Minister Radosław Sikorski mówi o strategicznym znaczeniu miedzi i srebra, ale pomija dramatyczne dzieje KGHM – od przełamania technologicznego barier w PRL po strajk generalny, który uratował spółkę przed sprzedażą za 400 mln USD.
W ostatnich dniach maja minister Radosław Sikorski udzielił wywiadu jednemu z krajowych internetowych portali gospodarczych na temat dostępu do surowców krytycznych. Zainteresowanie wicepremiera tym tematem jest ze wszech miar godne uznania. Powiedział, że dostęp do surowców krytycznych, bezpieczeństwo dostaw i przewagi technologiczne stają się kluczowymi elementami globalnej rywalizacji gospodarczej. Podkreślił przy tej okazji znaczenie miedzi i srebra dla polskiej gospodarki. twierdząc, że metale te stały się surowcami o strategicznym znaczeniu dla transformacji energetycznej, nowych technologii i bezpieczeństwa gospodarczego.
Zaznaczył, że Polska już wcześniej zaczęła budować współpracę z USA w obszarze bezpieczeństwa surowcowego, gdyż jako pierwsza podpisała memorandum ze Stanami Zjednoczonymi o tym, aby uniezależnić się od prób szantażu. Z tego powodu, zdaniem ministra, państwa i firmy coraz mocniej koncentrują się nie tylko na kosztach produkcji, ale przede wszystkim na bezpieczeństwie dostaw, dostępie do technologii i odporności gospodarek. Są to cenne uwaqgi mające znaczenie dla eksploatacji polskich surowców o znaczeniu strategicznym.
Stereotypowe ogólniki
Oczywiście, minister spraw zagranicznych nie musi mówić o szczegółach. Jednak trudno się oprzeć wrażeniu, że jako wicepremier w tym wypadku reprezentujący stanowisko rządu, powtórzył nie wnoszące niczego nowego do polskiej gospodarki surowcowej od dawna znane ogólniki w tej sprawie.
Spojrzenie na polskie sukcesy surowcowe przez pryzmat miedzi i srebra wydobywanych w KGHM Polska Miedź S.A, jest stereotypowe, bo od wielu lat powtarzane w krajowych mediach. Sumarycznie wydźwięk wypowiedzi ministra Sikorskiego jest taki, że obecny rząd doprowadził do sukcesów tej spółki. Jest to prawda, ale w nikłym i tylko w bieżącym wymiarze.
Sukces okupiony dramatem
Ten sukces naszej srebrno – miedziowej spółki górniczej jest okupiony zarówno historycznymi, jak i bieżącymi często dramatycznymi wydarzeniami, których się nie dostrzega z powodów politycznych, co nie powinno mieć miejsca. Dyplomatycznym milczeniem pomija się fakt, że była to jedna z głównych inwestycji PRL- które w tamtym czasie, a również znacznie później była wielokrotnie testowana ujemnie. Jej istnienie zawdzięcza pierwszemu sekretarzowi PZPR – Władysławowi Gomułce, który był fanem industrializacji kraju. W 1957 roku, kiedy odkryto te złoża , kraj był biedny i nie stać go było na tak wielka inwestycje.
Tym bardziej, że najbliższe powierzchni fragmenty złoża znajdowały się na głębokości 400 m, które wtedy uznawano za techniczną granicę eksploatacji. Całe biuro Polityczne było przeciw. Zmieniło ono zdanie po zaangażowaniu przez Gomułkę towarzyszy radzieckich, którzy wtedy nie mieli własnych złóż miedzi, a zagraniczne ich zakupy objęte były embargiem. Ich doradcy zaprojektowali generalną strukturę przyszłych kopalń, które do dzisiaj sprawnie działają.
Odkryte złoże okazało się niezwykle bogate nie tylko w miedź, ale też we wszystkie pierwiastki jakie znajdują się w Tablicy Mendelejewa. Na ich odzyskiwanie stale nalegał sam Gomułka. Budowa tak wielkiego przedsięwzięcia w prymitywnych warunkach ówczesnej techniki obfitowała w wiele dramatycznych wydarzeń.
Zatopienie kilku drążonych szybów na przysłowiowym włosku postawiło decyzje o kontynuowaniu tego dzieła. Tym razem kierownictwo budowy kopalń stanęło na wysokości zadania i zagwarantowało przełamanie niepowodzeń, co w pełni się powiodło. Szefem tego kierownictwa był Tadeusz Zastawnik.
Zwycięstwo strajku generalnego
Po 1989 roku zarysowały się dwa kierunki dalszego rozwoju KGHM. Pierwszym była sprzedaż firmy zagranicznemu inwestorowi. Dużo nie brakowało, aby rządząca wtedy Unia Wolności pomysł ten zrealizowała. Jej nabywca za 400 milionów USD miał być amerykański koncern miedziowy Asacro. Obecna wycena firmy wynosi 20 mld USD. Przeciwne tej transakcji lewicowe związki zawodowe w lipcu 1992 roku ogłosiły strajk generalny, który całkowicie sparaliżował działalność firmy.
Po 32 dniach jego trwania rząd zobowiązał się do zachowania kontroli nad spółką, co pozwoliło zakończyć protest. Zadanie to zrealizowane zostało tylko częściowo, bo prawie 69 procent jej akcji zostało sprzedanych krajowym i zagranicznym inwestorom. Szczęście w nieszczęściu jest takie, że są oni rozproszeni i żaden z nich nie posiada więcej niż owe 31 procent będących własności Skarbu Państwa. Jest on w ten sposób mniejszościowym właścicielem tej firmy.

