W 1983 roku z polskich zakładów Ursus wyjeżdżało około 60 tysięcy ciągników rocznie. Traktory tej marki pracowały w państwowych gospodarstwach rolnych, spółdzielniach produkcyjnych i prywatnych gospodarstwach, a charakterystyczny czerwony ciągnik stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli polskiej wsi. Za skalą produkcji stały dziesięciolecia rozwoju przemysłu, tysiące pracowników i rozbudowane zaplecze techniczne. Po zmianie ustroju przedsiębiorstwo straciło jednak znaczną część rynku, zadłużało się i przechodziło kolejne restrukturyzacje. W 2003 roku upadłość ogłosiły Zakłady Przemysłu Ciągnikowego Ursus, a w 2021 roku sąd ogłosił upadłość spółki działającej później pod tą nazwą. Historia Ursusa pokazuje, jak trudno było przekształcić wielki producent maszyn rolniczych w firmę zdolną konkurować na otwartym rynku.
Historia Ursusa rozpoczęła się w Warszawie w 1893 roku. Początkowo przedsiębiorstwo zajmowało się produkcją armatury, w tym urządzeń i elementów wykorzystywanych w instalacjach przemysłowych. Firma rozwijała się w okresie, gdy na ziemiach polskich podzielonych między zaborców powstawały nowoczesne zakłady przemysłowe, a mechanizacja stopniowo zmieniała sposób funkcjonowania gospodarki. Produkcja metalowych elementów i urządzeń wymagała zaplecza warsztatowego, wiedzy technicznej oraz umiejętności organizowania pracy na większą skalę.
Przedsiębiorstwo nie zaczynało więc jako fabryka traktorów. Przekształcenie go w producenta maszyn rolniczych było częścią dłuższego procesu rozwoju przemysłowego. Wraz ze wzrostem zapotrzebowania na silniki, maszyny i urządzenia mechaniczne firma poszerzała zakres działalności. W pierwszych dekadach XX wieku zmieniały się jej możliwości produkcyjne, organizacja i znaczenie dla krajowego przemysłu.
Rozwój Ursusa był związany z potrzebą unowocześniania polskiego rolnictwa. Przed upowszechnieniem ciągników prace polowe w dużej mierze wykonywano przy użyciu siły ludzkiej i zwierzęcej. Orka, transport płodów rolnych i przygotowanie pola do siewu wymagały dużego nakładu pracy, a tempo robót zależało od pogody, dostępności zwierząt pociągowych i liczby osób zatrudnionych w gospodarstwie. Mechanizacja pozwalała wykonywać część tych zadań szybciej i na większą skalę.
Ciągnik nie był przy tym samodzielnym rozwiązaniem wszystkich problemów gospodarstwa. Jego przydatność zależała od dostępności paliwa, części zamiennych, narzędzi współpracujących i serwisu. Rolnik potrzebował sprzętu, który dało się naprawić i utrzymać w pracy przez wiele sezonów. Dlatego krajowy producent miał znaczenie nie tylko jako dostawca nowych maszyn, lecz także jako element większego systemu obsługi rolnictwa.
W kolejnych dekadach Ursus stał się jednym z najważniejszych przedsiębiorstw polskiego przemysłu maszynowego. Rozpoznawalność marki budowały kolejne modele ciągników, rozwój produkcji i obecność maszyn w gospodarstwach w całym kraju. Traktor przestał być wyłącznie produktem przemysłowym. Dla wielu rodzin był podstawowym narzędziem pracy, od którego zależała możliwość uprawy ziemi, przewożenia zbiorów i wykonywania sezonowych robót.
Powojenna rozbudowa i mechanizacja polskiej wsi
Po drugiej wojnie światowej rozwój Ursusa podporządkowano potrzebom odbudowy i modernizacji gospodarki. Polska potrzebowała maszyn dla rolnictwa, a państwo traktowało mechanizację jako jeden ze sposobów zwiększania wydajności produkcji żywności. Ciągniki miały zastępować część pracy wykonywanej wcześniej ręcznie lub przy użyciu koni, a także umożliwiać sprawniejsze wykorzystanie maszyn rolniczych.
W gospodarce centralnie planowanej produkcja Ursusa była związana z państwowymi planami rozwoju przemysłu i rolnictwa. O skali działalności decydowały nie tylko zamówienia poszczególnych rolników, lecz także potrzeby państwowych gospodarstw rolnych, spółdzielni i instytucji zajmujących się obsługą produkcji rolnej. Taki układ umożliwiał organizowanie produkcji w dużych seriach i zapewniał rynek zbytu dla znacznej liczby maszyn.
Ważnym elementem tej polityki było rozwijanie własnych konstrukcji, ale również korzystanie z licencji i współpracy zagranicznej. W powojennym przemyśle maszynowym licencje pozwalały skrócić drogę od decyzji o uruchomieniu produkcji do rozpoczęcia wytwarzania sprzętu. Dawały dostęp do dokumentacji technicznej i rozwiązań, które można było następnie wdrożyć w krajowych zakładach. Ich skuteczność zależała jednak od zdolności do utrzymania jakości, zapewnienia odpowiednich podzespołów oraz rozwijania produktów wraz ze zmianami technologicznymi.
Dla Ursusa szczególnie istotna była współpraca z czechosłowackim przemysłem ciągnikowym. W 1961 roku zawarto porozumienie z firmą Zetor, a produkcję ciągników rozwijano na podstawie licencji i rozwiązań pochodzących z Czechosłowacji. W kolejnych latach w Warszawie wytwarzano między innymi ciągniki z rodzin C-325 i C-330, a następnie większe modele przeznaczone do bardziej wymagających prac.
Licencja nie oznaczała, że fabryka nie miała znaczenia technologicznego. Uruchomienie seryjnej produkcji wymagało przygotowania linii, dostosowania procesów, kontroli jakości i zorganizowania dostaw komponentów. Duży producent musiał również zadbać o to, aby ciągniki mogły być naprawiane w różnych częściach kraju. Jednocześnie licencyjny model rozwoju miał swoje ograniczenia. Jeśli firma przez dłuższy czas opierała ofertę na konstrukcjach opracowanych za granicą, jej konkurencyjność zależała od warunków licencji, możliwości modernizacji i tempa wdrażania nowych modeli.
Rekordowa produkcja i milionowy ciągnik
Lata osiemdziesiąte były okresem, w którym skala produkcji Ursusa osiągnęła poziom trudny do utrzymania po zmianie warunków gospodarczych. W 1983 roku z zakładu wyjeżdżało około 60 tysięcy ciągników rocznie. W październiku tego roku wyprodukowano milionowy ciągnik, którym był model C-360. Maszynę przekazano Zakładowi dla Niewidomych w Laskach. Wydarzenie dokumentowała Polska Kronika Filmowa, pokazując hale montażowe, pracowników oraz uroczystość związaną z jubileuszem.
Milion wyprodukowanych ciągników był wynikiem wieloletniej pracy zakładu, ale również dowodem na skalę zapotrzebowania na maszyny rolnicze w powojennej Polsce. Traktory trafiały do różnych typów gospodarstw, a ich konstrukcje projektowano z myślą o pracy w warunkach, w których liczyły się trwałość, łatwość obsługi i możliwość naprawy. W wielu gospodarstwach ciągnik musiał wykonywać kilka różnych zadań, od orki i bronowania po transport przyczep, pracę z kosiarką czy napędzanie urządzeń pomocniczych.
Jednym z najbardziej rozpoznawalnych modeli stał się Ursus C-360. Jego popularność wynikała z uniwersalności i stosunkowo prostej konstrukcji. Ciągnik nadawał się do pracy w gospodarstwach o różnej wielkości, a jego obsługa nie wymagała tak rozbudowanego zaplecza jak w przypadku większych i bardziej skomplikowanych maszyn. Dostępność części oraz znajomość konstrukcji wśród mechaników sprawiały, że wiele egzemplarzy pozostawało w użyciu długo po zakończeniu produkcji.
Dla rolników zakup ciągnika był inwestycją na lata. Maszyna często przechodziła z rodziców na dzieci, a jej wartość nie kończyła się wraz z upływem gwarancji czy pojawieniem się nowszego modelu. W gospodarstwach utrzymywano ciągniki przez kolejne dekady, wymieniając zużyte elementy i wykonując naprawy we własnym zakresie. Właśnie dlatego dawne Ursusy można spotkać w pracy również wiele lat po likwidacji warszawskiej fabryki.
Trwałość maszyn miała jednak także drugą stronę z punktu widzenia producenta. Jeśli ciągnik można było naprawiać przez długi czas, gospodarstwo nie musiało szybko kupować nowego egzemplarza. W gospodarce, w której dostęp do nowych maszyn bywał ograniczony, długowieczność sprzętu była zaletą. W warunkach rynkowych producent musiał natomiast nie tylko dostarczać trwałe maszyny, ale też regularnie wprowadzać ulepszenia, obniżać koszty i przekonywać klientów, że nowy model jest wart swojej ceny.
Ursus osiągnął bardzo dużą skalę produkcji, lecz sama liczba wyprodukowanych ciągników nie przesądzała o przyszłej konkurencyjności przedsiębiorstwa. Fabryka potrzebowała inwestycji w nowe rozwiązania techniczne, organizację produkcji i rozwój oferty. Wysoki wolumen wytwarzania był atutem, dopóki znajdował pokrycie w popycie. Kiedy rynek zaczął się kurczyć, duże moce produkcyjne mogły stać się obciążeniem.
Licencja Massey Ferguson i koszt modernizacji
W latach osiemdziesiątych Ursus próbował rozszerzyć ofertę o nowocześniejsze ciągniki. Ważnym przedsięwzięciem było uruchomienie produkcji modeli opartych na licencji brytyjskiej firmy Massey Ferguson. Pierwszy ciągnik licencyjny MF-255 zjechał z linii produkcyjnej w lipcu 1984 roku. Projekt miał umożliwić wprowadzenie do oferty maszyn odpowiadających nowszym rozwiązaniom technicznym, ale jego realizacja wiązała się z dużymi nakładami i problemami finansowymi. W materiałach archiwalnych Polskiej Kroniki Filmowej z 1983 roku pojawiały się już informacje o trudnościach związanych z inwestycją licencyjną, w tym o potrzebie pozyskania dodatkowego finansowania.
Licencja mogła przyspieszyć modernizację, ale nie była darmowym sposobem na przeskoczenie technologicznego dystansu. Wdrożenie nowego modelu wymagało przygotowania produkcji, zakupu odpowiedniego wyposażenia, dostosowania podzespołów i zapewnienia finansowania. Do tego dochodziły koszty samej licencji oraz organizacji dostaw. W gospodarce niedoborów takie przedsięwzięcia mogły napotykać trudności z dostępem do walut wymienialnych, komponentów i nowoczesnych maszyn produkcyjnych.
Jednocześnie pozostawanie przy starszych konstrukcjach również niosło ryzyko. Ciągniki sprzedawane na rynku międzynarodowym musiały odpowiadać wymaganiom dotyczącym mocy, zużycia paliwa, komfortu obsługi, bezpieczeństwa i niezawodności. Konkurenci rozwijali swoje produkty, a gospodarstwa w krajach zachodnich dysponowały większym wyborem sprzętu. Nawet jeśli starszy Ursus dobrze sprawdzał się w polskim gospodarstwie, nie oznaczało to automatycznie, że jego producent mógł sprzedać go z zyskiem na rynkach o wyższych wymaganiach.
Przedsięwzięcie licencyjne odsłaniało więc podstawowy problem przemysłu ciężkiego w schyłkowym okresie gospodarki centralnie planowanej. Zakład potrzebował nowoczesnych konstrukcji, ale finansowanie ich wdrożenia było trudne. Jednocześnie brak modernizacji mógł prowadzić do dalszego pogarszania pozycji rynkowej. Jeśli inwestycja nie przynosiła szybko oczekiwanych rezultatów, obciążała przedsiębiorstwo kosztami, które trzeba było pokrywać z bieżącej działalności lub zewnętrznego finansowania.
Nie należy przy tym uznawać samego korzystania z licencji za dowód słabości technologicznej. Wiele przedsiębiorstw na świecie rozwijało się poprzez zakup zagranicznych rozwiązań, a następnie ich udoskonalanie i stopniowe budowanie własnych kompetencji. Kluczowe było to, czy licencja umożliwiała zdobywanie doświadczenia i rozwój kolejnych produktów, czy pozostawała kosztownym projektem, którego ciężar finansowy przewyższał korzyści.
Dla Ursusa problem polegał na tym, że inwestycje modernizacyjne realizowano w okresie narastających trudności gospodarczych. Gdy pod koniec lat osiemdziesiątych zaczął się zmieniać system ekonomiczny, zakład musiał jednocześnie radzić sobie z konsekwencjami wcześniejszych decyzji, rosnącymi kosztami i nowymi zasadami sprzedaży. Wchodząc w gospodarkę rynkową, przedsiębiorstwo potrzebowało nie tylko konkurencyjnych ciągników, lecz także stabilnych finansów i organizacji zdolnej reagować na zmiany popytu.
Rok 1989 zmienił zasady gry
Przed 1989 rokiem Ursus działał w systemie, w którym państwo miało duży wpływ na wielkość produkcji, kierunki inwestycji i podział zasobów. Zamówienia pochodziły z państwowych gospodarstw rolnych, spółdzielni i innych podmiotów funkcjonujących w ramach centralnie planowanej gospodarki. Ceny i warunki sprzedaży nie były kształtowane wyłącznie przez swobodną konkurencję, a przedsiębiorstwo nie musiało samodzielnie walczyć o każdego klienta w takim zakresie jak po transformacji.
Po zmianie systemu ten model przestał działać. Państwowe wsparcie dla zakupu maszyn ograniczono, a rolnicy musieli podejmować decyzje inwestycyjne w warunkach większej niepewności. Jednocześnie na rynku pojawiły się ciągniki zagranicznych producentów. Klienci mogli porównywać ceny, parametry techniczne, warunki finansowania i dostępność serwisu. Dla Ursusa oznaczało to konieczność konkurowania na zasadach, które wymagały większej dyscypliny kosztowej i szybszego reagowania na potrzeby rynku.
Zmieniła się również sytuacja samych gospodarstw. Transformacja gospodarcza przyniosła spadek dochodów części rolników i ograniczyła ich zdolność do finansowania nowych zakupów. Ciągnik jest inwestycją kapitałochłonną, a jego zakup zależy nie tylko od ceny, lecz także od przewidywanych przychodów gospodarstwa. Jeżeli rolnik nie ma pewności, czy sprzeda z zyskiem zboże, mleko lub inne produkty, może odłożyć zakup nowej maszyny i nadal użytkować posiadany sprzęt.
W przypadku Ursusa na te problemy nałożyła się zmiana struktury polskiego rolnictwa. Państwowe gospodarstwa rolne, które stanowiły ważną grupę odbiorców maszyn, zostały objęte procesem likwidacji i restrukturyzacji. Nie wszystkie ich aktywa przejęli nowi właściciele, którzy mogliby kontynuować wcześniejszą skalę zakupów. Rozpad tego segmentu rynku ograniczył popyt na ciągniki i inne maszyny, a producent musiał szukać klientów wśród gospodarstw indywidualnych, które nie zawsze dysponowały odpowiednimi środkami.
Sama zmiana odbiorców nie musiała oznaczać katastrofy. Rynek indywidualnych gospodarstw mógł stanowić podstawę działalności nowoczesnego producenta, jeśli jego oferta odpowiadała potrzebom klientów, a ceny i warunki finansowania były konkurencyjne. Problem polegał na tym, że Ursus musiał przystosować się do nowego rynku w momencie, gdy już zmagał się z zadłużeniem i potrzebą modernizacji. Spadek sprzedaży ograniczał wpływy, a brak środków utrudniał inwestycje, które mogłyby poprawić konkurencyjność.
W takich warunkach powstaje mechanizm, który trudno przerwać bez zewnętrznego finansowania lub głębokiej zmiany działalności. Mniejsza sprzedaż oznacza niższe wykorzystanie mocy produkcyjnych, a koszty utrzymania dużej fabryki nie maleją w takim samym tempie jak liczba wytwarzanych ciągników. Koszt jednostkowy może wówczas rosnąć. Jeżeli przedsiębiorstwo obniża ceny, by utrzymać klientów, jego marża dodatkowo się kurczy. Jeśli podnosi ceny, może tracić zamówienia na rzecz konkurencji.
Ursus musiał więc zmierzyć się nie tylko z kryzysem popytu, ale również z problemem dopasowania skali działalności do nowej rzeczywistości. Zakład zbudowany do produkcji dziesiątek tysięcy ciągników rocznie nie mógł bez kosztów przejść na znacznie mniejszy wolumen. Potrzebował zmiany organizacji produkcji, redukcji kosztów stałych, dostosowania asortymentu i znalezienia kapitału na rozwój. Każdy z tych kroków był trudny, a odkładanie decyzji mogło pogłębiać problemy finansowe.
Zadłużenie rosło szybciej niż możliwości naprawy firmy
Problemy finansowe Ursusa nie pojawiły się dopiero w chwili ogłoszenia upadłości. Już w 1993 roku przedsiębiorstwo przeprowadziło postępowanie układowe z wierzycielami, które miało pomóc w ograniczeniu zadłużenia. W 1996 roku konieczne było kolejne postępowanie tego rodzaju. Wymogiem dalszych przekształceń stała się komercjalizacja, czyli przekształcenie przedsiębiorstwa państwowego w jednoosobową spółkę Skarbu Państwa. Proces ten zakończono 1 stycznia 1998 roku.
Komercjalizacja zmieniała formę prawną przedsiębiorstwa, ale sama w sobie nie rozwiązywała jego problemów. Spółka nadal musiała finansować produkcję, regulować zobowiązania, zdobywać zamówienia i inwestować w rozwój. Jeśli przychody ze sprzedaży nie wystarczały na pokrycie kosztów, zmiana struktury własnościowej nie mogła zastąpić skutecznej restrukturyzacji operacyjnej.
W przypadku Ursusa znaczenie miała struktura majątku. Wielki kompleks przemysłowy obejmował hale produkcyjne, magazyny, wydziały obróbki i montażu oraz zaplecze techniczne. Taka infrastruktura była potrzebna do produkcji na dużą skalę, ale po spadku liczby zamówień część obiektów przestała być w pełni wykorzystywana. Utrzymywanie pustych hal nadal kosztowało, a ich modernizacja wymagała dodatkowych nakładów. W restrukturyzacji zaczęto więc dzielić przedsiębiorstwo na mniejsze podmioty i sprzedawać część majątku.
Podział mógł ułatwić oddzielenie działalności produkcyjnej od innych funkcji, a także pozwolić poszczególnym spółkom koncentrować się na określonych zadaniach. Miał jednak również ryzyko. Produkcja ciągników zależała od współpracy wielu wydziałów i dostawców, dlatego rozdzielenie zakładu na kilka podmiotów mogło skomplikować wzajemne rozliczenia i zwiększyć koszty koordynacji. Jeżeli poszczególne części przedsiębiorstwa zaczynały funkcjonować niezależnie, kluczowe stawało się ustalenie, kto odpowiada za dostawy, utrzymanie urządzeń i finansowanie produkcji.
W 2003 roku sytuacja ZPC Ursus była już bardzo trudna. W materiałach parlamentarnych dotyczących przedsiębiorstwa wskazywano, że jego zadłużenie wobec Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynosiło około 300 milionów złotych. W tym samym okresie produkcję finalną ciągników przeniesiono do odrębnej spółki, Fabryki Ciągników Ursus. Oznaczało to, że zadłużone przedsiębiorstwo i działalność związana z wytwarzaniem maszyn nie były już tym samym organizmem gospodarczym.
30 września 2003 roku Zakłady Przemysłu Ciągnikowego Ursus SA zostały postawione w stan upadłości. Majątek spółki wszedł do masy upadłości, a zadaniem syndyka stało się przeprowadzenie postępowania i zaspokojenie wierzycieli zgodnie z obowiązującymi przepisami. Nie był to jednak koniec produkcji ciągników pod marką Ursus. Ten szczegół jest istotny, ponieważ upadłość historycznej spółki często bywa mylona z natychmiastowym końcem wszystkich przedsiębiorstw i zakładów związanych z marką.
Upadłość spółki nie oznaczała końca marki
W wyniku wcześniejszych przekształceń działalność produkcyjna została oddzielona od zadłużonego ZPC Ursus. W 2003 roku powstało przedsiębiorstwo Ursus sp. z o.o., które kontynuowało działalność związaną z ciągnikami. W kolejnych latach zmieniała się jego struktura właścicielska. W 2006 roku jedynym udziałowcem spółki został Bumar, grupa zarządzająca przedsiębiorstwami sektora obronnego. W dokumentach parlamentarnych z tego okresu opisywano działania mające poprawić trudną sytuację ekonomiczną firmy, utrzymać produkcję i finansować zakupy materiałów oraz komponentów niezbędnych do montażu ciągników.
Zaangażowanie Bumaru nie doprowadziło jednak do trwałego rozwiązania problemów finansowych. W odpowiedzi Ministerstwa Skarbu Państwa na pytanie dotyczące sytuacji Ursusa wskazywano, że w latach 2005 do 2008 spółka ponosiła straty zarówno na działalności operacyjnej, jak i na poziomie wyniku netto. Wśród przyczyn wymieniano wysokie koszty wytwarzania oraz zbyt małą, a dodatkowo malejącą sprzedaż ciągników. Spółka finansowała działalność w coraz większym stopniu zobowiązaniami, w tym wobec właściciela.
To jeden z ważniejszych punktów w historii przedsiębiorstwa, ponieważ pokazuje problem wykraczający poza samą zmianę ustroju. Nawet po wydzieleniu działalności do nowej spółki, zmianach właścicielskich i próbach finansowania produkcji Ursus nie osiągnął trwałej równowagi między kosztami a przychodami. Jeżeli firma sprzedaje zbyt mało ciągników, by pokryć koszty produkcji i utrzymania działalności, dodatkowe finansowanie może jedynie odsunąć moment kryzysu. Bez poprawy wyników operacyjnych zadłużenie ponownie zaczyna rosnąć.
W 2011 roku producenta przejęła spółka Pol-Mot Warfama. Zmiana właściciela otwierała możliwość reorganizacji produkcji i wykorzystania marki w nowej strukturze przedsiębiorstwa. Jednocześnie tego samego roku zakończyła działalność warszawska fabryka, a produkcję przeniesiono do innych zakładów. Oznaczało to koniec wytwarzania ciągników w historycznym kompleksie przemysłowym na terenie Ursusa, choć sama marka i sprzedaż maszyn nie zniknęły.
Przeniesienie produkcji zmieniało również relację między marką a miejscem, z którego się wywodziła. Przez dziesięciolecia nazwa Ursus kojarzyła się z warszawską fabryką, jej pracownikami i rozległymi halami. Po restrukturyzacji oznaczała już przede wszystkim markę i działalność prowadzoną przez kolejne podmioty. Z punktu widzenia klientów liczyły się dostępność ciągników, ich parametry, ceny i serwis. Z punktu widzenia historii przemysłu ważne było natomiast to, że produkcja opuściła miejsce, w którym przez wiele dekad rozwijano ją na dużą skalę.
Nowy Ursus próbował znaleźć dla siebie rynek
Po przejęciu przez Pol-Mot Warfamę marka nadal była wykorzystywana w działalności związanej z maszynami rolniczymi. Spółka rozwijała ofertę i informowała o sprzedaży ciągników na rynkach zagranicznych, między innymi w Czechach, Belgii, Holandii i Pakistanie. Pojawiały się również informacje o kontraktach na dostawy sprzętu rolniczego do państw afrykańskich. W późniejszych latach przedsiębiorstwo przedstawiało plany dotyczące nowych produktów, w tym elektrycznych pojazdów dostawczych.
Próby poszerzenia działalności miały sens w sytuacji, gdy tradycyjny rynek ciągników stawał się coraz bardziej konkurencyjny. Producent musiał szukać odbiorców poza Polską i rozwijać ofertę odpowiadającą potrzebom różnych gospodarstw. Eksport mógł zwiększać liczbę potencjalnych klientów, ale wymagał zapewnienia odpowiednich warunków sprzedaży, dostaw części, serwisu oraz finansowania transakcji. W przypadku kontraktów zagranicznych znaczenie miała również zdolność do terminowego dostarczenia dużej liczby maszyn i utrzymania ich jakości.
Sama obecność na zagranicznych rynkach nie przesądzała o rentowności. Duży kontrakt może przynieść znaczące przychody, a mimo to nie zapewnić odpowiedniej marży, jeśli jego realizacja wymaga kosztownego finansowania, zakupu komponentów lub ponoszenia ryzyka kursowego. Przy produkcji przemysłowej liczy się nie tylko liczba sprzedanych urządzeń, lecz także różnica między ceną sprzedaży a pełnym kosztem ich wytworzenia i dostarczenia.
Problemy finansowe nie zostały trwale rozwiązane. W 2019 roku do fabryki wkroczył komornik, który czasowo zajął surowce, materiały i półprodukty. Zdarzenie utrudniało bieżące funkcjonowanie przedsiębiorstwa, ponieważ produkcja ciągników wymaga stałego dostępu do komponentów i możliwości ich finansowania. Jeśli środki produkcji zostają objęte postępowaniem egzekucyjnym, firma może mieć problem z realizacją zamówień, a opóźnienia w dostawach mogą pogarszać jej relacje z klientami.
W 2021 roku warszawski sąd ogłosił upadłość spółki Ursus. Była to kolejna upadłość w historii przedsiębiorstwa, ale dotyczyła już innego podmiotu niż Zakłady Przemysłu Ciągnikowego, które upadły w 2003 roku. Rozdzielenie tych wydarzeń jest niezbędne do prawidłowego odtworzenia historii marki. Pierwsza upadłość nie zatrzymała od razu produkcji ciągników, ponieważ działalność kontynuowano w innych strukturach. Druga zakończyła kolejny etap funkcjonowania przedsiębiorstwa, które próbowało rozwijać markę w nowych warunkach rynkowych.
Fabryka zmieniła się razem z dzielnicą
Upadek przemysłowej części Ursusa miał konsekwencje również dla samej Warszawy. Teren zakładu przez dziesięciolecia zajmował znaczną powierzchnię i skupiał dużą część lokalnego zatrudnienia. Fabryka wpływała na rozwój okolicznych osiedli, transport, handel i życie społeczne. Wokół przedsiębiorstwa funkcjonowały instytucje zakładowe, obiekty kulturalne i organizacje związane z pracownikami.
Po ograniczeniu produkcji i wyburzaniu kolejnych obiektów zmieniał się charakter przestrzeni. Tereny przemysłowe zaczęły ustępować miejsca nowej zabudowie, a dawna fabryka przestała być głównym punktem odniesienia dla rozwoju dzielnicy. Proces ten nie był wyjątkowy w skali Polski. W wielu miastach zamykanie dużych zakładów uwalniało atrakcyjne grunty, ale jednocześnie oznaczało utratę miejsc pracy i funkcji, które przez dziesięciolecia kształtowały lokalną gospodarkę.
Dziedzictwo zakładu zachowało się w ograniczonej formie. Przed Urzędem Dzielnicy Ursus stoi pomnik w kształcie ciągnika, a historię fabryki dokumentują archiwalia, fotografie, filmy i wspomnienia pracowników. Materiały dotyczące zakładu i jego otoczenia publikowało między innymi Archiwum Państwowe w Warszawie. W wydanej w 2025 roku „Kronice Warszawy” znalazły się opracowania poświęcone historii Ursusa, relacjom pracowników zakładów z lat 1980 do 1981 oraz przemianom dzielnicy w XX i XXI wieku.
W zachowanych materiałach można odnaleźć ślady dawnej skali produkcji, organizacji pracy i społecznego znaczenia fabryki. Szczególnie cenne są dokumenty pokazujące, jak zakład funkcjonował przed transformacją, jakie problemy pojawiały się w okresie kryzysu i w jaki sposób zmieniała się sytuacja pracowników. Tego rodzaju źródła pozwalają badać historię przedsiębiorstwa bez sprowadzania jej wyłącznie do daty upadłości lub liczby wyprodukowanych ciągników.

