Przemysł obronny Ukrainy. Jak kraj w czasie wojny zbudował własny sektor zbrojeniowy?

Gdy 24 lutego 2022 roku Rosja zaatakowała Ukrainę, nikt nie dawał jej szans. Przemysł obronny był zaniedbaną reliktem sowieckiej przeszłości. Cztery lata później Ukraina zwiększyła zdolności produkcyjne pięćdziesięciokrotnie – z 1 do 50 miliardów dolarów rocznie. Działa ponad 2,3 tysiąca producentów broni, a w same drony i rakiety potencjał sięga 35 miliardów dolarów.

  • W 2022 roku ukraińskie zdolności produkcyjne przemysłu obronnego szacowano na około 1 miliard dolarów – zakłady były zdezorganizowane, uzależnione od importu z Rosji i Białorusi, a wiele z nich zbombardowano w pierwszych tygodniach inwazji. W 2026 roku moc produkcyjna sięga już 50-55 miliardów dolarów rocznie, z czego 35 miliardów to same drony i rakiety – to wzrost pięćdziesięciokrotny w cztery lata, bez precedensu w najnowszej historii wojen.
  • W Ukrainie działa obecnie ponad 2,3 tysiąca producentów uzbrojenia, ze znaczną przewagą firm specjalizujących się w bezzałogowcach. Brave1 – państwowy klaster innowacji obronnych – przetworzył już ponad 5 tysięcy projektów, a tempo wdrożeń od pomysłu do frontu wynosi tygodnie, podczas gdy w zachodnich armiach podobne procesy trwają miesiącami lub latami.
  • Ukraina przeznacza na obronność 27,2 procent PKB (2,8 biliona hrywien), z czego około 19 miliardów dolarów idzie bezpośrednio na zakup broni i amunicji. Kijów buduje partnerstwa z Niemcami (Rheinmetall), Czechami, Polską i Danią (duński model finansowania zamówień u ukraińskich producentów), a ukraińskie firmy po raz pierwszy dopuszczono do przetargów NATO – zwłaszcza w obszarze bezzałogowców i ochrony ludności.

Gdy rosyjskie wojska przekroczyły granice Ukrainy, niewielu dawało jej szanse na przetrwanie. Wśród ekspertów od spraw wojskowych panował konsensus: ukraiński przemysł obronny jest reliktem sowieckiej przeszłości, rozkradzionym, zaniedbanym i niezdolnym do produkcji na miarę współczesnych potrzeb. Rosjanie spodziewali się, że ukraińska armia wyczerpie zapasy amunicji w ciągu kilku tygodni, a kraj nie będzie w stanie samodzielnie uzupełniać strat. Tymczasem wydarzyło się coś, co można określić jednym słowem: transformacja. Nie chodziło o odbudowę starych linii produkcyjnych czy reaktywację zakładów z czasów Związku Radzieckiego. To, co zbudowała Ukraina, to od podstaw nowy, nowoczesny, zorientowany na wysokie technologie sektor zbrojeniowy, który dziś jest czwartym co do wielkości w Europie – i to w środku totalnej wojny.

Z danych, które napływają z Kijowa, wynika, że w ciągu czterech lat pełnoskalowej wojny zdolności produkcyjne ukraińskiego przemysłu obronnego wzrosły około pięćdziesięciokrotnie, osiągając wartość 50 miliardów dolarów rocznie. W samych tylko dronach i rakietach potencjał produkcyjny w 2026 roku szacuje się na 35 miliardów dolarów. Liczby te robią wrażenie, ale za nimi stoi o wiele ciekawsza historia – o tym, jak kraj pod okupacją, ostrzałem i przy ograniczonych zasobach zbudował od podstaw jedną z najbardziej innowacyjnych i elastycznych armii świata, a przy okazji stworzył podwaliny pod przyszłą potęgę przemysłową. To, co udało się osiągnąć Ukraińcom, nie ma precedensu w najnowszej historii wojen. Żaden kraj w stanie totalnego konfliktu nie zdołał w ciągu zaledwie czterech lat zwiększyć swoich zdolności produkcyjnych pięćdziesięciokrotnie, jednocześnie walcząc z jednym z największych agresorów na własnym terytorium.

Zapisz się do newslettera!

Od zera do 50 miliardów dolarów. Wzrost pięćdziesięciokrotny w cztery lata

Aby zrozumieć skalę ukraińskiego osiągnięcia, trzeba spojrzeć na suche liczby, które jednak opowiadają niezwykłą historię. W 2022 roku, pierwszym roku pełnoskalowej inwazji, zdolności produkcyjne ukraińskiego przemysłu obronnego szacowano na zaledwie około 1 miliarda dolarów. Kraj nie miał praktycznie żadnej zdolności do produkcji nowoczesnych systemów uzbrojenia na masową skalę. Działały co prawda zakłady takie jak Ukroboronprom, czyli państwowy kombinat zrzeszający dziesiątki firm zbrojeniowych, ale były one zdezorganizowane, pozbawione nowoczesnego parku maszynowego i w dużej mierze uzależnione od importu komponentów z Rosji i Białorusi. Wiele z tych zakładów zostało zbombardowanych w pierwszych tygodniach wojny, a te, które ocalały, musiały działać w trybie ciągłej improwizacji, często bez prądu, bez ogrzewania i pod groźbą kolejnych ataków.

W 2023 roku, mimo trwających walk na froncie wschodnim i południowym, zdolności produkcyjne wzrosły do około 3-6 miliardów dolarów. W 2024 roku osiągnęły poziom 10-20 miliardów dolarów. W 2025 roku – już 35 miliardów dolarów. A w 2026 roku szacuje się, że wyniosą co najmniej 50-55 miliardów dolarów. To oznacza wzrost pięćdziesięciokrotny w ciągu zaledwie czterech lat. Dla porównania, budowa nowej fabryki amunicji w jakimkolwiek kraju europejskim trwa zwykle 5-7 lat i pochłania miliardy euro. Ukraina robiła to pod ostrzałem, w trybie ciągłej improwizacji i często w podziemnych halach produkcyjnych, które musiała ukrywać przed rosyjskim wywiadem i rakietami. W 2025 roku Ukraina złożyła zamówienia u własnych producentów na łączną kwotę około 12 miliardów dolarów. Rok wcześniej było to 10 miliardów dolarów. To wciąż tylko część potencjału – moce produkcyjne są bowiem znacznie większe niż realne zamówienia składane przez państwo. Problem nie leży w tym, czego Ukraina nie potrafi wyprodukować, tylko w tym, na co ją stać. Armia ukraińska po prostu nie ma środków, by kupić wszystko, co mogą jej dostarczyć rodzime fabryki. To pokazuje, że ukraiński przemysł obronny jest już dziś gotowy do obsługi nie tylko własnej armii, ale także – potencjalnie – zbrojenia całej Europy Środkowo-Wschodniej, pod warunkiem że znajdą się chętni do finansowania tej produkcji.

2,8 biliona hrywien na obronę

Skala inwestycji w ukraiński przemysł obronny jest możliwa dzięki gigantycznemu budżetowi na obronność, który na 2026 rok został ustalony na poziomie 2,8 biliona hrywien, czyli około 27,2 procent PKB. To jedna z najwyższych relacji wydatków obronnych do PKB na świecie – wyższa niż w Izraelu, Rosji czy Stanach Zjednoczonych. Dla porównania, Polska, która wydaje na obronność ponad 4 procent PKB i jest pod tym względem liderem w NATO, przy ukraińskich wydatkach wygląda jak oszczędny gospodarz. Ukraina przeznacza na wojnę praktycznie wszystko, co ma – kosztem inwestycji, ochrony zdrowia, edukacji i infrastruktury. To wybór, którego dokonało społeczeństwo, doskonale świadome, że stawką jest jego przetrwanie.

Z tej kwoty, około 709,8 miliarda hrywien, czyli około 19 miliardów dolarów, zostało przeznaczonych bezpośrednio na zakup broni, sprzętu wojskowego, amunicji i dronów. To gigantyczny zastrzyk gotówki dla krajowego przemysłu, który napędza jego rozwój i pozwala na inwestycje w nowe linie produkcyjne. Kolejne 44,4 miliarda hrywien, czyli około 1,2 miliarda dolarów, przeznaczono na rozwój i rozbudowę mocy produkcyjnych – budowę nowych fabryk amunicji, rakiet, systemów obrony powietrznej. To właśnie te środki pozwalają ukraińskim firmom planować nie tylko bieżącą produkcję, ale także długoterminowy rozwój.

Kluczowe jest to, że Ukraina przeznacza na obronę nie tylko środki budżetowe, ale także dochody ze sprzedaży obligacji wojennych, które cieszą się ogromnym zainteresowaniem wśród obywateli, darowizny od obywateli i firm, które często wpłacają na rzecz armii całe swoje oszczędności, a także – co najważniejsze – wsparcie międzynarodowe, bez którego Ukraina nie byłaby w stanie utrzymać tak wysokiego tempa wydatków. W budżecie na 2026 rok przewidziano także 30 miliardów hrywien w gwarancjach państwowych dla przedsiębiorstw realizujących kluczowe kontrakty obronne. To narzędzie ma pomóc firmom w uzyskaniu kredytów na rozbudowę produkcji bez konieczności angażowania własnego kapitału, którego w czasie wojny po prostu nie mają.

Co istotne, Ukraina w 2026 roku kieruje 100 procent dochodów z podatków i ceł pochodzących z własnych źródeł właśnie na obronność i bezpieczeństwo. To oznacza, że każda hrywna zapłacona przez ukraińskiego przedsiębiorcę czy obywatela idzie na wojnę – na żołd żołnierzy na froncie, na amunicję, na drony, na leczenie rannych. To buduje niesamowitą społeczną legitymację dla wydatków zbrojeniowych i sprawia, że społeczeństwo jest gotowe akceptować wyrzeczenia, które w normalnych czasach byłyby nie do pomyślenia. Ukraińcy wiedzą, że płacą za własne przetrwanie, i nie oczekują, że zrobi to za nich ktoś inny.

Ponad 2,3 tysiąca producentów uzbrojenia. Rewolucja dronowa, która zmieniła zasady gry

Jeśli jest jeden sektor, w którym ukraiński przemysł obronny odniósł najbardziej spektakularny sukces, to są nim bezzałogowe systemy powietrzne – drony. Ukraina stała się dziś jednym z największych producentów dronów na świecie, a jej doświadczenia bojowe z ich użycia są uważane za najbardziej zaawansowane i wnikliwie analizowane przez wojskowych na całym świecie. Drony to idealny przykład ukraińskiej elastyczności i innowacyjności. W przeciwieństwie do czołgów czy artylerii, które wymagają skomplikowanych łańcuchów dostaw i ciężkiego przemysłu, drony można produkować w małych, rozproszonych warsztatach, często w garażach, piwnicach lub prowizorycznych halach, które łatwo ukryć przed rosyjskim rozpoznaniem.

Ukraińcy wykorzystali tę elastyczność w sposób, jakiego nikt się nie spodziewał. W kraju działa obecnie ponad 2,3 tysiąca producentów uzbrojenia, z czego znaczna część specjalizuje się właśnie w dronach. Ich produkty są testowane na froncie, modyfikowane w locie i dostosowywane do zmieniających się potrzeb armii w ciągu kilku dni – podczas gdy w jakiejkolwiek zachodniej armii podobny proces trwałby miesiące, a nawet lata, uwikłany w procedury przetargowe, certyfikacyjne i polityczne. Ukraińcy nie mają na to luksusu. Oni muszą działać natychmiast, bo od tego zależy życie ich kolegów na froncie.

W 2026 roku Ukraina ma potencjał, by wyprodukować drony i rakiety o łącznej wartości 35 miliardów dolarów. Prezydent Wołodymyr Zełenski ogłosił tę liczbę podczas konferencji prasowej z premierem Holandii, podkreślając, że jest to projekcja, która może być zrealizowana, jeśli znajdą się środki finansowe. Problem w tym, że Ukraina nie jest w stanie sama sfinansować zakupu wszystkiego, co może wyprodukować. Potrzebuje partnerów, którzy będą kupować jej uzbrojenie – dla siebie lub dla Ukrainy. Właśnie dlatego pojawiły się koncepcje takie jak duński model, w ramach którego zagraniczne rządy finansują zamówienia u ukraińskich producentów, a broń trafia bezpośrednio na front. To rozwiązanie korzystne dla obu stron – Ukraina otrzymuje potrzebną broń, a państwa zachodnie mogą wspierać Kijów bez angażowania własnych, często wyczerpanych zapasów, które i tak są im potrzebne do własnych celów obronnych.

Ukraina ma już na swoim koncie wiele udanych konstrukcji dronów – od małych dronów rozpoznawczych i FPV, czyli dronów pierwszej osoby używanych jako amunicja krążąca, przez drony uderzeniowe dalekiego zasięgu, takie jak Luty, który atakował cele na terytorium Rosji, po drony-przechwytujące, które zestrzeliwują irańskie Shahedy. Firma General Cherry, jeden z ukraińskich liderów w tej dziedzinie, ma w swoim portfolio 33 skodyfikowane produkty i jako pierwsza w Ukrainie uzyskała certyfikat AQAP 2110 potwierdzający zgodność systemu zarządzania jakością z normami NATO. To ważny krok w kierunku integracji ukraińskiego przemysłu zbrojeniowego z zachodnimi łańcuchami dostaw.

Ponad 5 tysięcy projektów i tempo wdrożeń, jakiego nie zna świat

Nie sposób opowiedzieć o ukraińskim przemyśle obronnym, nie wspominając o Brave1 – państwowym klastrze innowacji obronnych, który powstał w 2023 roku. To platforma, która łączy startupy technologiczne, inżynierów, wojskowych i inwestorów, by wspólnie rozwijać nowe rodzaje uzbrojenia. Brave1 działa na zasadzie podobnej do izraelskiego systemu innowacji wojskowych – szybkie prototypowanie, testowanie w warunkach bojowych, natychmiastowe wdrażanie. Przez Brave1 przeszło już ponad 5 tysięcy projektów, z których wiele trafiło na linię frontu w ciągu kilku tygodni od zgłoszenia. To tempo, jakiego nie ma żaden inny kraj na świecie, nawet Stany Zjednoczone z ich zaawansowanym systemem zamówień wojskowych.

Dla porównania, rozwój nowego pocisku artyleryjskiego w Stanach Zjednoczonych trwa 5-10 lat i pochłania setki milionów dolarów. W Ukrainie podobny proces może zająć kilka miesięcy. Różnica polega na tym, że Ukraina walczy o przetrwanie i może sobie pozwolić na ryzyko, którego nie podejmą zachodnie biurokracje. Jeśli nowy dron zawiedzie w testach, Ukraińcy po prostu go poprawią i spróbują ponownie. Jeśli zawiedzie w walce, kosztem są ludzkie życia – dlatego presja na skuteczność jest ogromna, ale też dlatego innowacje wdrażane są z prędkością, jakiej Zachód nie jest w stanie osiągnąć.

Brave1 działa na zasadzie otwartej platformy – każdy start-up, każda grupa inżynierów, każdy student może zgłosić swój pomysł. Jeśli przejdzie wstępną weryfikację, otrzymuje finansowanie i wsparcie techniczne. Jeśli prototyp działa, trafia na front do testów. Jeśli testy wypadną pomyślnie, produkt jest wdrażany do masowej produkcji. Cały proces – od pomysłu do wdrożenia – może trwać nawet kilka tygodni. W żadnym innym kraju na świecie nie jest to możliwe, bo żaden inny kraj nie jest w stanie wojny totalnej, która wymusza takie tempo działania.

W Brave1 współpracują nie tylko ukraińskie firmy, ale także zagraniczni inwestorzy i fundusze venture capital. W październiku 2025 roku Zełenski spotkał się z przedstawicielami międzynarodowych funduszy inwestycyjnych, w tym ADS Group, Darkstar, Baryon Investment Fund, MITS Capital, US-Ukraine Business Council i innych, by omówić możliwości inwestycji w ukraiński przemysł obronny. To pokazuje, że Ukraina traktuje swój sektor zbrojeniowy nie tylko jako doraźne narzędzie wojny, ale jako przyszłą gałąź gospodarki, która może przynosić zyski i przyciągać kapitał nawet po zakończeniu konfliktu.

Współpraca z zagranicą. Ukraina wchodzi do NATO-wskiego łańcucha dostaw

Ukraina doskonale zdaje sobie sprawę, że nie wygra wojny sama. Potrzebuje nie tylko broni, ale także technologii, komponentów i know-how z Zachodu. Dlatego od początku inwazji konsekwentnie buduje partnerstwa z zagranicznymi producentami zbrojeniowymi, traktując je nie tylko jako źródło pomocy, ale jako fundament przyszłej współpracy przemysłowej. Z Niemcami Rheinmetall, największy niemiecki koncern zbrojeniowy, utworzył z Ukroboronpromem wspólne przedsiębiorstwo, które zajmuje się naprawą i serwisem zachodniego sprzętu wojskowego dostarczanego Ukrainie. To dopiero początek – w planach jest także wspólna produkcja amunicji artyleryjskiej, a w dalszej perspektywie – także czołgów i bojowych wozów piechoty. Dla Rheinmetall to okazja, by przetestować swoje technologie w warunkach bojowych i zdobyć doświadczenie, którego nie ma żaden inny producent na świecie.

Z Czechami Ukraina podpisała umowę o utworzeniu wspólnego klastra obronnego, który obejmuje produkcję sprzętu wojskowego, zwiększenie produkcji amunicji różnych kalibrów, rozwój hubów serwisowych do naprawy sprzętu oraz współpracę w zakresie wysokich technologii, w tym tworzenie wspólnych centrów badawczych. Czechy są dla Ukrainy naturalnym partnerem – mają silny przemysł zbrojeniowy, są członkiem NATO i Unii Europejskiej, a jednocześnie dzielą z Ukrainą doświadczenia z transformacji postsowieckiej i rozumieją jej specyficzne potrzeby.

Z Polską Ukraina podpisała porozumienie o współpracy w zakresie produkcji amunicji i systemów rakietowych. Polska jest dla Ukrainy kluczowym partnerem logistycznym i przemysłowym – to przez polskie terytorium płynie większość zachodniej pomocy wojskowej, a polskie zakłady zbrojeniowe, w tym Polska Grupa Zbrojeniowa, już produkują amunicję i sprzęt dla Ukrainy. Współpraca z Polską ma też wymiar polityczny – oba kraje widzą w sobie naturalnych sojuszników w obliczu rosyjskiego zagrożenia.

Z Francją, Danią i kilkoma innymi państwami Ukraina podpisała umowy o współpracy w zakresie produkcji broni. Szczególnie interesująca jest współpraca z Danią, która finansuje zakupy u ukraińskich producentów w ramach wspomnianego duńskiego modelu. Duńczycy nie mają własnego przemysłu zbrojeniowego na dużą skalę, ale mają pieniądze i wolę polityczną, by wspierać Ukrainę. To połączenie ukraińskich zdolności produkcyjnych z duńskim finansowaniem może być wzorem dla innych krajów, które chcą pomagać, ale nie chcą angażować własnych, wyczerpanych zapasów.

W kwietniu 2026 roku ukraińska firma General Cherry podpisała memorandum z chorwackim producentem dronów ORQA o wspólnej rozbudowie mocy produkcyjnych w obu krajach. W ramach porozumienia, General Cherry będzie budować podziemną fabrykę komponentów do dronów w Ukrainie, a ORQA uruchomi wspólną produkcję seryjną w Chorwacji. Celem jest pełna lokalizacja produkcji komponentów w Ukrainie i zmniejszenie zależności od dostaw zagranicznych. To ważny krok – Ukraina nie chce być tylko montownią zachodnich komponentów, ale chce produkować własne podzespoły, od silników przez elektronikę po obudowy. Tylko wtedy będzie mogła mówić o prawdziwej niezależności przemysłowej.

Przełomowym wydarzeniem było dopuszczenie ukraińskich firm do przetargów NATO. Po raz pierwszy w historii ukraińskie przedsiębiorstwa mogły ubiegać się o kontrakty w interesie Sojuszu. W szczególności chodzi o doświadczenie Ukrainy w dziedzinie bezzałogowców i ochrony ludności – dwóch obszarach, w których Ukraina ma unikalne kompetencje, zdobyte w najcięższych bojach. W 2026 roku zaplanowano finansowanie badań nad rozwojem systemów bezzałogowych i wprowadzeniem sztucznej inteligencji do procesów decyzyjnych na poziomie dowódców. To dowód, że Ukraina jest traktowana przez NATO nie tylko jako beneficjent pomocy, ale jako równoprawny partner technologiczny, który ma coś do zaoferowania całemu Sojuszowi.

Ciężki przemysł wraca do gry

Drony to jedno, ale wojny nie wygrywa się samymi dronami. Ukraina potrzebuje także amunicji artyleryjskiej, rakiet, systemów obrony powietrznej i ciężkiego sprzętu. I tu także dokonała się rewolucja, choć mniej spektakularna niż w przypadku dronów. Amunicja to największe wyzwanie. Ukraina zużywa miesięcznie dziesiątki tysięcy pocisków artyleryjskich, a jej własne zapasy z czasów sowieckich dawno się wyczerpały. Dlatego Ukraina uruchomiła produkcję amunicji w standardzie NATO – 155 milimetrów, który stopniowo staje się nowym standardem także dla ukraińskiej artylerii. W tym celu nawiązała współpracę z Czechami, Polską i Niemcami, które dostarczają nie tylko gotową amunicję, ale także linie produkcyjne i know-how. Docelowo Ukraina chce produkować amunicję nie tylko dla siebie, ale także na eksport – do krajów, które wyczerpały swoje zapasy, wspierając Kijów.

W budżecie na 2026 rok przewidziano 44,4 miliarda hrywien na rozwój produkcji amunicji, rakiet, systemów obrony powietrznej, lotnictwa i pojazdów opancerzonych. To pokazuje, że Ukraina myśli nie tylko o bieżących potrzebach, ale także o długoterminowym rozwoju swojego przemysłu zbrojeniowego. Rakiety to kolejny obszar, w którym Ukraina czyni postępy. Ministerstwo Obrony poinformowało, że produkcja będzie koncentrować się na sprzęcie do obrony powietrznej – od prostych przenośnych przeciwlotniczych zestawów rakietowych po systemy obrony powietrznej o zasięgu przekraczającym 100 kilometrów. Przykładem takiego systemu jest obiecująca rakieta Coral, której szczegóły wciąż są owiane tajemnicą, ale która ma stanowić odpowiedź na rosyjskie zagrożenie rakietowe.

Ukraina dysponuje już rakietami dalekiego zasięgu, takimi jak Neptun, który zatopił moskiewski krążownik Moskwa, flagową jednostkę rosyjskiej Floty Czarnomorskiej. Nowe konstrukcje są wdrażane, a ich zasięg i celność są stale ulepszane. Systemy obrony powietrznej to największe wyzwanie technologiczne. Ukraina nie produkuje własnych systemów klasy Patriot, które są w stanie zestrzeliwać pociski balistyczne i samoloty na dużych wysokościach. Rozwija jednak własne, prostsze rozwiązania, takie jak systemy przeciwlotnicze na podwoziach ciężarówek, uzbrojone w radary i rakiety ziemia-powietrze. Współpraca z USA i Niemcami ma pomóc w integracji zachodnich technologii z ukraińskimi platformami, tworząc hybrydowe systemy, które łączą zachodnią celność z ukraińską prostotą i niskimi kosztami.

Pojazdy opancerzone to kolejny obszar, w którym Ukraina rozwija własne zdolności. Produkuje własne transportery opancerzone, takie jak Kozak, Varta czy Novator, które sprawdziły się w walkach na froncie. Modernizuje także radzieckie czołgi T-64 i T-72, dostosowując je do współczesnych standardów walki. W planach jest uruchomienie produkcji nowoczesnych bojowych wozów piechoty w standardzie NATO, które mogłyby zastąpić starzejące się konstrukcje sowieckie.

Dlaczego Ukraina chce sprzedawać broń za granicę? Eksport jako strategia przetrwania

Może się to wydawać kontrowersyjne – kraj w stanie wojny, który desperacko potrzebuje każdej sztuki broni, chce eksportować swoje produkty za granicę. Ale Ukraina ma w tym głęboki sens ekonomiczny i strategiczny, który wykracza poza doraźne potrzeby wojenne. Po pierwsze, moce produkcyjne ukraińskiego przemysłu obronnego są znacznie większe niż potrzeby armii. Armia ukraińska nie jest w stanie zamówić wszystkiego, co mogą wyprodukować rodzime fabryki – po prostu nie ma na to pieniędzy, mimo gigantycznego budżetu obronnego. Eksport pozwoliłby wykorzystać niewykorzystane moce, obniżyć koszty jednostkowe dzięki większej skali produkcji i wygenerować dodatkowe przychody podatkowe dla budżetu państwa, który jest napięty do granic możliwości.

Po drugie, eksport to sposób na przyciągnięcie zagranicznego kapitału. Inwestorzy zagraniczni niechętnie inwestują w firmy, które mają tylko jednego klienta – rząd Ukrainy. Jeśli jednak firma może pochwalić się kontraktami z klientami na całym świecie, jej wiarygodność i stabilność finansowa rosną. To z kolei ułatwia pozyskanie kredytów i inwestycji, które są niezbędne do dalszego rozwoju. Po trzecie, Ukraina ma coś, czego potrzebuje świat – doświadczenie bojowe. Jej drony, systemy walki elektronicznej, oprogramowanie do systemów dowodzenia są testowane w najcięższych warunkach, jakich nie doświadczyła żadna armia świata od dziesięcioleci.

Kraje NATO chcą kupować ukraińskie technologie, bo wiedzą, że działają – zostały sprawdzone w boju przeciwko jednej z najsilniejszych armii świata, która dysponuje zaawansowanym sprzętem i nie cofa się przed niczym. Po czwarte, eksport broni to sposób na spłatę długu wobec sojuszników. Ukraina otrzymała od Zachodu setki miliardów dolarów pomocy wojskowej i finansowej. Eksportując broń, może w jakiejś mierze oddać to, co dostała, wzmacniając jednocześnie własną gospodarkę i pokazując, że jest wiarygodnym partnerem, a nie tylko petentem.

Zełenski ogłosił, że Ukraina jest gotowa otworzyć platformy eksportowe dla broni w Europie, Stanach Zjednoczonych i innych regionach. Zastrzegł jednak, że będzie to kontrolowany eksport – technologie muszą być chronione przed niepowołanym dostępem, zwłaszcza przed Rosją i Chinami, które z pewnością będą chciały poznać tajniki ukraińskich rozwiązań. Ukraina nie chce, by jej zaawansowane systemy trafiły w ręce wroga, dlatego eksport będzie odbywał się wyłącznie do zaufanych państw sojuszniczych.

Ukraina uruchomiła dwa formaty współpracy: Build in Ukraine, czyli wspólna produkcja w Ukrainie, oraz Build with Ukraine abroad, czyli wspólna produkcja za granicą. Ten drugi format jest bezpieczniejszy dla zagranicznych firm, które obawiają się o bezpieczeństwo swoich inwestycji w kraju ogarniętym wojną. W zamian za produkcję za granicą, ukraińska armia otrzymuje od 50 do 100 procent wyprodukowanego sprzętu, w zależności od ustaleń. To rozwiązanie korzystne dla obu stron – zagraniczne firmy zyskują dostęp do ukraińskich technologii i doświadczenia, a Ukraina otrzymuje gotowy sprzęt bez konieczności angażowania własnych, ograniczonych mocy produkcyjnych. Według wstępnych szacunków, już w 2026 roku ukraiński eksport broni może wynieść kilka miliardów dolarów. Głównym towarem eksportowym będą drony, które udowodniły swoją skuteczność na ukraińskim polu walki i są poszukiwane przez armie na całym świecie.

4 wyzwania

Mimo imponującego rozwoju, ukraiński przemysł obronny stoi przed poważnymi wyzwaniami, które mogą zahamować jego dalszy rozwój, jeśli nie zostaną szybko rozwiązane. Finansowanie to największe wyzwanie. Ukraińska armia nie ma pieniędzy, by kupować wszystko, co mogą wyprodukować rodzime fabryki. W 2025 roku Ukraina złożyła zamówienia u własnych producentów na 12 miliardów dolarów, podczas gdy moce produkcyjne sięgały 35 miliardów dolarów. Bez zagranicznego wsparcia – w formie zakupów na eksport lub finansowania w ramach duńskiego modelu – luka ta nie zostanie wypełniona, a potencjał produkcyjny pozostanie niewykorzystany.

Bezpieczeństwo to kolejne ogromne wyzwanie. Wiele ukraińskich fabryk znajduje się na terenach narażonych na rosyjskie ataki rakietowe i dronowe. Rosja regularnie ostrzeliwuje zakłady zbrojeniowe, starając się sparaliżować ukraińską produkcję i pozbawić armię niezbędnego sprzętu. W odpowiedzi Ukraina przenosi część produkcji do podziemnych hal, rozprasza fabryki po całym kraju i buduje nowe zakłady w bezpieczniejszych regionach, z dala od linii frontu i zasięgu rosyjskiej artylerii. Przykładem jest General Cherry, która ogłosiła budowę podziemnej fabryki komponentów do dronów. To jednak podnosi koszty i komplikuje logistykę, ale jest koniecznością w warunkach wojny.

Zależność od importu komponentów to trzecie wyzwanie. Mimo wysiłków, Ukraina wciąż jest uzależniona od importu wielu kluczowych komponentów – procesorów, układów scalonych, silników, łożysk, materiałów wybuchowych. Część z nich pochodzi z Chin, Indii, a nawet z Rosji poprzez pośredników i skomplikowane schematy dostaw. To stwarza ryzyko przerw w dostawach w przypadku nałożenia sankcji lub zaostrzenia kontroli eksportu. Ukraina stara się lokalizować produkcję komponentów, stąd współpraca z ORQA i innymi partnerami, ale to proces długotrwały, który wymaga lat inwestycji i rozwoju kompetencji.

Integracja z NATO to czwarte wyzwanie. Ukraiński przemysł obronny musi dostosować się do standardów NATO – od jakości produkcji, przez procedury zamówień, po certyfikację sprzętu. To proces kosztowny i czasochłonny, ale niezbędny, by Ukraina mogła stać się pełnoprawnym członkiem sojuszu i jego łańcuchów dostaw. General Cherry już uzyskała certyfikat AQAP 2110, potwierdzający zgodność z normami NATO – to dobry początek, ale przed innymi firmami jeszcze długa droga.

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu