopalnych.

Substraty do produkcji są w Polsce szeroko dostępne. Mowa o gnojowicy i oborniku z gospodarstw rolnych, w tym z chowu bydła, trzody chlewnej i drobiu. Chodzi także o odpady z przemysłu rolno spożywczego, takie jak wysłodki buraczane, serwatka, odpady z ubojni oraz wywar gorzelniany. Istotnym źródłem są również osady ściekowe z oczyszczalni oraz bioodpady komunalne segregowane z gospodarstw domowych. Można wytwarzać biometan także z upraw energetycznych, jednak w polskiej debacie dominuje podejście, by nie konkurować z produkcją żywności. Stąd priorytet dla odpadów i produktów ubocznych.

Kluczową zaletą biometanu jest stabilność produkcji, niezależna od warunków pogodowych, w przeciwieństwie do wiatru czy słońca. To sprawia, że jest on cennym źródłem bilansującym system elektroenergetyczny w czasach, gdy w elektrowniach węglowych gaśnie coraz więcej bloków. W przeciwieństwie do farm wiatrowych czy instalacji fotowoltaicznych biogazownia pracuje niezależnie od pory dnia i warunków atmosferycznych, dostarczając przewidywalną ilość energii w każdym momencie.

Zapisz się do newslettera!

Uporczywy rozdźwięk między teorią a praktyką

Teoretyczny potencjał kontrastuje jednak brutalnie z rzeczywistością. Na początku 2026 roku w Polsce działało około 200 biogazowni rolniczych. Ich łączna moc elektryczna wynosiła około 184,3 megawata, a roczna produkcja biogazu przekraczała 802 miliony metrów sześciennych. To wciąż jednak kropla w morzu potrzeb. Kluczowa jest przepaść w segmencie biometanu, czyli gazu oczyszczonego do parametrów sieciowych.

Na początku 2026 roku w Polsce działała tylko jedna komercyjna instalacja biometanowni podłączona do sieci gazowej. Należała ona do Südzucker Polska w Strzelinie, a jej wydajność wynosiła około 2,1 miliona metrów sześciennych rocznie. Wcześniej, w lutym 2025 roku, uruchomiono pierwszą biometanownię w Brodach, ale ta produkowała biometan na potrzeby transportu, jako bioCNG, i nie była podłączona do sieci.

Dla porównania w Unii Europejskiej działa już około 21 tysięcy instalacji biogazowych oraz 1,6 tysiąca biometanowni. Samych biometanowni we Francji jest ponad 760, w Niemczech kilkaset, a Dania systematycznie zwiększa udział biometanu w swoim systemie gazowym, osiągając już ponad 25 procent. Podczas gdy Europa przyspiesza, Polska praktycznie stoi w miejscu.

Z danych Polskiego Stowarzyszenia Biogazu wynika, że w trzecim kwartale 2025 roku zidentyfikowano w Polsce 122 projekty inwestycyjne dotyczące budowy biometanowni, znajdujące się na różnych etapach zaawansowania. Gdyby wszystkie one powstały, krajowe moce biometanowe mogłyby osiągnąć poziom około 2 miliardów metrów sześciennych rocznie. Jednak projekty te w większości czekają na decyzje polityczne i regulacyjne. Praktycznie żaden z nich nie wszedł jeszcze w fazę realizacji.

Branża od lat mówi wprost: gotowość inwestycyjna jest, pieniądze są, ale bez stabilnych ram prawnych i przewidywalnych procedur przyłączeniowych nikt nie ruszy z miejsca. Anonimowy ekspert rynku biogazu, który od ponad dekady doradza inwestorom w Polsce i za granicą, w rozmowie z redakcją skomentował tę sytuację z gorzką ironią. Stwierdził, że mamy do czynienia z sytuacją, w której ministerstwa przygotowują raporty o gigantycznym potencjale biometanu i regularnie zwołują okrągłe stoły i konferencje. A inwestorzy tymczasem latają do Francji, gdzie aukcje na biometan są rozpisane na 3 do 4 lat do przodu, warunki są przejrzyste, a operator gazowy nie może bezkarnie blokować przyłączenia. Dodał, że osobiście zna co najmniej trzy duże projekty, które z Polski wyemigrowały właśnie do Francji i Holandii. W kraju brakuje nie pieniędzy, tylko decyzji.

Koszty i opłacalność produkcji biometanu w polskich warunkach

Każdy, kto myśli o inwestycji w biometanownię, musi liczyć się z poważnym wydatkiem. Budowa biogazowni rolniczej o mocy 500 kilowatów to koszt od 12 do nawet 20 milionów złotych. W przypadku instalacji produkujących biometan i podłączonych do sieci gazowej koszty są wyższe. Dochodzą bowiem technologie oczyszczania biogazu, sprężania oraz układy wprowadzania gazu do sieci. Rocznie koszty eksploatacji sięgają od 5 do 8 procent wartości inwestycji, czyli około 600 do 900 tysięcy złotych.

O opłacalności projektu decydują przede wszystkim trzy czynniki. Pierwszym jest dostępność taniego substratu, najlepiej własnego, bo zakup gnojowicy czy odpadów od zewnętrznych dostawców to już spory koszt. Drugim czynnikiem jest możliwość zagospodarowania ciepła odpadowego i pofermentu, który może być sprzedawany jako nawóz. Trzecim, najważniejszym czynnikiem jest stabilny system sprzedaży biometanu po przewidywalnej cenie.

Tu dochodzimy do sedna problemu. W Polsce funkcjonuje cena regulowana dla biometanu z instalacji o mocy do 1 megawata. Jednak ponad 70 procent planowanych inwestycji przekracza tę moc, a dla większych instalacji wciąż nie ma systemu aukcyjnego. Oznacza to, że inwestor, który chce postawić dużą, przemysłową biometanownię, nie ma gwarancji, po jakiej cenie będzie mógł sprzedać swój gaz w perspektywie 15 lat. Bez takiej pewności banki nie udzielą kredytu, a projekt nigdy nie wyjdzie poza fazę koncepcyjną.

Dofinansowanie inwestycji z Funduszu Modernizacyjnego, programu FEnIKS czy Planu Strategicznego Wspólnej Polityki Rolnej, gdzie dotacje sięgają 65 procent kosztów kwalifikowanych, znacząco obniża próg wejścia. To jednak wsparcie inwestycyjne, a nie operacyjne. Inwestor wciąż musi mieć pewność, że po uruchomieniu instalacji jego biometan znajdzie nabywcę po cenie, która pozwoli na spłatę pozostałych 35 procent kapitału. W krajach takich jak Francja czy Dania rolę gwaranta ceny pełnią długoterminowe kontrakty różnicowe lub taryfy gwarantowane. W Polsce na razie tylko o nich dyskutujemy.

Blokady, których nie widać na pierwszy rzut oka

Przeszkód w rozwoju biometanu w Polsce jest znacznie więcej, niż się powszechnie uważa. Kluczową kwestią jest dostęp do sieci gazowej. Operatorzy dystrybucyjni notorycznie opóźniają proces przyłączeniowy. Inwestorzy czekają na warunki przyłączenia nawet ponad rok. Gdy już je otrzymują, często okazuje się, że sieć w danym rejonie nie ma odpowiedniej przepustowości, a jej rozbudowa zajmie kolejne lata i będzie kosztować miliony. Jednocześnie opłata za wprowadzenie biometanu do sieci przesyłowej jest zerowa, ale to rozwiązanie dotyczy tylko największych inwestycji, bezpośrednio podłączonych do systemu przesyłowego. Dla mniejszych, podłączonych do sieci dystrybucyjnych, koszty są już znaczące.

Drugą poważną przeszkodą są wymagania jakościowe dla biometanu. Polska norma wymaga, by biometan wtłaczany do sieci miał bardzo wysoką wartość opałową. To zmusza wielu producentów do doskonalenia gazu propanem. Zabieg ten nie tylko podnosi koszty, ale także rodzi protesty społeczne. Lokalne społeczności boją się dużych instalacji z dowozem propanu, który jest gazem wybuchowym. W efekcie wiele inwestycji blokowanych jest na etapie planowania przestrzennego lub konsultacji społecznych.

Inne kraje, jak Niemcy, poradziły sobie z tym problemem. Dopuszczają one zatłaczanie biometanu o niższej wartości opałowej, a parametr uzupełniany jest gazem ziemnym w systemie. W Polsce wciąż brakuje takiego rozwiązania. Trzecią barierą są nieprecyzyjne procedury administracyjne i brak koordynacji między instytucjami. Prowadzenie inwestycji w biogazownię to lawina wniosków. Decyzja środowiskowa, pozwolenie zintegrowane, pozwolenie na wytwarzanie odpadów, zgoda na przyłączenie do sieci, pozwolenie na budowę. Każdy z tych etapów to odrębne postępowanie, często w innym urzędzie i trwające miesiącami. Często zdarza się, że pozytywna decyzja środowiskowa jest uchylana przez samorządowe kolegium odwoławcze, co cofa inwestycję o lata.

Jak Europa rozwija biometan?

Rozwój biometanu to nie jest kwestia przypadku ani naturalnego tempa wzrostu. To efekt konkretnych, przemyślanych polityk wsparcia. We Francji od lat stosuje się aukcyjny system wsparcia dla biometanu. Państwo ogłasza zapotrzebowanie na określony wolumen, a inwestorzy składają oferty z ceną, za jaką są w stanie sprzedać gaz. Wybierani są najtańsi, ale wszyscy, którzy wygrają aukcję, otrzymują długoterminowy kontrakt, nawet na 15 do 20 lat, z gwarancją ceny. Dzięki temu Francja jest absolutnym liderem Europy pod względem ilości nowych przyłączeń biometanowni do sieci. W 2024 roku podłączono tam kolejnych kilkaset megawatów mocy. Co ważne, francuski system nie faworyzuje wielkich koncernów. Udział małych i średnich przedsiębiorstw, w tym rolniczych spółdzielni, jest znaczący. Francuski model opiera się na szczegółowych regulacjach, które precyzyjnie określają, jakie instalacje mogą ubiegać się o wsparcie. Obejmuje on zarówno biometan wtłaczany do sieci gazowej, jak i biometan wykorzystywany w transporcie. Preferowane są instalacje wykorzystujące odpady, co wpisuje się w politykę gospodarki o obiegu zamkniętym. Dzięki stabilności systemu we Francji działa obecnie ponad 760 biometanowni, a rząd planuje dalszy szybki rozwój. W ciągu najbliższych pięciu lat ma powstać kolejne kilkaset instalacji, a udział biometanu we francuskim miksie gazowym ma wzrosnąć do 15 procent.

Dania wybrała inną ścieżkę. Zamiast skomplikowanych aukcji wprowadzono przejrzysty system taryf gwarantowanych dla biometanu. Każdy producent, który spełni normy, może liczyć na stałą premię do ceny rynkowej przez określony czas. Do tego dochodzi obowiązek wytwarzania biometanu przez operatorów sieci, czyli system certyfikatów. W efekcie Dania osiągnęła już poziom około 25 do 30 procent udziału biometanu w swoim systemie gazowym, a rząd zapowiada dalszy wzrost. Co ciekawe, Duńczycy nie czekali, aż biometan stanie się absolutnie tani. Postawili na stabilne wsparcie, które przyciągnęło inwestorów, a efekt skali i postęp technologiczny zrobiły resztę. Dziś duński biometan jest konkurencyjny cenowo z gazem kopalnym. Duński system wsparcia opiera się na założeniu, że biometan jest kluczowym elementem transformacji energetycznej. Rząd duński przeznaczył na rozwój biometanu znaczące środki publiczne, a także wprowadził ulgi podatkowe dla producentów. W efekcie duńskie biogazownie są jednymi z najbardziej nowoczesnych w Europie, a technologia produkcji biometanu jest stale udoskonalana. Dania jest również liderem w wykorzystaniu biometanu w transporcie, gdzie jest on stosowany jako paliwo w autobusach komunikacji miejskiej i ciężarówkach.

Niemcy to przykład kraju, który przeszedł długą ewolucję. Na początku wspierano głównie biogaz w kogeneracji, co doprowadziło do wybudowania tysięcy instalacji. Z czasem priorytetem stał się biometan wtłaczany do sieci. Niemcy stosują model aukcji i kontraktów różnicowych, podobny do francuskiego, ale z większym naciskiem na modernizację istniejących biogazowni do standardu biometanowego. Dzięki temu Niemcy mają dziś drugą co do wielkości flotę biometanowni w Europie. Co istotne, system wsparcia jest stopniowo obniżany, gdy rynek dojrzewa. To sygnał, że stabilność wsparcia, ale też jego redukcja w długim terminie, buduje zdrową konkurencję. Niemiecki system wsparcia jest jednym z najbardziej rozbudowanych w Europie. Obejmuje on nie tylko biometan, ale także inne odnawialne źródła gazu. Rząd niemiecki przeznacza na rozwój biometanu miliardy euro, a także wprowadza regulacje mające na celu ułatwienie przyłączania nowych instalacji do sieci. W efekcie Niemcy są liderem w produkcji biometanu w Europie, a ich technologie są eksportowane do innych krajów. Niemieckie biogazownie są również wzorem pod względem efektywności i innowacyjności.

Włochy próbowały innego modelu, opartego na wysokich taryfach gwarantowanych. Złożone procedury biurokratyczne i lokalne protesty sprawiły, że rozwój był wolniejszy niż zakładano. Mimo to pod koniec 2025 roku Włochy dysponowały już ponad 2 tysiącami biogazowni, z których część jest stopniowo przekształcana w biometanownie. To pokazuje, że nawet przeciętny system wsparcia, jeśli jest stabilny i przewidywalny, przynosi efekty. Gorzej, gdy jest zmieniany co roku. Włoski system wsparcia opiera się na taryfach gwarantowanych dla biometanu wtłaczanego do sieci gazowej. Rząd włoski przeznaczył na ten cel znaczne środki, a także wprowadził ułatwienia dla inwestorów. Mimo to bariery administracyjne i protesty społeczne spowalniają rozwój. Włochy są jednak przykładem, że nawet w trudnych warunkach można osiągnąć znaczący postęp.

Holandia postawiła na inny instrument, a mianowicie na zielone certyfikaty dla biometanu, które można sprzedawać na giełdzie. Operatorzy sieci mieli obowiązek zakupu określonej ilości zielonych certyfikatów. System okazał się skuteczny, ale wymagał rozwiniętego rynku finansowego i instrumentów pochodnych, co nie wszędzie jest możliwe. Mimo to Holandia jest dziś jednym z europejskich liderów, szczególnie w segmencie biometanu z odpadów komunalnych. Holenderski system certyfikatów opiera się na rynkowych mechanizmach. Producenci biometanu otrzymują certyfikaty za każdą wyprodukowaną jednostkę energii, które następnie mogą sprzedać operatorom sieci. Dzięki temu rozwój biometanu jest napędzany przez popyt, a nie tylko przez dotacje. Holandia jest również liderem w wykorzystaniu biometanu w transporcie, gdzie jest on stosowany jako paliwo w autobusach i ciężarówkach.

Austria i Szwajcaria przyjęły model podobny do niemieckiego, z naciskiem na wysokie standardy jakości i efektywności. Oba kraje osiągnęły znaczący postęp w rozwoju biometanu, a ich instalacje są wzorem pod względem nowoczesności. Austria i Szwajcaria są również liderami w wykorzystaniu biometanu w ciepłownictwie, gdzie jest on stosowany jako paliwo w kotłach i elektrociepłowniach.

Wielka Brytania po Brexicie opracowała własny system wsparcia dla biometanu. Opiera się on na zielonych certyfikatach oraz na taryfach gwarantowanych. Mimo początkowych problemów Wielka Brytania osiągnęła znaczący postęp i dysponuje obecnie kilkoma dziesiątkami biometanowni. Brytyjski system wsparcia jest stale udoskonalany, a rząd zapowiada dalszy rozwój.

Co łączy wszystkie te kraje? Przede wszystkim długoterminowa przewidywalność wsparcia, nie rok czy dwa, ale 15 do 20 lat. Po drugie, przejrzyste i szybkie procedury przyłączeniowe, gdzie operator nie może blokować podłączenia bez konkretnych przeszkód technicznych. Po trzecie, elastyczne podejście do jakości biometanu, gdzie nie wymaga się doskonalenia propanem, a dopuszcza mieszanie biometanu z gazem ziemnym w sieci.

Polska na tym tle. Bierność, która kosztuje

Podczas gdy Europa buduje, Polska dyskutuje. W 2025 roku przygotowano nowelizację ustawy o odnawialnych źródłach energii, która miała wprowadzić aukcyjny system wsparcia dla biometanowni o mocy powyżej 1 megawata. Projekt od miesięcy leży w szufladzie. Co więcej, został połączony z kontrowersyjnymi przepisami dotyczącymi elektrowni wiatrowych, co czyni go politycznie jeszcze bardziej trudnym do przegłosowania.

Sabine Dujacq, prezes Polskiej Grupy Biogazowej, podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach w kwietniu 2026 roku mówiła wprost. Potrzebna jest ustawa, na którą czekamy półtora roku. Można ją przeprocedować w dwa miesiące i będzie duży krok do przodu. Artur Zawisza, prezes Unii Producentów i Pracodawców Przemysłu Biogazowego i Biometanowego, dodał, że branża nie rozumie, dlaczego ustawa biometanowa musi iść w parze z wiatrakami. To dwa różne światy, a łączenie ich tylko opóźnia rozwój obu sektorów.

W połowie 2025 roku uruchomiono program wsparcia inwestycji w biometanownie z Funduszu Modernizacyjnego, który dysponuje kwotą 800 milionów złotych, przeznaczoną dla instalacji o wydajności co najmniej 1,8 miliona metrów sześciennych rocznie. Program został jednak zatwierdzony przez Europejski Bank Inwestycyjny z ogromnym opóźnieniem, dopiero w marcu 2026 roku. Oznacza to, że cały rok 2025 upłynął pod znakiem oczekiwania. W międzyczasie Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej prowadził nabór w ramach programu FEnIKS, oferując do 100 procent kosztów kwalifikowanych. To jednak wciąż za mało, by zastąpić system wsparcia operacyjnego.

Biometan czy import LNG. Ekonomia, która może zmienić się w każdej chwili

Porównanie kosztów biometanu i importowanego gazu ziemnego nie jest łatwe ze względu na zmienne ceny światowe i różne technologie, ale można wskazać pewne trendy. Import gazu z Kataru, USA czy Norwegii podlega wahaniom. Prognozy zakładają spadek cen spot LNG z około 12 dolarów za MMBtu w 2025 roku do około 9 dolarów za MMBtu w 2030 roku. Do tego doliczyć trzeba koszty transportu, regazyfikacji i dystrybucji. W efekcie gaz importowany w dalszym ciągu może być tańszy od biometanu z nowych instalacji, zwłaszcza w okresie, gdy na rynek wchodzi nadwyżka podaży z Kataru i Stanów Zjednoczonych.

Jednak rachunek ekonomiczny nie uwzględnia dwóch kluczowych wartości. Po pierwsze, każda megawatogodzina biometanu to pieniądze, które zostają w Polsce. Zatrzymują się u rolnika, u dostawcy technologii, u operatora instalacji. Import LNG to pieniądze, które wypływają za granicę. Po drugie, biometan to paliwo neutralne emisyjnie lub wręcz ujemne emisyjnie, jeśli liczyć uniknięte emisje metanu z odpadów. Gdy Unia Europejska wprowadzi opłaty za emisje metanu, a prace nad tym trwają w ramach rewizji dyrektywy emisyjnej, przewaga konkurencyjna biometanu skokowo wzrośnie.

