Chiny kontrolują 90 proc. światowej rafinacji metali ziem rzadkich, bez których nie ma elektromobilności ani turbin wiatrowych. Polska nie ma własnych opłacalnych złóż, ale ma gigantyczne hałdy popiołów lotnych i fosfogipsów. W Zawierciu Elemental Group przerabia już 12 tysięcy ton baterii rocznie, a w Puławach Mkango Resources buduje instalację za 212 milionów dolarów. Odpady mogą być naszą szansą.
- Metale ziem rzadkich, takie jak neodym, prazeodym, dysproz i terb, są niezbędne do produkcji magnesów trwałych w silnikach elektrycznych i generatorach wiatrowych. Pekin kontroluje 69 proc. światowego wydobycia, ale aż 90 proc. rafinacji i separacji.
- Największy potencjał drzemie w popiołach lotnych z energetyki węglowej (stężenie REE 101–443 ppm) oraz w fosfogipsach – odpadach z produkcji nawozów. Na hałdzie Wiślinka pod Gdańskiem zgromadzono miliony ton tych odpadów.
- Wyzwaniem są koszty – pełny zakład hydrometalurgiczny to 1-2 miliardy dolarów, a Chiny dzięki efektowi skali wciąż są tańsze. Potrzebne są mechanizmy ochrony rynku (rozszerzenie CBAM na REE) oraz system gwarancji odkupu. Polska ma jednak przewagę środowiskową – odzysk z odpadów nie wymaga nowych wyrobisk, a jego ślad węglowy jest niższy niż chińskiego wydobycia.
Metale ziem rzadkie to grupa 17 pierwiastków, bez których nie ma elektromobilności, nie ma turbin wiatrowych, nie ma nowoczesnych systemów uzbrojenia. Neodym, prazeodym, dysproz i terb są niezbędne do produkcji magnesów trwałych, które napędzają silniki samochodów elektrycznych i generatory w farmach wiatrowych. Choć wbrew nazwie nie są one szczególnie rzadkie w skorupie ziemskiej, ich wydobycie i przetworzenie to ogromne wyzwanie technologiczne i kapitałochłonne. To właśnie ta trudność, a nie sama rzadkość, sprawia, że Chiny zbudowały na nich imperium. Pekin kontroluje dziś około 69 proc. światowego wydobycia, ale przede wszystkim – aż 90 proc. rafinacji i separacji poszczególnych pierwiastków oraz 92 proc. produkcji gotowych magnesów trwałych. Pozostałe kraje, w tym Polska, mają w tym łańcuchu udział marginalny. Dla Unii Europejskiej, która chce uniezależnić się od surowców z Chin, to strategiczny problem. I tu pojawia się pytanie, czy Polska, która nie ma klasycznych złóż REE na miarę Szwecji czy Australii, może w tej grze odegrać jakąś rolę. Odpowiedź brzmi: tak, ale nie w takiej formie, jaką sobie wyobrażają politycy marzący o własnych kopalniach. Nasze atuty leżą gdzie indziej – w gigantycznych ilościach odpadów, które przez lata gromadziliśmy przy elektrowniach i zakładach chemicznych.

Polski potencjał leży nie w ziemi, a na hałdach
Kiedy mówimy o złożach metali ziem rzadkich w Polsce, trzeba od razu postawić sprawę jasno. Nie mamy udokumentowanych, przemysłowo opłacalnych złóż, w których REE tworzyłyby własne, samodzielne formacje. To, co mamy, to domieszki w innych surowcach – przede wszystkim w węglu kamiennym, a także w fosforytach, pegmatytach i iłach kaolinitowych.
Na Dolnym Śląsku, w Sudetach, stwierdzono podwyższoną koncentrację REE, ale nie na tyle wysoką, by opłacało się budować tradycyjną kopalnię. Zamiast tego, naszym największym atutem są ogromne ilości odpadów przemysłowych, w których te pierwiastki zalegają od lat.
Mapa potencjału REE w Polsce, opracowana przez Państwowy Instytut Geologiczny, wskazuje kilka obiecujących kierunków.

Największy potencjał, oceniany jako wysoki i z krótkim horyzontem czasowym wdrożenia, drzemie w popiołach lotnych z energetyki węglowej. Ich stężenie REE sięga od 101 do 443 części na milion. Polska przez lata gromadziła gigantyczne ilości tych odpadów na składowiskach przy elektrowniach i elektrociepłowniach.
Wydobycie metali ziem rzadkich z popiołów lotnych jest technologicznie możliwe i – co kluczowe – nie wymaga nowych odwiertów czy wyburzeń, ponieważ materiał jest już wydobyty i zmagazynowany. Wraz z wygaszaniem elektrowni węglowych w ramach transformacji energetycznej, popioły te staną się jeszcze bardziej dostępnym, choć kurczącym się z czasem surowcem wtórnym. To jeden z najbardziej obiecujących kierunków, który wpisuje się w logikę gospodarki o obiegu zamkniętym.
Średni potencjał, z perspektywą wdrożenia w perspektywie średnioterminowej, przypisano fosfogipsom – odpadom powstającym przy produkcji nawozów sztucznych. Na hałdzie Wiślinka niedaleko Gdańska zgromadzono miliony ton fosfogipsów, w których stwierdzono obecność REE.
Trwają prace badawcze nad ich odzyskiem, a pierwsze próby laboratoryjne z użyciem kwasu siarkowego dają obiecujące wyniki. Podobnie oceniane są odpady pouraninowe oraz złoże Tajno, gdzie występują karbonatyty, choć tu horyzont wdrożenia jest dłuższy ze względu na konieczność przeprowadzenia dodatkowych badań geologicznych i technologicznych. Niski potencjał, czyli długi horyzont wdrożenia, przypisano natomiast pegmatytom w okolicach Szklarskiej Poręby, gdzie udokumentowano około 305 ton zasobów, oraz iłom kaolinitowym na Dolnym Śląsku. Te źródła, choć potencjalnie wartościowe, wymagają znacznie większych nakładów na rozpoznanie i wydobycie.

Polskie projekty, które już działają
W obszarze samych technologii Polska nie startuje z pozycji zerowej. Mamy kilka aktywnych kierunków rozwoju, które w przyszłości mogą złożyć się na krajowy hub metali ziem rzadkich. Najbardziej zaawansowany i najbardziej obiecujący obszar to recykling zużytych baterii i odpadów elektronicznych. Firma Elemental Group, działająca w Zawierciu, jest dziś liderem w tej dziedzinie.
Jej zakład przetwarza rocznie 12 tysięcy ton baterii litowo-jonowych z pojazdów elektrycznych oraz katalizatorów samochodowych, odzyskując lit, kobalt, nikiel, miedź, aluminium i metale z grupy platynowców. Wartość inwestycji sięga 800 milionów dolarów, a jej celem jest produkcja prekursorów materiałów katodowych do nowych baterii.
Elemental pozyskał dofinansowanie z Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju w wysokości 120 milionów euro oraz wsparcie z unijnego Funduszu Innowacyjnego. Firma działa w joint venture z amerykańską Ascend Elements, co daje jej dostęp do zaawansowanych technologii recyklingu. W planach jest także budowa huty miedzi i rafinerii metali, która ma zamknąć obieg surowcowy na miejscu.
Równolegle rozwijają się inne projekty. Naukowcy z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie opracowali nową metodę odzyskiwania REE z baterii niklowo-wodorkowych, znanych potocznie jako baterie „paluszki”.
Metoda ta jest przyjazna środowisku i może być skalowana. Z kolei w Puławach, przy wsparciu kanadyjskiej spółki Mkango Resources, powstaje instalacja do separacji tlenków neodymu, prazeodymu, dysprozu i terbu. Koszt inwestycji szacowany jest na 212 milionów dolarów, a docelowa wydajność to produkcja 50 ton tlenków dysprozu i terbu rocznie.
Projekt został wpisany na listę strategicznych inwestycji w ramach unijnego Aktu o surowcach krytycznych. To oznacza, że Bruksela traktuje go jako element swojego bezpieczeństwa surowcowego.
W obszarze odzysku REE z popiołów lotnych i fosfogipsów prowadzone są prace badawcze, ale na razie głównie w skali laboratoryjnej. Instytut Metalurgii Żelaza im. St. Staszica, Polska Akademia Nauk oraz inne ośrodki naukowe testują procesy ługowania kwasami i metodami alkalicznymi.
Wymagane są jednak dalsze badania nad optymalizacją procesów pod kątem ich opłacalności ekonomicznej i minimalizacji wpływu na środowisko. Prace nad odzyskiem REE z fosfogipsów ze złoża w Wizowie, którego zasoby szacuje się na około 8,28 tysiąca ton REE, są zaawansowane, ale wciąż na etapie analiz laboratoryjnych.
Koszty, konkurencja cenowa Chin i unijne cele na 2030 rok
Z ekonomicznego punktu widzenia rozwój własnego przetwarzania REE w Polsce to wyzwanie o ogromnej skali. Budowa instalacji do separacji REE to wydatek rzędu setek milionów dolarów – instalacja w Puławach kosztuje 212 milionów dolarów. Pełny zakład hydrometalurgiczny, obejmujący ługowanie, ekstrakcję rozpuszczalnikową i rafinację poszczególnych pierwiastków, to koszt rzędu 1-2 miliardów dolarów. Polski rynek i polski przemysł nie są w stanie samodzielnie udźwignąć takiej inwestycji. Potrzebne jest szerokie wsparcie publiczne – dotacje, gwarancje kredytowe – i partnerstwo z międzynarodowymi koncernami.
Drugim wyzwaniem jest konkurencyjność cenowa. Chiny, dzięki wieloletnim inwestycjom i efektowi skali, produkują REE po cenach, z którymi trudno konkurować. Nawet przy rosnących kosztach transportu i ryzyku geopolitycznym, chińskie ceny wciąż są niższe od prognozowanych kosztów produkcji w Europie. Aby polskie projekty były opłacalne, niezbędne są mechanizmy ochrony rynku wewnętrznego. W grę wchodzi na przykład rozszerzenie mechanizmu CBAM na metale ziem rzadkich, tak by importerzy z Chin ponosili koszty emisji CO₂ związane z ich produkcją. Potrzebny jest też system gwarancji odkupu dla krajowych producentów, podobny do rozwiązań stosowanych w energetyce odnawialnej. Rynek REE jest bowiem niezwykle zmienny – ceny poszczególnych pierwiastków zależą od koniunktury w przemyśle elektromobilności, energetyce wiatrowej i elektronice, a także od polityki celnej Chin. Wahania cen utrudniają prognozowanie rentowności i zabezpieczenie finansowania.
Unia Europejska zdaje sobie sprawę z tych wyzwań. W ramach Aktu w sprawie surowców krytycznych postawiono konkretne cele na 2030 rok. Europa ma osiągnąć zdolność wydobycia 10 procent, przetwarzania 40 procent i recyklingu 25 procent strategicznych surowców, które konsumuje. Import z jednego kraju trzeciego nie może przekraczać 65 procent całkowitego zapotrzebowania. Dla metali ziem rzadkich oznacza to konieczność dywersyfikacji źródeł, rozwoju własnych technologii separacji oraz inwestycji w recykling.
W grudniu 2025 roku Komisja przyjęła plan działania RESourceEU, który ma przyspieszyć realizację tych celów, oferując finansowanie i narzędzia do ochrony przemysłu przed szokami geopolitycznymi i cenowymi.
Środowiskowa przewaga Polski. Recykling odpadów zamiast nowych kopalń
Kwestie środowiskowe to kolejny, niezwykle istotny wymiar tej debaty. Wydobycie i przetwarzanie metali ziem rzadkich jest procesem wysoce inwazyjnym. Tradycyjne kopalnie odkrywkowe generują ogromne ilości pyłów, hałasu i odpadów poflotacyjnych, a procesy separacji chemicznej wymagają stosowania silnych kwasów i rozpuszczalników organicznych, których pozostałości często trafiają do środowiska.
W Chinach, w regionie Baiyun Obo, skażenie gleb i wód metalami ciężkimi i odpadami radioaktywnymi z produkcji REE osiągnęło poziom katastrofy ekologicznej. Polska, decydując się na rozwój własnych mocy REE, ma tę przewagę, że nasze potencjalne źródła są w dużej mierze wtórne. Odzysk z popiołów lotnych, fosfogipsów i zużytych baterii nie wymaga nowych wyrobisk, a jego wpływ na środowisko jest ograniczony.
Procesy ługowania generują wprawdzie odpady ciekłe, ale skala problemu nie jest porównywalna z tradycyjnym górnictwem. To sprawia, że Polska może pozycjonować się jako dostawca REE o niższym śladzie środowiskowym i węglowym niż Chiny.
Dodatkowym atutem jest synergia z transformacją energetyczną. W miarę wygaszania elektrowni węglowych, popioły lotne staną się dostępnym surowcem wtórnym. Zamiast składować je na hałdach, można je przetwarzać na cenne pierwiastki, jednocześnie odzyskując z nich także inne materiały, na przykład krzemionkę do produkcji betonu. Podobnie fosfogipsy – dziś uciążliwy odpad, w przyszłości może być źródłem REE, a pozostały gips może znajdować zastosowanie w budownictwie. Społecznie, rozwój krajowego przetwórstwa REE może przynieść nowe miejsca pracy w regionach dotkniętych transformacją – na Śląsku, Dolnym Śląsku i Pomorzu. To istotne z perspektywy polityki sprawiedliwej transformacji, która zakłada, że koszty odchodzenia od węgla nie mogą ponosić wyłącznie pracownicy i mieszkańcy terenów górniczych.
Polska nie będzie drugimi Chinami. Może być europejskim hubem recyklingu REE
Podsumowując, odpowiedź na pytanie, czy Polska powinna rozwijać własne wydobycie i przetwarzanie REE, nie jest zero-jedynkowa. Nie, nie powinniśmy budować tradycyjnych kopalń w Sudetach czy na Mazurach – to byłoby ekonomicznie nieopłacalne i środowiskowo kontrowersyjne. Tak, powinniśmy postawić na recykling i gospodarkę wtórną, wykorzystując ogromne zasoby odpadów, które już posiadamy. Popioły lotne, fosfogipsy i zużyte baterie to nasz narodowy surowiec, który leży na hałdach i czeka na zagospodarowanie.
Powinniśmy kontynuować wsparcie dla projektów takich jak Elemental Group w Zawierciu i Mkango Resources w Puławach. Te inwestycje już przynoszą efekty, tworząc zalążki krajowego przemysłu recyklingu i separacji REE. Wsparcie publiczne – w tym fundusze unijne i krajowe – powinno zostać utrzymane i rozszerzone na kolejne projekty pilotażowe. Konieczne jest również dalsze inwestowanie w badania i rozwój technologii odzysku z popiołów lotnych i fosfogipsów. Obecnie technologie te są na etapie laboratoryjnym lub pilotażowym. Potrzebne są dalsze prace nad optymalizacją procesów, aby mogły działać na skalę przemysłową.
Polska powinna aktywnie uczestniczyć w unijnych programach surowcowych, zgłaszając swoje projekty jako strategiczne dla bezpieczeństwa całej Wspólnoty. I wreszcie, nie powinniśmy całkowicie rezygnować z poszukiwań złóż pierwotnych, ale traktować je jako opcję długoterminową. Złoża takie jak Tajno czy Sulmierzyce wymagają dalszych badań, ale w perspektywie 20-30 lat mogą stać się wartościowym uzupełnieniem surowców wtórnych.
Polska nie jest i raczej nie stanie się drugim krajem wydobywczym na miarę Chin czy Australii. Ale może stać się europejskim hubem recyklingu i przetwarzania metali ziem rzadkich, dostarczając odzyskane pierwiastki nie tylko dla własnego przemysłu, ale także dla sąsiadów. To jest nasza szansa – nie w walce z Chinami, lecz w budowaniu nowego, bardziej zrównoważonego modelu gospodarki o obiegu zamkniętym, w którym odpady stają się surowcami, a strategiczna niezależność nie wymaga otwierania nowych kopalni.
Opracowano na podstawie: danych Państwowego Instytutu Geologicznego, informacji prasowych Elemental Group i Mkango Resources, założeń Aktu o surowcach krytycznych (CRMA), planu działania RESourceEU oraz doniesień o pracach badawczych nad odzyskiem REE z popiołów lotnych i fosfogipsów.

