Susza powoduje chaos informacyjny o zasobach wód podziemnych

Portal samorządowy alarmuje o niekontrolowanym drenażu wód podziemnych przez rolników. Geologowie uspokajają: to płytkie zasoby polodowcowe, a nie główne zbiorniki wód podziemnych.

Portal samorządowy informuje, że  w wyniku nasilającej się suszy rolnicy wiercą własne studnie głębinowe, aby ratować swoje zbiory. To wszystko czynią poza kontrolą i obowiązującymi w tej sprawie przepisami. Naukowcy alarmują, że jest to proces drenaży najcenniejszych awaryjnych wód podziemnych, które w ten sposób ulegają niekontrolowanemu wyczerpaniu. Wspomniany portal informuje, ze jednostkowy pobór tych wód wynosi od 5 do 15 metrów sześciennych wody na dobę i apeluje o ochronę poboru tych wód, co wymaga racjonalnego podejścia do eksploatowanych w ten sposób zasobów wody pitnej. Ta troska o krajowe wody podziemne jest konieczna, ale pod warunkiem, że jest kompetentna.

Niepotrzebny alarm

Trzeba odróżnić dwa zasadnicze pojęcia dotyczące rolniczego poboru tych wód. Wody podziemne jako jeden zbiornik i rozproszone przypowierzchniowe zbiorniki o różnej pojemności.

Ze względów przyrodniczych ten jeden zbiornik istnieje tylko teoretycznie, Generalnie zbiorniki wód podziemnych na terenie kraju dzielą się na Główne Zbiorniki Wód Podziemnych (GZW), które na ogół są głębsze, ściślej kontrolowane i zasadniczo niedostępne dla potrzeb rolnictwa.

Po prostu rolnika nie stać na milionowe wydatki związane a takim ujęciem. Alarm o ich wyczerpywaniu jest nieuzasadniony, gdyż ich zasoby są nieustannie odnawiane, przez opady deszczu, które infiltrując w głąb górotworu. GZW są zapleczem zaopatrzenia w wodę dla wielkich miast i przemysłu, ale nie są wykorzystywane dla celów rolniczych. Dlatego alarm ten, mija się z rzeczywistością. 

Droga woda z sieci

Rolnictwo wykorzystuje miejscowe i lokalne zasoby, gdyż nie stać go na  korzystanie z sieci z sieci wód wodociągowych, skąd pobierana woda jest bardzo droga. Przykładowo kosztuje to około 10 złotych za jeden metr sześcienny, plus opłata za ich odprowadzenie do kanalizacji.

Pobór dla potrzeb rolniczych około 15 metrów sześciennych na dobę, każdego rolnika doprowadziłby do bankructwa. Dlatego o zasoby wody znajdującej się w GZW możemy być spokojni, że rolnicy do nich nie sięgną.

Skąd rolnicy biorą wody podziemne? 

Otóż Polska dzięki wielokrotnym nawrotom lodowca pokryta jest różnej wielkości piaszczystymi utworami wodonośnymi. Są to zbiorniki wodne dostępne już na głębokości do około 30 metrów, po które sięgają owi rolnicy. Są to zwykle lokalne zbiorniki wód podziemnych związane z polodowcowymi piaskami i żwirami.

Ich zasoby wód są bieżąco uzupełniane opadami. Z powodów czysto przyrodniczych wyczerpanie ich zasobów jest niemożliwe, co najwyżej nieracjonalna eksploatacja może obniżyć ich parametry eksploatacyjne.    

Niepodważalnym dotąd autorytetem naukowym w zakresie wykorzystania wód podziemnych był nieżyjący już profesor Zdzisław Pazdro z Politechniki Gdańskiej.

Jego oceny są nadal aktualne, które zawarł on w swoich licznych pracach. Twierdził, że w Polsce zagadnienie wód w utworach polodowcowych należałoby postawić na naczelnym miejscu ze względu na to, że trzy czwarte obszaru pokrywa płaszcz utworów polodowcowych i rzeczno lodowcowych.

Ocenił on, że wody te zawierają, aż 53 procent ogólnej sumy dostępnych wód podziemnych. Praktyczny wniosek z tej oceny jest taki, że ich rolnicze zagospodarowanie winno być wspierane, wspomagane, nawet dotowane, gdyż wszyscy korzystają z żywności wytwarzanej przez ten resort. 

Program wód podziemnych dla rolnictwa

Tak się składa, ze ilość tych zbiorników wód polodowcowych, zwiększa się z południa na północ kraju, gdzie susza daje się najbardziej we znaki. Czyli zamiast kontroli, zakazów i ograniczeń w korzystaniu z tych wód lepiej byłoby przygotować program ich zagospodarowania z rozpisaniem na poszczególne gminy.

To wymaga specjalistów, których w kraju nie brakuje. Potrzebne są też nakłady finansowe i to liczone w miliardach złotych rozpisanych na wiele lat realizacji tego programu.

Podstawowa kwestia  w tej sprawie sprowadza sie nie tylko do nakładów finansowych na ten cel, ale do wiedzy, która niewiele już kosztuje, a może przynieść znaczące zyski.

Potrzebne są w tym kierunku inicjatywy publikacji powszechnie zrozumiałych prac na ten temat. Państwowy Instytutu Geologiczny w Warszawie (PIG), który prowadzi badania wód podziemnych narzeka na to, ze  blisko 50 procent eksploatacji tych wód prowadzone jest  bez wymaganej rejestracji. To prawda, ale jakby nie całą. Jej reszta dotyczy też tego, ze ów PIG nie upowszechnia posiadanej na ten temat wiedzy.

Skąd przeciętny Kowalski ma wiedzieć jak eksploatować nawet płytkie studnie wiercone? Brak jest na ten temat wydawnictw, instrukcji i doradztwa technicznego, które winno znajdować się nie tylko w Monitorach i Dziennikach Ustaw, ale także w sposób przystępny winno trafić pod przysłowiowe strzechy.

To rola również dla PIG, który ma przecież własne wydawnictwo, nastawione na prace naukowe, ale ich popularyzacja byłaby również potrzebna.

Fot. Freepik

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu