Od 1 lipca Unia Europejska wdrożyła nowe narzędzie handlowe dla wyrobów stalowych, które ma ograniczyć napływ importu i zwiększyć przewidywalność dla unijnych producentów. Mirosław Motyka, prezes Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej, ocenia ten krok jako przełomowy, ale zastrzega, że ostateczna skuteczność rozwiązań zależeć będzie od przyszłych przeglądów i wdrożenia zasady śledzenia pochodzenia stali.
Jak tłumaczy prezes HIPH, przemysł stalowy jest kapitałochłonny i wymaga wieloletniego planowania inwestycji, dlatego stabilne reguły gry są kluczowe. Nowe rozporządzenie obniża kontyngenty taryfowe, co ma bezpośrednio chronić rodzimych producentów przed rekordową presją importową i globalnymi nadwyżkami mocy produkcyjnych.
Przeglądy zdecydują o zakresie ochrony
Rozporządzenie przewiduje cykliczne przeglądy, które będą modyfikować funkcjonowanie mechanizmu. Do końca 2026 r. Komisja Europejska ma ocenić, czy rozszerzyć ochronę na rury żeliwne, drut ze stali stopowych i nierdzewnych oraz pręty kute.
– Dopiero wtedy okaże się, czy nowe narzędzie rzeczywiście będzie w stanie chronić szerzej europejski łańcuch wartości w przemyśle stali – mówi Mirosław Motyka.
Kolejny przegląd, zaplanowany na koniec pierwszego roku funkcjonowania, ma objąć wyroby o wysokiej zawartości stali, znajdujące się na dalszych etapach przetwórstwa. W praktyce dopiero te decyzje pokażą, czy ochrona obejmie cały łańcuch dostaw.
Zasada „melt and pour” i ukraiński wątek
Jednym z kluczowych elementów nowego systemu ma być wdrożenie zasady śledzenia rzeczywistego pochodzenia stali – tzw. melt and pour. Jak wyjaśnia prezes HIPH, miejsce ostatniej obróbki nie zawsze odzwierciedla faktyczne miejsce produkcji, a to w procesie pierwszego wytopu powstaje najwięcej emisji.
– Taki system utrudnia obchodzenie unijnych środków ochrony handlu poprzez sztuczne zmiany pochodzenia produktów – podkreśla Motyka.
Dużo emocji budziło włączenie Ukrainy do nowego mechanizmu. Według Motyki Komisja przyjęła wyważone podejście, które nie utrwala zniekształconych przepływów handlowych z 2025 r. To właśnie polski rynek najmocniej odczuł skutki koncentracji ukraińskich dostaw – w przypadku stali zbrojeniowej do Polski trafiło wówczas ok. 70 proc. całego wolumenu dla UE.
– Wsparcie Ukrainy powinno opierać się na instrumentach finansowych, inwestycyjnych i militarnych, a nie na psuciu wspólnego rynku – dodaje Motyka. Dane za pierwsze cztery miesiące 2026 r. pokazują, że Ukraina nadal pozostaje aktywnym eksporterem do UE, a Polska jest jednym z głównych odbiorców tych dostaw.
CBAM a konkurencyjność europejskich producentów
Osobnym wyzwaniem pozostaje mechanizm CBAM, który ma wyrównywać koszty emisji CO2 między unijnymi hutami a importerami. Motyka podkreśla, że trwałe zwolnienia dla wybranych państw trzecich byłyby sprzeczne z logiką tego narzędzia i utrzymywały nieuczciwą przewagę kosztową.
– Pełna skuteczność CBAM będzie zależała od tego, czy obejmie także szerszy katalog wyrobów przetworzonych, zwłaszcza w segmentach wykorzystywanych w budownictwie i infrastrukturze – wskazuje prezes HIPH.
Jeśli mechanizm nie zostanie rozszerzony, coraz większa część popytu generowanego przez europejską gospodarkę może być zaspokajana przez import spoza UE. To z kolei zagrażałoby konkurencyjności krajowych producentów i całego łańcucha dostaw w Europie.
Źródło: WNP.PL, Fot. Piotr Myszor/PTWP

