Powódź i susza to dwie strony tego samego medalu. Polska nie jest przygotowana

Polska zamiast racjonalnych propozycji zwalczania powodzi i susz słyszy sygnały pogodzenia się z losem. Amerykańska NOAA prognozuje 62 proc. prawdopodobieństwa wystąpienia Super El Niño tego lata. Betonowanie przydomowej zieleni i autostrady powodują, że miliony litrów wody zamiast infiltrować, spływają do rzek. Potrzebne są miliardy złotych na małe i duże inwestycje hydrotechniczne – poldery, naturalne zbiorniki i studnie głębinowe wykorzystujące polodowcowe struktury wodonośne.

  • Beton i asfalt zabijają naturalną infiltrację, potęgując powodzie. Przy opadzie 10 mm na metr kwadratowy z jednego hektara betonowej powierzchni odpływa 100 tys. litrów wody, która zamiast zasilać wody podziemne, trafia prosto do rzek. Infiltracja na terenach zielonych, w lasach i na obszarach rolnych sięga 80 proc. opadów – to kluczowy czynnik ograniczający powodzie.
  • Polska ma pod ziemią wodę, ale jej nie wykorzystuje. Lodowiec sprzed 10 tys. lat zostawił w Polsce Centralnej, na Mazowszu, Mazurach i Podlasiu rynny polodowcowe, pradoliny i sandry – utwory piaszczyste z kilkoma poziomami wodonośnymi. Zbadano tylko największe struktury. Tysiące pomniejszych może dostarczyć wody dla lokalnych społeczności z ujęć studziennych o głębokości do 100 m, kosztem 100-200 tys. zł za sztukę.
  • Potrzebna ogólnokrajowa debata i miliardy złotych na bezpieczeństwo wodne. Koszt badań szczegółowych to miliony, a budowa tysięcy studni i rurociągów – miliardy. Wody Polskie i Państwowy Instytut Geologiczny nie mają funduszy, a politycy zamiast fachowego doradztwa wolą uspokajać opinię publiczną. Przykład: Radio Wrocław informowało o opanowaniu dopływów zasolonych wód z cechsztyńskiego morza do kopalń KGHM – morze to nie istnieje od 250-300 mln lat.

Długo terminowe prognozy pogodowe są alarmujące. Na początku tego miesiąca amerykańska Narodowa Agencja ds. Oceanów i Atmosfery (NOAA) podała, że ​​prawdopodobieństwo wystąpienia zjawiska El Niño tego lata wynosi 62% .Tym razem ma być to Super El Nino. Zjawisko  to, występuje nieregularnie i trwa zwykle około roku, powodując wzrost globalnych temperatur, co z kolei może skutkować występowaniem ekstremalnych zjawisk pogodowych, takich jak powodzie. Dzieje się tak, ponieważ każdy wzrost temperatury powietrza o 1°C powoduje, że atmosfera może zatrzymywać o około siedem procent więcej wilgoci, co prowadzi do intensywniejszych i obfitszych opadów. El Niño może również nasilać fale upałów, dlatego lata z El Niño często należą do najcieplejszych w historii.

Ogólna ocena tej sytuacji jest taka, że od strony żywiołu zawsze będziemy na niego nieprzygotowani. Swego czasu sytuację tę trafnie skomentował minister spraw wewnętrznych i administracji zauważając, że doświadczenia ostatnich lat pokazują, że pogoda w tym zakresie jest naprawdę nieprzewidywalna. Dodać do tego można, że zawsze skala ekstremalnych wydarzeń pogodowych jest nie do przewidzenia. Jednak od strony technicznej choć są to stwierdzenia słuszne, to ich charakter jest raczej filozoficzny, który naprawdę niczego nie wyjaśnia.   

Inwestycje hydrotechniczne​​​​​​​​

Natomiast milczeniem pomija się inwestycje hydrotechniczne, które miałyby temu choćby tylko częściowo zapobiec. Polska za wyjątkiem południowej części jest terenem płaskim, gdzie trudno jest o budowę zbiorników. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie przygotować poldery zalewowe, które będą wypełniane podczas najgroźniejszych opadów. Czas też pomyśleć o ochronie wodnej całego kraju jako jednego obiektu podlegającego tego rodzaju wydarzeniom.​​​    

Beton i infiltracja​​​​​​​​​​

Chodzi tu o program infiltracyjny wód opadowych, które zamiast być odprowadzane do rzeki mogły by zasilać wody podziemne. Z pozoru człowiek nie ma na to żadnego wpływu bo woda infiltruje kiedy chce i nikt nie wie jak to się dzieje. To teoria. Praktyka jest taka, że tę infiltrację utrudnia się jak tylko można, powodując dodatkowe spływy wody do wezbranych rzek. Dzieje się to przez modne betonowanie każdego skrawka przydomowej zieleni, co od strony porządkowej jest wygodnym rozwiązaniem, ale od przyrodniczej katastrofalnym.

Dotyczy to również wielkich aglomeracji, wielokierunkowych autostrad i tym podobnych obiektów infrastrukturalnych, gdzie beton i asfalt zajmują miliony metrów kwadratowych powierzchni. Ile wody spływa z tych obiektów bezpośrednio do rzeki? To zależy od wielkości opadów. Przy nawalnym deszczu 10 milimetrów na jeden metr kwadratowy przypada odpływ  10 litrów wody. Jeden hektar powierzchni to sto tysięcy litrów wody odpływającej do cieków wodnych, które nie mogąc przyjąć tak dużego dopływu wylewają tam gdzie jest to możliwe. 

Do obszarów infiltracyjnych zaliczyć trzeba wszelkie parki, obszary zieleni, lasy, zagajniki, a także wszystkie powierzchnie przeznaczone dla celów rolniczych. Infiltracja, której skala dochodzi do 80 procent opadów jest kluczowym czynnikiem ograniczającym powodzie.          

Zapisz się do newslettera!

Czyste powietrze i woda​​​​​​​​

Oczywiście, nie można zrezygnować z autostrad i betonu, ale istnieje pilna potrzeba wyrównania tych strat przyrodniczych, choćby na wzór programu czyste powietrze. Wszak woda jest równie potrzebna do życia jak powietrze. I dlatego trzeba ją szanować, nawet wtedy, kiedy jest jej nadmiar zagrażający powodzią. Nic nie słychać, aby czynniki rządowe chciały się tym zająć wyprzedzając w ten sposób nieprzewidzialne wydarzenia pogodowe. To jakby praca od podstaw, bez wielkich inwestycji i kosztów, a jednak z dużymi skutkami przynajmniej częściowo zapobiegającymi wydarzeniom powodziowym.         

​​​​​​​​Drugim tego samego rodzaju rozwiązaniem przeciwpowodziowym jest zakładanie wszędzie gdzie jest to możliwe naturalnych zbiorników wodnych, takich jak stawy, oczka wodne, jeziora, groble zatrzymujące wodę i inne tego rodzaju obiekty wodne, które choć mają tylko lokalne znaczenie w swojej wielkiej liczbie na terenie kraju potrafią sumarycznie zmagazynować miliony metrów sześciennych wody, która wobec ich braku spływa do rzek tworząc zagrożenia powodziowe. ​​​​​​​      ​​     

​​​​​​​​Obszary infiltracyjne i drobne zbiorniki wodne mają też znaczenie na wypadek suszy. To wtedy zbiorniki te zasilają wody podziemne uzupełniając w miarę możliwości wszelkie jej braki związane z suszą. I odwrotnie, pomimo, żepodczas długotrwałej suszy zbiorniki te zwykle nie do końca wysychają, gdyż sązasilane nawet płytkimi wodami podziemnymi, które z dużym opóźnieniem reagują na brak opadów.

Lodowiec przeciw stepowieniu​​​​​​​​

Podczas suszy, pojawiają się głosy, że Polska stepowieje a skala opadów jest blisko najniższych wskaźników w Europie. To prawda z zastrzeżeniem, że biernie przyjmujemy brak opadów, nie korzystając z możliwości jakie daje nam nasze położenie geograficzne. 

Z reguły susza najbardziej daje się we znaki w Polsce Centralnej, na Mazowszu, Mazurach i Podlasiu. Otóż okazuje się, że są to jednocześnie tereny najbardziej wodonośne w kraju! Sprawił to lodowiec, który ok. 10 tysięcylat temu po raz ostatni zostawił tam bardzo liczne na powierzchni utwory piaszczyste i związane z nimi kilka poziomów wodonośnych. Są to rynny polodowcowe, które tworzą długie i wąskie zagłębienia wyżłobione w podłożu przez wody subglacjalne.

Obecnie znaczną część z nich wypełnia woda, tworząc jeziora rynnowe. Bogatymi w wody podziemne są bardzo szerokie pradoliny (szerokość dna od 2 do 25 km) oraz sandry tworzące rozległe równiny zbudowane ze żwirów oraz piasków naniesionych przez wody roztopowe. To utwory dobrze znane i na ogół wykorzystane dla ujęć wód podziemnych. ​       ​​​​​​   

Potrzebne są miliardy złotych​​​​​​​​ 

W czym zatem problem? A no w tym, że zbadano tylko największe  struktury polodowcowe i je zagospodarowano. Tysiące pomniejszych po prostu pominięto, choć posiadają wody podziemne, które przy rozsądnym ich pobieraniu są odnawialne i nie ulegają wyczerpaniu. Należy zatem zbadać o wszystkie tego rodzaju obiekty przyrodnicze i postarać się o ujęcie z nich wód podziemnych dla potrzeb lokalnych społeczności rolniczych.

Uzyskane z tego typu ujęć zasoby nie będą rewelacyjne, ale  przede wszystkim zróżnicowane, trwałe i niezależne od warunków panujących na powierzchni.  Głębokość wierconych ujęć studziennych  nie powinna przekraczać 100 m. Ich setki i tysiące winne zapobiec katastrofalnym skutkom suszy przynajmniej na około 80% powierzchni kraju.​Kto ma to zrobić? Predysponowane do tego  instytucje to Wody Polskie i Państwowy Instytut Geologiczny Warszawie. Dlaczego tego nie czynią? Po pierwsze nie mają na  to funduszy, których na wszystko brakuje w budżecie państwa, a bez tego ani rusz​​​​​​​​​​​

Oczywiście, to wszystko kosztuje. Jedna tego rodzaju studnia to wydatek około 100 – 200 tysięcy złotych, plus koszta rurociągów doprowadzających wodę tam gdzie jest ona potrzebna. Dochodzą do tego jeszcze koszta potrzebnych badań szczegółowych po to, aby każdy projekt był udanym przedsięwzięciem. Te koszta badawcze to liczone w milionach złotych sporządzane dokładne mapy polodowcowych utworów wodonośnych. Kto ma je wyłożyć? Badawcze przedsięwzięcia winien sfinansować budżet państwa, wszak woda jest podstawowym surowcem cywilizacyjnym.  ​​​​​​ ​​​         

Brak debaty ​​​​​​​​​​

Dopóki sprawa powodzi i suszy nie wyjdzie poza debatę polityczną, małe są szanse na to aby cokolwiek zmienić. Politykom potrzebne jest fachowe doradztwo, z którego powinni korzystać zostawiając na boku swoje własne przekonania na ten temat. Tego typu debata  w jakiejś mierze została przeprowadzona po powodzi 1997 roku. Wzięły w niej udział liczne specjalizujące się w tej branży uczelnie, a nawet nasi czescy i niemieccy sąsiedzi nie szczędzili swoich zawodowych uwag na ten temat.

Ukazało się wiele wydawnictw, które przybliżyły tematykę tę szerokiej grupie ludzi zainteresowanych problemem suszy i powodzi w naszym kraju. Teraz tego nie ma, co nie jest dobrym znakiem na przyszłość w zwalczaniu ekstremalnych wydarzeń pogodowych.​​​​         

Informacja i dezinformacja  ​​​​​​

Pojawiające się wiadomości o krajowym kryzysie wodny odbierane są jako alarmistyczne, przesadne i odnotowujące chwilowe tylko niedomagania. Odpowiedzialne instytucje rządowe odpowiadają uspokajająco, ponieważ wszystko jest pod kontrolą, a w ostateczności flota beczkowozów jest gotowa do zapobieżenia awaryjnym sytuacjom. Jednocześnie na ten  temat pojawiają się wiadomości o niezwykłych sukcesach wodnych krajowej gospodarki wodnej, których nikt nie prostuje, ani im ni zaprzecza wprowadzając w błąd opinię publiczną i decydentów politycznych. 

Przykładowo kilka dni temu Radio Wrocław zamieściło wiadomość o opanowaniu dopływów zasolonych wód  z  cechsztyńskiego morza do kopalń KGHM. Sytuacja ta mogła zdarzyć się około 250 – 300 milionów lat temu, kiedy morze to faktycznie istniało. Teraz jest ono tylko jednym z elementów decydujących o powstaniu wtedy tego złoża, ale dziś jest tylko naukowym dowodem na powstanie złóż rud miedzi. 

Tego rodzaju dezinformacje winne prostować instytucje o uznanym autorytecie, bo inaczej niewiele zmieni się w gospodarce wodnej kraju. A przecież wiadomo, że życie bez czystej wody na ziemi nie jest możliwe. I choćby tylko z tego powodu instytucje państwowe winne na początek nie szczędzić pieniędzy na odpowiednie badania, projekty, analizy i perspektywiczne rozwiązania zapobiegające nadciągającej wodnej katastrofie kraju.

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu