Polska na czele koalicji. 10 państw wywalczyło rewizję ETS

Szczyt Unii Europejskiej, który zakończył się 19 marca 2026 roku w Brukseli, przyniósł historyczny przełom w polityce klimatycznej Wspólnoty. Po raz pierwszy system handlu uprawnieniami do emisji CO₂, przez lata uznawany za nietykalną świętość, został otwarty na elastyczne stosowanie. Polska, wspierana przez Włochy i kilkanaście innych państw, wywalczyła pakiet ustępstw, które mają bezpośrednio przełożyć się na niższe rachunki za prąd i miliardy euro wsparcia dla krajowej gospodarki. Premier Donald Tusk po zakończeniu negocjacji nie krył satysfakcji, a unijni dyplomaci mówili o bramie otwartej na oścież dla elastycznego stosowania unijnej polityki klimatycznej.

  • Komisja Europejska wypuści na rynek dodatkową pulę pozwoleń na emisję CO₂ w najbliższych dniach, co zgodnie z prawami ekonomii obniży ich ceny. Dla polskich odbiorców energii to kluczowa informacja – prawie jedna czwarta rachunków za prąd w Polsce to koszty związane z ETS. Mechanizm będzie wykorzystywany także w przyszłości, gdy ceny uprawnień osiągną poziom nadmiernie obciążający gospodarkę.
  • Utworzono fundusz ETS Investment Booster o budżecie 30 mld euro, finansowany ze sprzedaży 400 mln uprawnień. Uprzywilejowany dostęp do tych środków będą miały kraje o niższych dochodach – Polska znalazła się w tej grupie. Pieniądze trafią bezpośrednio na modernizację energochłonnych zakładów (huty, cementownie, fabryki chemiczne), a nie do ogólnego budżetu Unii.
  • Uzyskano deklarację przedłużenia bezpłatnych uprawnień dla przemysłu energochłonnego – termin ich całkowitego wygaśnięcia po 2034 roku zostanie przesunięty na długie, długie lata. Kwestia zostanie potwierdzona najpóźniej do czerwca 2026. To daje polskim firmom czas na dostosowanie i możliwość konkurowania z produkcją z Chin czy Indii.

Jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się, że zmiana kursu w polityce klimatycznej Unii Europejskiej jest niemożliwa. System handlu uprawnieniami do emisji CO₂ był traktowany jako fundament, którego nie można ruszyć. W Brukseli wydarzyło się jednak coś, czego warszawscy dyplomaci wyczekiwali latami. Polska nie tylko nie była osamotniona w swoich postulatach, ale stanęła na czele koalicji, która przeforsowała zmiany dotąd uznawane za nierealne.

Współpraca z Włochami okazała się kluczowa. Do Rzymu i Warszawy dołączyły Austria, Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Grecja, Węgry, Słowacja i Rumunia. Dziesięć państw podpisało przed szczytem list do przewodniczącej Komisji Europejskiej, wzywając do gruntownego przeglądu systemu ETS, stabilizacji cen za emisję CO₂ oraz przedłużenia okresu obowiązywania bezpłatnych uprawnień.

Prawdziwym zaskoczeniem było jednak poparcie ze strony Holandii. Premier tego kraju, Rob Jetten, na szczycie otwarcie poparł wystąpienie Donalda Tuska, uznając, że Polska nadrabia zaległości w polityce klimatycznej, ale potrzebuje na to więcej czasu i łagodniejszego podejścia. To sygnał, że w Europie rośnie zrozumienie dla sytuacji państw, które przez dekady opierały swoją energetykę na węglu. Jeden z wysokich rangą dyplomatów obecnych na szczycie określił to jako bramę otwartą na oścież dla elastycznego stosowania systemu ETS.

Premier Donald Tusk po zakończeniu negocjacji nie krył satysfakcji, podkreślając, że w konkluzjach Rady Europejskiej znalazł się zapis, że Polska będzie w grupie państw objętych pomocą możliwą dzięki wykorzystaniu rezerw uprawnień do emisji CO₂. Środki uzyskane z uwolnienia niektórych uprawnień zostaną przekształcone w pomoc finansową dla tych państw, dla których ETS jest istotnym obciążeniem jeśli chodzi o ceny energii. Polska znalazła się w tej grupie.

Nie wszystkie kraje poparły głębokie zmiany. Hiszpania, Finlandia, Portugalia, Szwecja, Luksemburg i Słowenia podpisały list w obronie systemu ETS, uznając go za fundamentalny filar europejskiej polityki klimatycznej. Premier Hiszpanii Pedro Sanchez wyraził silne poparcie dla ETS, wskazując na niskie ceny energii w swoim kraju. Kluczowe okazało się jednak pragmatyczne stanowisko Niemiec i Francji. Berlin i Paryż podkreślały konieczność zachowania systemu, ale przy jednoczesnym uwzględnieniu różnych sytuacji poszczególnych krajów. To one – zdaniem dyplomatów – umożliwiły kompromis, nie blokując zapisów korzystnych dla Polski.

Państwa skandynawskie, które nie chcą rozmontowywania systemu ETS, nie protestowały, gdy chodziło o zapisy uwzględniające specyfikę krajów w dużej mierze uzależnionych od paliw kopalnych. Skończyła się era, w której Polska musiała samotnie bronić swojego stanowiska przeciwko całej Unii. Bruksela uznała, że transformacja nie może odbywać się kosztem konkurencyjności europejskiego przemysłu.

Zapisz się do newslettera!

Natychmiastowa obniżka rachunków. Von der Leyen wypuszcza tańsze pozwolenia

Unijni przywódcy nie ograniczyli się do deklaracji długoterminowych. Podjęli decyzję o natychmiastowych działaniach na rzecz obniżenia rachunków za energię. Komisja Europejska w najbliższych dniach skorzysta ze specjalnego mechanizmu, który pozwoli obniżyć ceny pozwoleń do emisji CO₂. Jak pierwsza informowała dziennikarka RMF FM, Polska wspierana przez Włochy wywalczyła ten bezpiecznik dla cen prądu. Chodzi o wypuszczenie na rynek większej liczby pozwoleń na emisję, co obniży ich koszt.

Mechanizm jest stosunkowo prosty. Ceny uprawnień do emisji CO₂ w ostatnich latach gwałtownie wzrosły, osiągając poziomy, które dla wielu przedsiębiorstw stały się nie do udźwignięcia. Wypuszczenie na rynek dodatkowej puli pozwoleń zwiększa podaż, co zgodnie z prawami ekonomii prowadzi do spadku cen. A tańsze pozwolenia to niższe koszty wytwarzania energii, a w konsekwencji niższe rachunki dla firm i gospodarstw domowych.

Szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen zapowiedziała, że środki te zostaną ogłoszone w najbliższych dniach, podkreślając, że mówi o dniach, a nie tygodniach czy miesiącach. To kluczowa informacja dla polskich odbiorców energii, ponieważ prawie jedna czwarta rachunków za prąd w Polsce to koszty związane z systemem ETS. W przeliczeniu na konkretne kwoty oznacza to, że każda złotówka, którą uda się obniżyć na rynku uprawnień, przekłada się bezpośrednio na portfele milionów Polaków.

Eksperci zwracają uwagę, że to nie jest jednorazowa operacja. Komisja Europejska dała jasno do zrozumienia, że mechanizm wypuszczania dodatkowych pozwoleń będzie wykorzystywany także w przyszłości, ilekroć ceny uprawnień osiągną poziom uznany za nadmiernie obciążający dla gospodarki. To fundamentalna zmiana filozofii funkcjonowania systemu ETS. Przez lata dominowało przekonanie, że wysokie ceny uprawnień są celem samym w sobie – im wyższe, tym skuteczniej wymuszają transformację. Bruksela uznała, że ta logika ma swoje granice, a koszty transformacji nie mogą zabijać konkurencyjności europejskiego przemysłu.

Nowy fundusz dla biedniejszych krajów

Przewodnicząca Komisji Europejskiej ogłosiła utworzenie funduszu o budżecie około 30 miliardów euro, finansowanego ze sprzedaży uprawnień do emisji. Mechanizm, nazwany ETS Investment Booster, czyli Stymulator Inwestycji w ETS, ma być finansowany ze sprzedaży 400 milionów uprawnień. Uprzywilejowany dostęp do tych środków będą miały kraje o niższych dochodach – a Polska znalazła się w tej grupie.

To rozwiązanie, o które Warszawa zabiegała od dawna. Dotychczas przychody ze sprzedaży uprawnień trafiały do ogólnego budżetu Unii, skąd były rozdysponowywane według klucza, który nie zawsze uwzględniał potrzeby krajów najbardziej obciążonych kosztami transformacji. Nowy fundusz ma to zmienić. Środki z ETS będą kierowane bezpośrednio tam, gdzie są najbardziej potrzebne – do krajów, które wciąż w dużej mierze opierają swoją energetykę na paliwach kopalnych i które stoją przed największym wyzwaniem modernizacyjnym.

Szefowa KE wskazała, że fundusz ma służyć wzmocnieniu inwestycji w czyste technologie i dekarbonizację. W praktyce oznacza to, że miliardy z ETS – zamiast trafiać do ogólnego budżetu – będą kierowane bezpośrednio na modernizację energochłonnych zakładów. Polskie huty, cementownie i fabryki chemiczne będą mogły liczyć na wsparcie przy wymianie pieców, wdrażaniu technologii wodorowych czy budowie instalacji do wychwytywania dwutlenku węgla.

Dla polskiej gospodarki to impuls o ogromnym znaczeniu. Przemysł energochłonny, który przez lata zmagał się z rosnącymi kosztami uprawnień, zyska dostęp do środków na modernizację. To nie tylko szansa na obniżenie emisji, ale także na utrzymanie konkurencyjności wobec producentów z Chin, Indii czy Stanów Zjednoczonych, którzy nie ponoszą porównywalnych kosztów klimatycznych. W dłuższej perspektywie może to oznaczać utrzymanie miejsc pracy w sektorach, które bez wsparcia byłyby zmuszone do przenoszenia produkcji poza Europę.

Darmowe uprawnienia przedłużone na długie, długie lata

Jednym z kluczowych sukcesów polskiej dyplomacji jest wywalczenie deklaracji Komisji Europejskiej w sprawie przedłużenia terminu udzielania bezpłatnych uprawnień do emisji CO₂ dla przemysłu energochłonnego. Zgodnie z obecnymi regulacjami, darmowe pozwolenia miały całkowicie zniknąć po 2034 roku. Dla polskich hut, cementowni i zakładów chemicznych oznaczałoby to konieczność kupowania wszystkich potrzebnych uprawnień na rynku – a to, przy obecnych cenach, mogłoby oznaczać wzrost kosztów produkcji o kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt procent.

Premier Tusk przekazał, że udało się uzyskać deklarację przedłużenia tego terminu. Kwestia ta zostanie potwierdzona najpóźniej do czerwca tego roku. Możliwość przyznawania bezpłatnych uprawnień dla przemysłu energochłonnego zostanie przeciągnięta na długie, długie lata.

Polska zabiega o wydłużenie darmowych zezwoleń dla zakładów chemicznych, cementowni, hut, a także dla ciepłownictwa. Dałoby to tym firmom dłuższy czas na dostosowanie i możliwość konkurowania z produkcją z Chin czy Indii. Szefowa KE potwierdziła na konferencji prasowej kończącej szczyt bardziej realistyczną ścieżkę odchodzenia od darmowych pozwoleń.

To zmiana o fundamentalnym znaczeniu. Przemysł energochłonny działa w długich cyklach inwestycyjnych. Decyzje o budowie nowej instalacji czy modernizacji starej zapadają z kilkuletnim wyprzedzeniem. Niepewność co do przyszłych kosztów uprawnień była jedną z głównych barier inwestycyjnych. Przedłużenie darmowych pozwoleń daje przedsiębiorcom pewność, że przez kolejną dekadę nie zostaną nagle obciążeni kosztami, które mogłyby zniszczyć ich konkurencyjność. To także sygnał dla inwestorów zagranicznych, że Polska jest stabilnym i przewidywalnym miejscem do lokowania kapitału w przemyśle energochłonnym.

Rewolucja w mechanizmach ETS. 4 filary reformy

Ursula von der Leyen przedstawiła 4 propozycje zmian w systemie handlu emisjami, które mają sprawić, że ETS stanie się narzędziem bardziej elastycznym i dostosowanym do realiów poszczególnych państw członkowskich.

1 filarem jest aktualizacja poziomów odniesienia, czyli benchmarków, które służą przydzielaniu bezpłatnych uprawnień przemysłowi. Dotychczas benchmarki były ustalane według jednolitych kryteriów dla całej Unii, co nie zawsze uwzględniało specyfikę poszczególnych krajów. Nowe podejście ma to zmienić, pozwalając na dostosowanie poziomów odniesienia do lokalnych uwarunkowań.

2 filar to wzmocnienie Rezerwy Stabilności Rynkowej, mechanizmu odpowiedzialnego za zwiększanie podaży uprawnień w celu ograniczenia ich cen. Dotychczas MSR działał w sposób automatyczny, ale jego możliwości interwencyjne były ograniczone. Po reformie rezerwa zyska nowe narzędzia, które pozwolą skuteczniej przeciwdziałać nadmiernej zmienności cen uprawnień.

3 filar to przegląd dyrektywy ETS, obejmujący bardziej realistyczną ścieżkę ograniczania bezpłatnych uprawnień po 2035 roku. Komisja Europejska uznała, że dotychczasowa trajektoria wycofywania darmowych pozwoleń była zbyt ambitna i nie uwzględniała różnic w tempie transformacji między poszczególnymi krajami. Nowa ścieżka ma być bardziej elastyczna i dostosowana do realnych możliwości przemysłu.

4 filar to uruchomienie Stymulatora Inwestycji w ETS z budżetem 30 miliardów euro. To narzędzie ma zapewnić, że środki uzyskane ze sprzedaży uprawnień będą kierowane bezpośrednio na wsparcie transformacji, a nie trafiać do ogólnego budżetu Unii.

W konkluzjach Rady Europejskiej unijni przywódcy zaapelowali do Komisji o pilne przedstawienie ukierunkowanych działań na rzecz obniżenia cen energii elektrycznej oraz o zaprezentowanie rewizji unijnego systemu handlu uprawnieniami najpóźniej do lipca tego roku. To napięty harmonogram, pokazujący, że w Brukseli zdano sobie sprawę z pilności problemu.

Polska żąda radykalnego odroczenia

Premier Donald Tusk jako jedyny przywódca na szczycie podniósł kwestię systemu ETS2, który ma objąć opłatami transport i ogrzewanie domów. Choć termin jego wejścia w życie został już wcześniej przesunięty na 2028 rok, Polska domaga się jego radykalnego odroczenia. Jak ujawnił jeden z dyplomatów, postulat ten zaczyna się stawać elementem agendy przyszłych negocjacji.

Dla polskich gospodarstw domowych ETS2 oznaczałby dodatkowe opłaty za paliwo do samochodów i ogrzewanie mieszkań. Rząd w Warszawie konsekwentnie podkreśla, że wprowadzenie takiego systemu bez odpowiednich mechanizmów osłonowych uderzy w najmniej zamożnych obywateli. W przeciwieństwie do dużych przedsiębiorstw, które mogą sobie pozwolić na zatrudnianie prawników i doradców do optymalizacji kosztów, gospodarstwa domowe poniosłyby pełne obciążenie nowych opłat.

Polska nie jest osamotniona w tym stanowisku. Kilka innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej również wyraża obawy przed wprowadzeniem ETS2. Wspólny front państw regionu może okazać się kluczowy w dalszych negocjacjach. Bruksela zdaje sobie sprawę, że obciążanie gospodarstw domowych dodatkowymi kosztami w czasie, gdy ceny energii i paliw są już na rekordowo wysokim poziomie, może spotkać się z oporem społecznym, który podważy zaufanie do unijnej polityki klimatycznej.

Głos krytyki. Bosak: ETS to absurd, trzeba go zlikwidować

Mimo sukcesu negocjacyjnego rządu, nie zabrakło krytycznych głosów w kraju. Wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak z Konfederacji w programie Tłit w Wirtualnej Polsce skrytykował system ETS, nazywając go absurdem. Polityk Konfederacji opowiedział się za całkowitą likwidacją systemu, choć przyznał, że byłoby to związane z konfliktem z unijnymi instytucjami.

– ETS został stworzony po to, by podwyższać ceny energii z paliw kopalnych – argumentował Bosak, dodając, że nawet wynegocjowane przez rząd ustępstwa nie rozwiązują problemu strukturalnego, jakim jest samo istnienie mechanizmu nakładającego dodatkowe koszty na konsumentów energii.

Krytyka ze strony Konfederacji pokazuje, że temat ETS pozostaje politycznie wrażliwy w Polsce. Dla części wyborców każda forma dodatkowych opłat związanych z polityką klimatyczną jest nie do zaakceptowania. Rząd, mimo sukcesu negocjacyjnego, musi liczyć się z tym, że dla części społeczeństwa osiągnięte ustępstwa nie idą wystarczająco daleko.

Co zmieni się dla polskich firm i gospodarstw domowych?

Dla przeciętnego Kowalskiego osiągnięte w Brukseli porozumienie oznacza przede wszystkim niższe rachunki za prąd. Wypuszczenie na rynek większej liczby uprawnień do emisji CO₂ obniży ich cenę, a tańsze pozwolenia to bezpośrednio niższe koszty energii. Mechanizm ten zadziała w najbliższych dniach, co oznacza, że pierwsze efekty Polacy mogą odczuć już wiosną tego roku.

Dla przemysłu oznacza to nie tylko niższe rachunki, ale także dostęp do 30-miliardowego funduszu na modernizację. Polskie huty, cementownie, zakłady chemiczne i ciepłownictwo będą mogły liczyć na wsparcie przy wymianie technologii na niskoemisyjne. Co kluczowe, darmowe uprawnienia zostaną przedłużone na długie lata, co daje firmom czas na dostosowanie się do nowych realiów bez utraty konkurencyjności wobec producentów spoza Unii.

Dla polskiej gospodarki jako całości najważniejsze jest to, że Bruksela uznała potrzebę różnicowania tempa transformacji. Polska nie będzie już oceniana według tych samych kryteriów co Szwecja czy Dania. Uznano, że kraj, który przez dekady opierał swoją energetykę na węglu, potrzebuje więcej czasu i wsparcia na przejście do gospodarki niskoemisyjnej.

Historyczny moment. Polska wygrała bitwę, ale wojna trwa

Zdaniem unijnych dyplomatów, to co wydarzyło się wokół ETS jeszcze kilka miesięcy temu nie było możliwe. Komisja Europejska jeszcze jesienią 2025 roku przekonywała, że wysokie ceny energii nie mają związku z funkcjonowaniem systemu handlu emisjami. Dziś sama proponuje jego rewizję i uruchamianie rezerw, by obniżyć rachunki. Zmiana kursu jest dramatyczna i pokazuje, jak bardzo nastroje w Brukseli ewoluowały pod wpływem rosnących cen energii i protestów społecznych w wielu krajach członkowskich.

To nie koniec walki o kształt unijnej polityki klimatycznej. Negocjacje w sprawie szczegółowych rozwiązań potrwają jeszcze wiele miesięcy. Komisja ma przedstawić konkretne propozycje legislacyjne do lipca. Przed Polską stoi zadanie, by wywalczone dziś ogólne zapisy przełożyć na konkretne regulacje korzystne dla krajowego przemysłu i gospodarstw domowych.

Warszawa udowodniła jednak, że potrafi budować koalicje i skutecznie negocjować w Brukseli. Przez lata Polska była postrzegana jako kraj, który tylko blokuje unijne inicjatywy, nie oferując konstruktywnych rozwiązań. Tym razem udało się stworzyć porozumienie wykraczające poza tradycyjny podział na bogatą Północ i biedne Południe czy Zachód i Wschód. Do współpracy z krajami Europy Środkowo-Wschodniej dołączyły Włochy, Austria, Grecja, a nawet Holandia.

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu