– Jesteśmy wielkim zwolennikiem tego, żeby Polska przystąpiła do projektu jądrowego – oświadczył prezydent Karol Nawrocki, wywołując burzliwą dyskusję w kraju i za granicą . W obliczu wojny za wschodnią granicą, agresywnej polityki Rosji, wygaśnięcia kluczowego traktatu New START i osłabienia zaufania do Stanów Zjednoczonych, pytanie o polski potencjał atomowy przestaje być czysto akademickie. Coraz więcej europejskich państw, od Norwegii po Niemcy, publicznie rozważa zmianę architektury bezpieczeństwa. Ale czy Warszawa faktycznie ma szansę na własną bombę, czy raczej chodzi o realniejszą alternatywę?
- Prezydent Karol Nawrocki w lutym 2026 roku jasno zadeklarował poparcie dla polskiego projektu nuklearnego, podkreślając zagrożenie ze strony Rosji i potrzebę wzmocnienia bezpieczeństwa.
- Wygaśnięcie traktatu New START i obecność rosyjskiej broni jądrowej na Białorusi wywołują w Europie debatę o własnych zdolnościach nuklearnych; coraz więcej państw rozważa autonomiczne lub wspólne systemy odstraszania.
- Realniejszą alternatywą jest francuski „parasol nuklearny”, czyli rozszerzenie francuskiej doktryny nuklearnej na inne kraje europejskie. Francja prowadzi rozmowy z Niemcami i Polską, ale konkretne deklaracje wciąż nie zapadły.
- Polska droga do własnej bomby jest prawnie niemal niemożliwa ze względu na NPT i wymagałaby ogromnych nakładów finansowych, infrastruktury i co najmniej 15–20 lat prac, przy ryzyku agresywnej reakcji Rosji i sprzeciwu sojuszników.
- Sondaże pokazują, że społeczeństwo popiera dostęp Polski do potencjału nuklearnego: 57,8% za własną broń, 30,9% za europejski parasol nuklearny, tylko 9% przeciw. Debata publiczna jest dziś znacznie bardziej otwarta niż kilka lat temu.
W wywiadzie dla telewizji Polsat News prezydent Karol Nawrocki nie pozostawił złudzeń co do swoich poglądów na temat wzmocnienia polskiego bezpieczeństwa. Jak sam przyznał, jest „wielkim zwolennikiem” przystąpienia Polski do projektu nuklearnego. Jego zdaniem, w obliczu rosnących napięć międzynarodowych i wojny toczącej się tuż za polską granicą, strategia bezpieczeństwa państwa powinna być budowana „w oparciu o potencjał nuklearny”.
– Ta droga, z szacunkiem do wszystkich regulacji międzynarodowych, jest drogą, którą powinniśmy iść – powiedział prezydent, dodając, że konieczne jest podjęcie działań umożliwiających rozpoczęcie prac w tym kierunku .
Nawrocki nie ma wątpliwości co do źródeł zagrożenia. Argumentując swoją deklarację, wskazywał na bezpośrednie sąsiedztwo strefy konfliktu.
– Jesteśmy państwem tuż przy granicy konfliktu zbrojnego. Wiadomo, jaki jest stosunek agresywnej, imperialnej Federacji Rosyjskiej do Polski – dodał.
Prezydent przyznał jednocześnie, że nie ma pewności, czy projekt ostatecznie zostanie zrealizowany. Dopytywany o możliwą reakcję Moskwy na rozpoczęcie prac nad polskim programem jądrowym, stwierdził bez ogródek, że „Rosja może reagować agresywnie na wszystko” . Amerykański portal POLITICO, cytując tę wypowiedź, określił ją jako „lekceważącą” odpowiedź na potencjalne rosyjskie groźby.
Dlaczego temat wraca ze zdwojoną siłą?
Wypowiedź Nawrockiego nie pojawiła się w próżni. Jak zauważają światowe media cytowane przez Onet, komentarze polskiego prezydenta padły w momencie, gdy kilka europejskich państw – wobec „zagrożenia ze strony Moskwy i osłabienia zaufania do Stanów Zjednoczonych” – zaczęło prowadzić coraz bardziej ożywioną debatę na temat rozwijania własnych zdolności nuklearnych.
W tle tych dyskusji są konkretne wydarzenia. Ukraiński tygodnik „Dzerkało Tyżnia” pisze wprost: „Po raz pierwszy od zakończenia zimnej wojny Europa rozważa rozwój własnej broni jądrowej, ponieważ obecnie polega na »parasolu ochronnym« USA. Powodem jest to, że Waszyngton nie jest już postrzegany jako wiarygodny partner” . Rosja nie tylko od czterech lat atakuje ukraińskich cywilów, ale także rozmieszcza swoją broń jądrową na Białorusi – czyli niebezpiecznie blisko granic NATO.
Dodatkowym impulsem do przyspieszenia debaty stało się wygaśnięcie na początku lutego 2026 roku traktatu New START, regulującego ograniczenia arsenałów jądrowych Rosji i Stanów Zjednoczonych . Po raz pierwszy od dekad dwie największe potęgi nuklearne pozostały bez formalnych limitów. Co więcej, układ ten był już wcześniej mało skuteczny i nie obejmował nowych sposobów przenoszenia broni jądrowej, a jego stroną nie były też Chiny.
Czeski serwis Echo24 zwraca uwagę, że temat broni jądrowej w Polsce „pojawiał się sporadycznie w ostatnich latach, ale teraz jest on również prezentowany w kontekście obrony jądrowej państw bałtyckich”.
Francuska alternatywa. Wspólny parasol zamiast własnej bomby?
Wbrew pozorom, dyskusja o polskiej broni jądrowej nie ogranicza się do czysto hipotetycznego scenariusza budowy własnej bomby. Coraz poważniej zaczęto rozważać alternatywę, która jest realniejsza politycznie i prawnie – rozszerzenie francuskiego „parasola nuklearnego” na inne kraje europejskie.
Premier Norwegii Jonas Gahr Store powiedział w zeszłym tygodniu wprost: „Myślę, że wśród Europejczyków odbędzie się dyskusja na temat europejskiego środka odstraszania nuklearnego”. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa poinformował, że prowadzi rozmowy z Francją na temat potencjalnej europejskiej obrony nuklearnej.
Marko Mihkelson, przewodniczący komisji spraw zagranicznych estońskiego parlamentu, w wywiadzie dla serwisu POLITICO określił francuski parasol jako „najbardziej logiczną, najszybszą i najbardziej ekonomiczną opcję” dla przyszłej europejskiej obrony nuklearnej. Holenderski minister spraw zagranicznych David van Weel stwierdził z kolei, że Holandia „nie jest całkowicie zamknięta” na pomysł, aby Francja zapewniała odstraszanie nuklearne dla krajów europejskich.
Prezydent Francji Emmanuel Macron, który w ostatnich miesiącach prowadził rozmowy m.in. z Niemcami i Polską na temat ewentualnej współpracy w zakresie obrony nuklearnej, zdecydowanie nie odrzuca tej roli. W przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, Francja nie jest członkiem Grupy Planowania Nuklearnego NATO, ale francuscy prezydenci zawsze podkreślali, że podstawowe interesy narodowe Francji mają wymiar europejski.
Według doniesień, Macron miałby w tym miesiącu publicznie wypowiedzieć się na temat francuskiej doktryny nuklearnej, a według dyplomatów z Paryża powinno to być bardziej konkretne przedstawienie tego, jak Francja mogłaby zmodyfikować swoją doktrynę, by objąć nią europejskich sojuszników.
We wrześniu 2025 roku premier Donald Tusk mówił, że Polska będzie dążyć do dostępu do najnowocześniejszych rodzajów broni, w tym broni jądrowej, popierając pomysł prezydenta Macrona rozszerzenia francuskiego „parasola nuklearnego” na inne kraje europejskie. Nawrocki również rozważał taką możliwość, wspominając o współpracy z Francją w ramach „Porozumienia Nancejskiego”.
Ograniczenia francuskiej oferty. Czy Paryż może zastąpić Waszyngton?
Francuski parasol nuklearny ma jednak wiele pułapek. Liviu Horovitz z berlińskiego Niemieckiego Instytutu Spraw Międzynarodowych i Bezpieczeństwa (SWP) studzi nadmierne nadzieje w rozmowie z tygodnikiem „Respekt”: „Jak dotąd (Francuzi) nie powiedzieli otwarcie, że chcą zapewnić parasol Europie. Mówią jedynie o strategicznym dialogu, w ramach którego można by rozważać, czy kluczowe interesy Francji mają również wymiar europejski”.
Francja mówi jedynie o tym, że powinna odgrywać większą rolę w europejskiej obronności, ale zdecydowanie nie o tym, że powinna zastąpić Stany Zjednoczone. Problem polega również na tym, że Francja historycznie nigdy nie wierzyła, że rozszerzone odstraszanie będzie w pełni skuteczne – dlatego nadal rozwijała własny niezależny arsenał.
Istotne są także dysproporcje w potencjale. Według Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem (SIPRI) Francja posiada 290 głowic nuklearnych, podczas gdy Stany Zjednoczone mają ich 3708, a Rosja 4380 (Wielka Brytania 225). Rosja i Stany Zjednoczone dysponują triadą nuklearną składającą się z broni wystrzeliwanej z morza, powietrznej i lądowej. Francuski arsenał jest głównie morski – z jedną łodzią podwodną wyposażoną w balistyczne pociski nuklearne, która nieustannie patroluje morze – oraz powietrzny z eskadrami myśliwców Rafale wyposażonych w pociski dalekiego zasięgu.
Analitycy bezpieczeństwa podkreślają jednak, że mniejsza liczba francuskich broni jądrowych nie stanowi zasadniczego problemu. Paryż ma ich wystarczająco dużo, aby zniszczyć większość najważniejszych rosyjskich celów – a to, czy ma siły na to, by zniszczyć Moskwę raz, czy sto razy, nie ma znaczenia dla ostatecznego wyniku odstraszania.
Głos krytyki. „Ostatnia rzecz, którą należy robić”
Wypowiedź prezydenta Nawrockiego spotkała się także z krytyką na rodzimym podwórku. Adrian Zandberg, poseł partii Razem, w Porannej rozmowie w RMF FM skomentował te słowa bardzo ostro:
– Wydaje się mocno nierozsądne ogłaszanie takich planów w mediach. Prawdopodobnie ostatnią rzeczą, którą należy w takiej sytuacji robić, to ogłaszać tego typu plany poprzez media – stwierdził.
Zandberg odniósł się również do szerszego kontekstu geopolitycznego, przypominając, że odwrót USA w stronę Pacyfiku to proces długotrwały.
– Stany Zjednoczone od dawna odwracają się coraz bardziej w stronę Pacyfiku. Mówiąc szczerze, to nie jest kwestia tylko Trumpa, bo to akurat mówili dosyć jasno kolejni prezydenci USA, począwszy od Baracka Obamy – powiedział .
Bariery prawne i realia NPT. Droga przez mękę
Mimo politycznej deklaracji, droga do własnej broni jądrowej jest prawnie niemal nie do przebycia dla państwa, które – jak Polska – jest sygnatariuszem Układu o Nierozprzestrzenianiu Broni Jądrowej (NPT). Traktat ten, podpisany w 1968 roku, uznaje pięć oficjalnych mocarstw jądrowych (USA, Rosję, Wielką Brytanię, Francję i Chiny) i zobowiązuje pozostałe państwa do niepodejmowania prób pozyskania broni atomowej.
Nawrocki, zapytany, czy Stany Zjednoczone pozwolą Polsce obrać ten kierunek, jako że Warszawa jest sygnatariuszem NPT, odpowiedział: „Nie wiem tego, ale musimy działać w taki sposób, aby móc rozpocząć prace”.
Rosyjska reakcja na tego typu dyskusje jest z góry znana. Rosyjski dziennik „Metro Moscow” już zareagował na słowa Nawrockiego, tytułując artykuł: „Prezydent Polski Nawrocki ogłosił, że Polska pragnie posiadać broń jądrową” . Gazeta przypomniała przy tym, że poprzednik Nawrockiego, Andrzej Duda, już w 2024 roku mówił o gotowości Polski do przyjęcia amerykańskiej broni jądrowej na swoim terytorium.
Co więcej, jak wynika z analiz Defence24.pl, rok 2026 przynosi szereg wyzwań dla Wojska Polskiego, które są równie pilne jak dyskusja o odstraszaniu nuklearnym. Chodzi m.in. o wdrożenie skutecznych systemów zwalczania dronów, uporządkowanie zaangażowania wojska w ochronę granicy, radykalne wzmocnienie systemu szkoleń rezerw oraz reformę systemu kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi.
Polska opinia publiczna. Zdecydowane „tak” dla własnej broni
Ciekawie na tle politycznych dyskusji prezentują się nastroje społeczne. Sondaż przeprowadzony przez Gazeta.pl wśród czytelników pokazuje, że Polacy są zdecydowanie za posiadaniem własnej broni jądrowej. Aż 57,77 proc. głosujących (1899 osób spośród 3287) opowiedziało się za opcją mówiącą o potrzebie posiadania przez Polskę własnej broni jądrowej .
Na drugim miejscu znalazła się propozycja wspólnego programu z innymi państwami europejskimi – taką opcję wybrało 30,88 proc., czyli 1015 osób . Łącznie zdecydowana większość głosujących (prawie 89 proc.) wybrała jedną z opcji zakładających dostęp do potencjału nuklearnego, czy to narodowego, czy w ramach współpracy europejskiej.
Przeciwników posiadania broni jądrowej było zaledwie 9,10 proc. (299 głosów), a niezdecydowanych 2,25 proc.. To pokazuje, że w polskim społeczeństwie temat ten nie budzi takich kontrowersji jak wśród części elit politycznych.
Tymczasem grupa wybitnych naukowców zrzeszonych w Europejskiej Grupie Studiów Nuklearnych bije na alarm. Ich raport, zaprezentowany podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, ostrzega europejskich członków NATO przed poważnymi lukami w systemie odstraszania nuklearnego, wzywając do natychmiastowych działań.
– Era, w której Europa mogła sobie pozwolić na nuklearną niedbałość, dobiegła końca” – czytamy w raporcie. Autorzy podkreślają, że „niezależnie od tego, jak niewygodna może być ta debata, nowe warunki bezpieczeństwa wymagają od europejskich decydentów bezpośredniego i pilnego zajęcia się rolą broni jądrowej w (polityce) obronnej oraz zapewnienia niezbędnych zasobów”.
Ich zdaniem, dotychczasowa zależność od Stanów Zjednoczonych w kwestii odstraszania nuklearnego, choć nadal istotna, wymaga uzupełnienia o silniejsze, autonomiczne europejskie zdolności. Raport przedstawia kilka wariantów: dalsze poleganie na wsparciu USA przy jednoczesnym wzmacnianiu potencjału nuklearnego Wielkiej Brytanii i Francji, wspólny europejski system odstraszania, samodzielne programy nuklearne poszczególnych państw lub odstraszanie oparte wyłącznie na broni konwencjonalnej.
Co dalej? Trzy scenariusze dla Polski
Analizując wszystkie te wątki – deklaracje prezydenta, debatę europejską, nastroje społeczne, ograniczenia prawne i realia geopolityczne – można nakreślić trzy scenariusze dla Polski.
Scenariusz pierwszy: własna broń jądrowa. To opcja najbardziej spektakularna, ale prawnie i technicznie najtrudniejsza. Wymagałaby wypowiedzenia NPT, gigantycznych nakładów finansowych (liczonych w dziesiątkach miliardów dolarów), wieloletnich prac badawczo-rozwojowych i zbudowania infrastruktury od podstaw. Nawet w optymistycznym wariancie to perspektywa co najmniej 15-20 lat. Dodatkowo, Rosja zareagowałaby natychmiast i agresywnie, a sojusznicy z NATO – zwłaszcza USA – raczej nie byliby zachwyceni.
Scenariusz drugi: francuski parasol nuklearny. To opcja realniejsza i szybsza. Polega na rozszerzeniu francuskiej doktryny nuklearnej na inne kraje europejskie. Wymagałaby jednak zmiany francuskiego prawa, zgody Paryża i wypracowania mechanizmów współdecydowania. Macron jest otwarty na dyskusję, ale nie złożył jeszcze konkretnej deklaracji. To scenariusz, który Nawrocki określił jako „podążanie z szacunkiem do międzynarodowych regulacji”.
Scenariusz trzeci: status quo plus. Polega na utrzymaniu obecnej zależności od amerykańskiego parasola nuklearnego w ramach NATO, przy jednoczesnym wzmocnieniu konwencjonalnych zdolności odstraszania. Polska i tak przeznacza na obronność prawie 5 proc. PKB i jest największym beneficjentem unijnego programu pożyczkowego SAFE z kwotą 43,7 mld euro . Być może to wystarczy, by odstraszyć potencjalnego agresora bez wchodzenia w nuklearną geopolitykę najwyższego poziomu.
Prawdopodobnie ostatnią rzeczą, którą należy w takiej sytuacji robić, jest ogłaszanie tego typu planów poprzez media – mówił Zandberg . Ale jedno jest pewne: debata, która jeszcze kilka lat temu była tematem tabu, dziś toczy się otwarcie – i to nie tylko w Polsce.