Ponadto biometan może być wytwarzany w instalacjach rozproszonych, co zwiększa bezpieczeństwo energetyczne. Atak na jedno źródło nie paraliżuje całego systemu. LNG skupione jest w terminalach, w Świnoujściu oraz w planowanym terminalu w Gdańsku, które są infrastrukturą krytyczną, łatwiejszym celem w czasie konfliktu zbrojnego. O ile więc w czystej kalkulacji księgowej LNG może dziś wygrywać, o tyle w rachunku strategicznym biometan ma przewagi, których nie da się przeliczyć na złotówki.

Działania koncernów

Mimo impasu regulacyjnego duże firmy nie czekają. Orlen w ramach projektu LAPIS planuje budowę 21 stacji tankowania bioLNG, zasilanych biometanem produkowanym w instalacjach grupy. Pierwsza stacja ma powstać w Płocku w drugiej połowie 2026 roku. To sygnał, że koncern widzi w biometanie przyszłość, zarówno dla transportu ciężkiego, jak i dla bilansowania własnego systemu energetycznego.

Projekt AMBASSADOR, realizowany przez BZK Energy, Biowatt i Atlas Ward, otrzymał dofinansowanie z Funduszu Innowacyjnego w wysokości blisko 8 milionów euro. To innowacyjna biometanownia działająca w trybie off grid, czyli niezależna od sieci gazowej. Jej roczna produkcja ma przekroczyć 5 milionów metrów sześciennych biometanu, a emisyjność jest ujemna. Proces redukuje emisję dwutlenku węgla o 277 procent względem gazu ziemnego.

Hiszpańska firma RIC Energy planuje budowę instalacji w Kurzętniku na Warmii i Mazurach. Biometan ma być zatłaczany do sieci gazowej, a poferment ma być wykorzystywany jako nawóz. To pokazuje, że zagraniczny kapitał wierzy w polski potencjał, mimo że polskie regulacje wciąż pozostawiają wiele do życzenia. Jeśli polskie firmy nie wykorzystają tej szansy, zrobią to inni, z Hiszpanii, Niemiec, Francji. Pytanie, czy chcemy być krajem, który wytwarza biometan, czy tylko krajem, który tą technologią zachwyca się na konferencjach.

Orlen nie ogranicza się tylko do stacji tankowania. Koncern rozwija również własne instalacje do produkcji biometanu, które mają zasilać jego sieć. W planach jest budowa kilku dużych biometanowni, które wykorzystywać będą odpady rolnicze i komunalne. Orlen współpracuje w tym zakresie z polskimi i zagranicznymi partnerami technologicznymi. Celem jest osiągnięcie znaczącego udziału biometanu w miksie gazowym koncernu do 2030 roku.

Projekt AMBASSADOR jest jednym z najbardziej innowacyjnych w Europie. Instalacja działa w trybie off grid, co oznacza, że nie jest podłączona do sieci gazowej. Biometan jest wykorzystywany na miejscu do produkcji energii elektrycznej i ciepła. Dzięki temu unika się kosztownych procedur przyłączeniowych i opóźnień. Projekt AMBASSADOR jest również przykładem gospodarki o obiegu zamkniętym, gdzie odpady są przetwarzane na energię, a poferment wykorzystywany jest jako nawóz.

RIC Energy to hiszpańska firma, która specjalizuje się w projektach z zakresu odnawialnych źródeł energii. Jej wejście na polski rynek jest sygnałem, że zagraniczni inwestorzy dostrzegają potencjał biometanu w Polsce. Firma planuje budowę instalacji w Kurzętniku, która ma być jedną z największych w regionie. RIC Energy współpracuje z polskimi podmiotami, co może przyspieszyć rozwój całego sektora.

Fot. Freepik.

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu