Sztolnia radonowa w Kowarach leczy płuca. To samo złoże może kiedyś zasilić polskie elektrownie atomowe

Polska posiada udokumentowane złoża uranu w Sudetach (Kowary), na Podlasiu (Rajsk) i w rejonie Mierzei Wiślanej – łącznie nawet 20 tysięcy ton prognozowanych zasobów. Przez lata uznawano je za nieopłacalne, ale ceny surowca wzrosły czterokrotnie. Tymczasem rządowe dokumenty milczą o uranie, a dostawy dla pierwszych elektrowni jądrowych mają płynąć z Rosji i Mongolii.

  • W latach 1947–68 w Kowarach Rosjanie wydobyli około 650 ton metalicznego uranu, który posłużył do budowy ich arsenału atomowego.
  • Mimo, że ceny uranu wzrosły z około 20 USD za funt do 80-100 USD, a tendencja jest rosnąca, w rządowym „Bilansie gospodarki surowcami mineralnymi” brakuje jakichkolwiek wzmianek o polskich złożach.
  • Amerykanie deklarują dostawy z Rosji, Francuzi z Mongolii. W dynamicznie zmieniającej się sytuacji geopolitycznej takie gwarancje są czysto papierowe.

Po węglu i węglowodorach, uran jest trzecim surowcem energetycznym. Kiedyś miał on też kluczowe znaczenie militarne związane z budową broni jądrowej. Dziś jest ono znacznie szersze ze względu na irański kryzys energetyczny oraz dokonywane coraz większe odkrycia złóż tego minerału na całym świecie. Stał się przedmiotem handlu i notowany jest na światowych giełdach. Podejmowane próby uniezależnienia się od morskich dostaw ropy naftowej i gazu ziemnego skupiły uwagę globalnych inwestorów na rudach uranu, które bardziej równomiernie występują na całym świecie. Jako pierwszy w Europie był on wydobywany w Polsce.

Znana miejscowość wczasowo – wypoczynkowa w Kotlinie Jeleniogórskiej w pierwszych latach powojennych była pilnie strzeżona. Wjazd do niej był możliwy za specjalną przepustką, którą mieli na ogół tylko stali mieszkańcy. Patrole Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW) pilnowały wszystkich dróg, ścieżek oraz poruszających się po nich osób i pojazdów. Tłumaczono to koniecznością pilnowania strefy nadgranicznej. Jednakże pod osłoną tych służb w najwyżej położonej części tej miejscowości zwanej Podgórzem w latach 1947 – 68 wybito kilka sztolni wybierając stąd rudę uranu. Było to wtedy ściśle tajne przedsięwzięcie. Poszukiwania i eksploatację uranu prowadzono jeszcze w kilku innych miejscowościach w Sudetach (Kletno, Okrzeszyn). Rudę w całości wywożono do ZSRR, gdzie z uzyskanego uranu tworzono militarny potencjał atomowy tego mocarstwa. Rosyjską działalność w Sudetach związaną z wydobyciem uranu dla potrzeb budowy bomby atomowej opisał Henryk Piecuch w książce „Tajna historia Polski – Akcje specjalne”. Przypomnieć trzeba, że w Kowarach Rosjanie przejęli od Niemców wydobycie uranu. Ci ostatni eksploatowali go tutaj już od lat dwudziestych minionego wieku. Rosjanie wywieźli z Kowar około 650 ton metalicznego uranu. Rosyjscy geolodzy oceniali, że w Sudetach można jeszcze wydobyć 2,5 tys. ton uranu. Obecnie niski poziom promieniowania w tym rejonie nie tylko nie szkodzi, ale nawet leczy.

Kilka lat temu w 600 metrowej zabytkowej sztolni kopalni uranu w Kowarach otworzono inhalatorium radonowe. Leczono tam nie tylko choroby płuc, ale i nadciśnienie, schorzenia stawów, a nawet skóry. Dostępne dokumenty Ministerstwa Środowiska nic nie wspominają o sudeckich i jakichkolwiek innych złożach uranu w Polsce.

Na terenie „Zapadliska podlaskiego” w latach 1967 – 76 odkryto złoże uranu „Rajsk” położone w rejonie Białowieży. Udokumentowano obszar 16 km2. Zmineralizowane łupki o średniej miąższości około 2,5 m zalegają na głębokości od 400 m do 1800 m. Średnia zawartość uranu wynosi 70 g na tonę.

Łupki te występują na powierzchni ok. 1900 km2. Obliczone zasoby bilansowe według cen obowiązujących w tamtych latac wynoszą 1444 tony uranu, a pozabilansowe 3880 ton. Dodatkowo udokumentowano tu zasoby wanadu w ilości 88 680 ton i molibdenu – 6215 ton. Prognostyczne zasoby uranu do głębokości 800 m ocenia się na 88 850 ton uranu.

Problemem jest składowanie radioaktywnych odpadów związanych z przeróbką technologiczną tych łupków.

Mierzeja Wiślana

Tereny położone około 100 km na południe od tego akwenu, to strefa występowania złoża uranu. Szacuje się, że ich zasoby na obszarze tzw. Syneklizy Perybałtyckiej pomiędzy Krynicą Morską a Pasłękiem wynoszą do 2500 ton uranu.

Na złoże natrafiono w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia. Zajmuje ono powierzchnię ponad 300 km2 z perspektywą jego powiększenia do ok. 1 tys. km2. Uranowi towarzyszą wanad, molibden, selen i ołów. Mineralizacja w piaskowcach (środkowy pstry piaskowiec) porównywalna jest do podobnych tego rodzaju złóż w USA.

Ewentualna eksploatacja tego złoża, pomijając wszelkie zastrzeżenia związane z ochroną środowiska, napotyka na bardzo trudne warunki podmorskiej eksploatacji szczelinowatych piaskowców z dopływami do nich wody morskiej. I z tego powodu wydaje się, że trudność ta jest nie do pokonania.

Nieopłacalne?

Samo złoże i jego eksploatacja, to jednak jeszcze nie wszystko. Potrzebny jest zakład jego wzbogacania. Takie obiekty są bardzo drogie i posiada ich tylko kilka krajów na świecie.

Według Prof. Jacka Jagielskiego z Instytutu Problemów Jądrowych typowa elektrownia atomowa zużywa około 100 kg uranu dziennie. Nowoczesne elektrownie tego typu potrzebują o połowę mniej tego paliwa. Proste wyliczenie wskazuje, na to, że 36,5 tony uranu wystarcza na rok dla elektrowni starego typu.

Własnego paliwa uranowego mamy na setki lat dla kilkunastu elektrowni atomowych. Jest to, zatem najlepszy kierunek dywersyfikacji naszych źródeł zaopatrzenia w surowce energetyczne.

W przyszłości pozwoli to, być może raz na zawsze zrezygnować z niepewnych i obarczonych politycznymi warunkami dostaw z Rosji i z państw arabskich. Póki, co jednak nawet wysokie ceny uranu na rynku są opłacalne w zakupie dla potrzeb elektrowni atomowych. Wzrost ceny surowca powoduje tylko 7% wzrostu ceny produkowanej energii. W sumie lepiej mieć złoża nawet pozabilansowe i w chwili obecnej nieopłacalne do eksploatacji, niż nie mieć ich wcale. W kryzysowej sytuacji zawsze możemy po nie sięgnąć, potwierdzając swoje bezpieczeństwo, tym razem atomowo – energetyczne. Jednak w dokumentach rządowych dotyczących bilansu kopalin w Polsce brak jakichkolwiek wzmianek o występowaniu uranu na ternie naszego kraju.

Krakowski Instytut Gospodarki Surowcami Mineralnymi i Energią PAN (IGSMiE PAN) o naszych zasobach uranu podaje wiadomości tylko bardzo ogólne. W „Bilansie gospodarki surowcami mineralnymi Polski i świata” poinformowano, że rozpoznano u nas złoże rud uranu Rajsk w Zapadlisku Podlaskim oraz Okrzeszyn, Grzmiąca i Wambierzyce w Sudetach.

Kilka lat temu oceniono, że złoża te nie mają jednak praktycznego znaczenia. Ich nieopłacalność kalkulowano przy cenie uranu około 20 USD za funt. Dziś ceny te są 4 do 5razy wyższe z tendencją dalszych wzrostów.

Inne zdanie

Prezentuje je Polskie Towarzystwo Jądrowe (PTJ), które jeszcze w 2018 roku na podstawie budowy geologicznej i odkrytych już pokładów oszacowało wielkość wciąż jeszcze nieodkrytych zasobów uranu. Stwierdzono, ze rozpoznane (racjonalnie pewne i przypuszczalne) zasoby uranu w Polsce wynoszą 7270 ton uranu. Przyjmując roczne zapotrzebowanie na uran naturalny dla reaktora o mocy elektrycznej 1000 MWe około 137 ton/rok (przy optymalnym wskaźniku uranu zubożonego na poziomie ok. 0,15% i współczynniku wykorzystania reaktora bliskim 100%), takie zasoby powinny starczyć na 53 lata pracy jednostki. Natomiast zasoby prognozowane i spekulatywne zasoby dochodzą do 20 000 ton, tzn. wystarczyłyby na 146 lat pracy elektrowni jądrowej (EJ) o mocy 1000 MW, przy tych samych założeniach. Wielkości te są przybliżone i będą się różniły w zależności od typu reaktora, tzw. wskaźnika uranu zubożonego i wskaźnika wykorzystania reaktora.

Wyniki te w czasie ich publikacji nie miały ekonomicznego uzasadnienia do eksploatacji polskich rud o niskiej zawartości uranu, ale jak zaznaczono sytuacja może się zmienić wraz z rozwojem energetyki jądrowej na świecie i stopniowym wyczerpywaniem zasobów uranu w rudach bogatych.

Zmiana sytuacji

Trudno nie zauważyć, że aktualnie ta zmiana właśnie nastąpiła i czas, aby polskie złoża uranu poddać nowej weryfikacji, tak wartościowej, jak i technicznej. Wobec rozwijającej się możliwości budowy kolejnych elektrowni jądrowych, wymóg ten wydaje się być koniecznym.

Umownie nasi zagraniczni wykonawcy gwarantują nam dostawy uranu jako paliwa dla tych elektrowni. Trzeba zauważyć, że żaden z nich nie wydobywa u siebie uranu. Stany Zjednoczone budując pierwszą w Polsce elektrownię jądrową zapewniają dla niej dostawy uranu również z Rosji, natomiast nowy francuski partner zapewnia nam dostawy tego paliwa z Mongolii.

Oczywiście, wszystko po cenach rynkowych i z narzutami za dostawy. Wobec dynamicznie zmieniających się układów politycznych na świecie umowy te mają charakter papierowy i w każdej chwili z przyczyn niezależnych od zawartych w nich gwarancji mogą ulec zmianie. I to jest niebezpieczeństwo przed, którym możemy zabezpieczyć się choćby tylko projektami ewentualnej eksploatacji polskich złóż uranu. Kiedy nadejdzie kolejny kryzys tym razem uranowy, wtedy możemy być na niego przygotowani.

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu