Rozstanie z węglem brunatnym nie jest łatwe. Konin stracił swoje elektrownie w kwietniu 2026 roku. Bełchatów – największa elektrownia węglowa w Europie – zostanie wygaszony w latach 2030–2036. Turów ma działać jeszcze 10–15 lat, choć w kuluarach mówi się o 2035. Łącznie z systemu zniknie od 20 do 30 procent krajowej mocy. Zastąpić ma ją w dużej mierze atom na Pomorzu – ale pierwszy reaktor ruszy dopiero w 2036 roku, a jego moc pokryje zaledwie połowę tego, co dawał Bełchatów. Lata 2030–2036 to energetyczna przepaść, a gaz z Bliskiego Wschodu stoi pod znakiem zapytania.
Rozstanie się z węglem brunatnym, jako surowcem energetycznym, z wielu powodów nie jest łatwe, powodując wiele problemów energetycznych i społecznych. Te ostanie są najbardziej eksponowane w mediach i rząd poświęca im najwięcej uwagi. Jest to zrozumiałe, gdyż tego rodzaju obiekty górniczo – energetyczne kiedyś planowano w regionach, które w ten sposób miały być uprzemysłowione. Obiekty te stanowiły swego rodzaju centra rozwojowe dla regionów, w których na dużą skalę wydobywano węgiel brunatny. Najstarszym z nich jest kopalnia i elektrownia Turów, w której wydobycie prowadzili Niemcy jeszcze przed wybuchem drugiej wojny światowej.
Po 1947 roku wojska rosyjskie kopalnię przekazały władzom polskim. Drugim ośrodkiem był rejon koniński gdzie w latach sześćdziesiątych minionego wieku zbudowano okręg przemysłowo – górniczy Pątnów –Adamów –Konin (PAK). Trzecie centrum tego przemysłu zbudowane zostało w centrum kraju, co znacznie ułatwiało doprowadzenie z niego energii wszędzie, gdzie była ona potrzebna.
Po przystąpieniu Polski do UE oraz zaakceptowaniu polityki klimatycznej skutkującej opłatami za emisję dwutlenku węgla, kopalnie i elektrownie te postanowiono zlikwidować, po wyczerpaniu ich zasobów eksploatacyjnych. Wycofanie z systemu energetycznego zasilania w granicach 20 – 30 procent krajowej produkcji energii elektrycznej stało się wtedy stosunkowo łatwym wyzwaniem energetycznym, gdyż zlikwidowaną moc elektrowni postanowiono uzupełnić odnawialnymi źródłami energii (OZE).
Bez elektrowni Konin – Bełchatów – Turów
Na pierwszy ogień likwidacyjny poszły najmniejsze kopalnie i elektrownie w rejonie Konina o mocy 1168 MW, co w kwietniu tego roku ostatecznie stało się faktem. Podjęto już decyzje o likwidacji największej tego rodzaju elektrowni w Polsce i w Europie, jakim jest bełchatowski kompleks górniczo – energetyczny. Wygaszanie tamtejszej elektrowni o mocy 5100 MW zostanie zrealizowane w latach 2030 – 2036. Niepewny los dotyczy też ostatniej kopalni Turów o mocy 2000 MW.
Podczas tegorocznego Europejskiego Kongresu Gospodarczego głos na ten temat zabrał burmistrz Zgorzelca Rafał Gronicz. Powiedział on, że perspektywa funkcjonowania kopalni powoli dobiega końca. Względy ekonomiczne powodują, że Turów będzie działał jeszcze może 10 lat, maksymalnie 15 lat. Choć formalnie Kopalnia Turów ma funkcjonować jeszcze niemal dwie dekady, coraz więcej wskazuje na to, że jej los może rozstrzygnąć się znacznie szybciej. Coraz liczniejsze krajowe media podają, że w rządowych kuluarach mówi się o scenariuszu zamknięcia tej kopalni już w latach 2030 –2035.
Energetyczna luka
Moc bełchatowskiej elektrowni ma zastąpić pierwsza krajowa elektrownia jądrowa budowana na Pomorzu. Składa się ona z trzech reaktorów, o mocy 1250 MW każdego z nich. Pierwszy z nich ma być uruchomiony w 2036 roku, czyli w chwili zamknięcia ostatniego bloku w Bełchatowie. Jest to plan na styk, z luką na lata 2030 – 36., kiedy bezpowrotnie ubędzie owe 5100 MW. Lukę tę usiłuje się zastąpić elektrowniami gazowymi, co może się udać pod warunkiem, że nie będzie problemów z jego dostawami.
Warunek ten jest aktualnie testowany w Cieśninie Ormuz i wszystko wskazuje, że konflikt irańsko – izraelsko – amerykański przechodził będzie różne jeszcze koleje, Dlatego perspektywy dostaw z tego kierunku dla nowych elektrowni stoją pod znakiem zapytania.
To jeszcze bardziej może pogłębić wspomnianą lukę mocy związaną z likwidacjąenergetyki opartej na węglu brunatnym, a mocą pierwszej elektrowni jądrowej, która, ubytek ten pokrywa zaledwie w 50 procentach. Rezultatem mogą być trudności ze zbilansowaniem zapotrzebowania na energię w latach 2030 – 36. W niekorzystnej sytuacji okres ten może się jeszcze przedłużyć.
Powrót zawsze możliwy
Dodać do tego trzeba, że energia wytwarzana z węgla brunatnego była najtańsza, oczywiście przed wprowadzeniem opłat za emisje. Definitywnie żegnając się z energetyką opartą na węglu brunatnym zauważyć trzeba, że zawsze możemy do niej powrócić. Geologiczne zasoby bilansowe węgli brunatnych na koniec 2024 r. wyniosły około 23 miliardy ton., Przyjmując, że tylko połowa tych zasobów będzie miała charakter przemysłowy, przy jego dotychczasowej największej skali wydobycia wynoszącej 60 milionów ton rocznie, daje to na razie tylko teoretyczną możliwość istnienia tych elektrowni przez około 200 następnych lat.

