Oficjalny harmonogram zakłada, że ostatnia kopalnia węgla kamiennego w Polsce zakończy działalność w 2049 roku. Coraz więcej analiz i prognoz rynkowych wskazuje jednak, że ekonomia może okazać się silniejsza niż polityczne deklaracje. Część ekspertów przewiduje, że już w 2030 roku w kraju pozostaną zaledwie trzy do czterech kopalń, a pełne odejście od węgla w energetyce może nastąpić około 2035 roku. Rosnące koszty wydobycia, presja unijnego systemu handlu emisjami (ETS), dynamiczny rozwój tańszych odnawialnych źródeł energii oraz malejące zapotrzebowanie na węgiel ze strony elektrowni sprawiają, że utrzymywanie nierentownego sektora do połowy wieku staje się coraz mniej realne.
Przez dekady węgiel kamienny i brunatny stanowiły podstawę polskiego bezpieczeństwa energetycznego oraz były jednym z filarów gospodarki regionu Śląska.Jeszcze w 2015 roku udział węgla w produkcji energii elektrycznej w Polsce wynosił około 80 procent. W ciągu zaledwie ośmiu lat, do 2023 roku, spadł on do rekordowo niskiego poziomu 61 procent, co oznaczało tempo redukcji dwukrotnie szybsze niż w poprzednich okresach. Proces ten przyspieszył jeszcze bardziej w kolejnych latach, prowadząc do bezprecedensowych zmian w strukturze krajowego miksu energetycznego.
Kluczowym dokumentiem określającym perspektywę czasową polskiego górnictwa jest umowa społeczna parafowana w kwietniu 2021 roku przez przedstawicieli rządu i związków zawodowych. Dokument ten zakłada stopniowe wygaszanie kopalń węgla energetycznego do 2049 roku, przy czym budżet państwa ma dopłacać do redukcji mocy produkcyjnych w kopalniach przez cały ten okres. Umowa przewiduje również ustawowe gwarancje pracy dla obecnie zatrudnionych górników do emerytury lub osłony socjalne w postaci płatnych w 80 procentach urlopów przedemerytalnych oraz jednorazowych odpraw pieniężnych w wysokości 120 tysięcy złotych.
Porozumienie obejmuje także warte łącznie ponad 16 miliardów złotych inwestycje w czyste technologie węglowe oraz powołanie specjalnego Funduszu Transformacji Śląska z 500-milionowym kapitałem początkowym i gwarancjami na kolejny miliard złotych. Wejście umowy w życie było jednak uzależnione od zgody Komisji Europejskiej na pomoc publiczną dla kopalń, w tym dopłaty do redukcji zdolności produkcyjnych oraz finansowanie osłon socjalnych.
Rok 2049 został wybrany jako data docelowa przede wszystkim ze względów społecznych, a nie ekonomicznych. Miało to na celu ograniczenie ryzyka gwałtownego wstrząsu na Śląsku i rozłożenie transformacji na tyle długi okres, aby umożliwić stopniowe przekwalifikowanie pracowników i dywersyfikację gospodarki regionu. Górnictwo nadal pozostaje bowiem ważnym sektorem politycznym i społecznym, szczególnie w województwie śląskim, gdzie koncentruje się większość kopalń i gdzie pracę w przemyśle wydobywczym i okołogórniczym znajdują dziesiątki tysięcy osób.
Dynamiczny spadek wydobycia i zmiana realiów rynkowych
Dane dotyczące faktycznego wydobycia węgla kamiennego w Polsce w ostatnich latach pokazują jednak obraz daleko odbiegający od politycznych deklaracji. Według analiz fundacji Instrat, wydobycie węgla kamiennego w Polsce spadło w ciągu trzech lat aż o 20 procent. Szczególnie dramatycznie wygląda sytuacja Polskiej Grupy Górniczej, największej spółki górniczej w Europie. W 2024 roku PGG wydobyła 17,3 miliona ton węgla, czyli aż o 4 miliony ton mniej niż w roku poprzednim, co oznacza spadek o 18 procent i jest największym spadkiem w jej historii.
Spółka ta kontroluje około 45 procent krajowego wydobycia węgla energetycznego, posiada siedem kopalń i zatrudnia około 36 tysięcy osób. Jednocześnie to właśnie PGG otrzymuje największe dotacje z budżetu państwa, co pokazuje, jak kosztowne dla finansów publicznych jest utrzymywanie nierentownego sektora. W pierwszej połowie 2024 roku wydobycie węgla kamiennego w niektórych miesiącach spadało poniżej 3,11 miliona ton, co jest drugim najgorszym wynikiem w historii.
Dane te potwierdzają, że nawet przy formalnym utrzymywaniu harmonogramu wygaszania do 2049 roku, rzeczywiste tempo redukcji wydobycia jest znacznie szybsze. Górnictwo węglowe w Polsce znajduje się w poważnym odwrocie, a przyczyny tego stanu rzeczy mają charakter strukturalny, a nie koniunkturalny.
Prognozy zapotrzebowania na węgiel
Kluczowym argumentem przemawiającym za przyspieszeniem odejścia od węgla są prognozy dotyczące przyszłego zapotrzebowania na to paliwo w polskiej energetyce. Obecnie w Polsce używa się około 40 milionów ton węgla rocznie na potrzeby elektrowni i elektrociepłowni. Z prognoz Instytutu Instrat wynika, że w 2030 roku zapotrzebowanie to może wynosić już tylko 15 milionów ton.
Jeszcze bardziej szczegółowe wyliczenia zawiera najnowsza, ambitniejsza wersja Krajowego Planu na rzecz Energii i Klimatu, która powstała przy pomocy modeli wykonanych przez Agencję Rynku Energii oraz Krajowy Ośrodek Bilansowania i Zarządzania Emisjami. Zgodnie z tymi prognozami, w 2023 roku zużycie węgla w elektrowniach sięgnęło 24 milionów ton, a w ciepłowniach i elektrociepłowniach kolejne 13 milionów ton. Model KPEiK wyliczył natomiast, że w 2030 roku elektrownie spalą już tylko 16–17 milionów ton, a łączne zużycie węgla energetycznego wyniesie zaledwie 25 milionów ton. W 2035 roku elektrownie mają spalić 8 milionów ton, a w 2040 roku zaledwie 3 miliony ton.
Dla porównania, zgodnie z założeniami umowy społecznej wydobycie węgla w 2030 roku miało jeszcze przekraczać 30 milionów ton. Różnica między rzeczywistymi trendami a politycznymi deklaracjami jest więc ogromna. Nowe prognozy oznaczają, że już za kilka lata popyt na węgiel spadnie tak drastycznie, że utrzymywanie większości obecnie działających kopalń stanie się ekonomicznie nieuzasadnione.
Presja unijnego systemu ETS
System handlu uprawnieniami do emisji CO₂ (EU ETS) jest jednym z najsilniejszych czynników przyspieszających odejście od węgla w Polsce. Polskie elektrownie, które wciąż w dużej mierze opierają się na węglu, muszą kupować na giełdzie uprawnienia do emisji, a koszty te przerzucają następnie na odbiorców energii. W marcu 2025 roku ceny uprawnień kształtowały się w przedziale około 65–72 euro za tonę, jednak prognozy wskazują, że mogą one wzrosnąć do 98 euro za tonę w 2025 roku i nawet 188 euro za tonę w 2030 roku.
Dla elektrowni węglowych, które emitują ogromne ilości CO₂ w przeliczeniu na wyprodukowaną energię elektryczną, oznacza to dramatyczny wzrost kosztów operacyjnych. Energetyka węglowa traci więc konkurencyjność nie tylko wobec odnawialnych źródeł energii, ale także wobec elektrowni gazowych, które emitują znacznie mniej CO₂ na jednostkę wytworzonej energii. W miarę jak rosną ceny uprawnień, elektrownie węglowe pracują coraz krócej i wytwarzają coraz mniej energii, co dodatkowo ogranicza popyt na węgiel z kopalń.
Dodatkowym obciążeniem jest planowane wdrożenie systemu ETS2, który ma objąć emisje z ogrzewania budynków i transportu. Polska, wraz z dziewięcioma innymi państwami UE, domaga się przeglądu systemu ETS oraz wydłużenia bezpłatnych uprawnień dla przemysłu po 2034 roku, argumentując, że obecny system zagraża konkurencyjności europejskiego sektora produkcyjnego. Premier Donald Tusk zabiegał w Brukseli o zmianę zasad ETS1 oraz odroczenie wdrożenia ETS2 co najmniej do 2030 roku. Opóźnienie wdrożenia ETS2 do 2028 roku, już wcześniej uzgodnione, jest przedstawiane przez rząd jako sukces negocjacyjny, jednak stanowi jedynie przesunięcie w czasie nieuchronnych zmian.
Koniec ery węgla na horyzoncie
Najbardziej spektakularnym dowodem na przyspieszoną transformację polskiej energetyki są dane dotyczące rozwoju odnawialnych źródeł energii. Rok 2025 przyniósł historyczny przełom – po raz pierwszy w historii Polski odnawialne źródła energii wyprodukowały w ciągu miesiąca więcej prądu niż elektrownie węglowe. W czerwcu 2025 roku OZE odpowiadały za 44,1 procent całkowitej produkcji energii elektrycznej, podczas gdy węgiel kamienny i brunatny łącznie wyprodukowały 43,7 procent energii. Drugi kwartał 2025 roku był pierwszym w historii, w którym udział węgla w miksie energetycznym spadł poniżej 50 procent, osiągając poziom 45,2 procent – w porównaniu do 56,4 procent w analogicznym okresie roku poprzedniego.
W skali całego 2025 roku udział węgla w produkcji energii elektrycznej wyniósł 52,6 procent. Oznacza to, że przez sześć miesięcy 2025 roku udział węgla utrzymywał się poniżej 50 procent, co jest sytuacją bezprecedensową. Źródła odnawialne odpowiadały za 31,5 procent produkcji energii, gaz ziemny za 14,1 procent, a inne paliwa kopalne za 1,8 procent. W ujęciu bezwzględnym węgiel kamienny wciąż zajmuje pierwsze miejsce w miksie energetycznym (57,3 terawatogodziny), przed węglem brunatnym (33,5 TWh), gazem ziemnym (24,3 TWh), lądową energetyką wiatrową (23,6 TWh) i fotowoltaiką (20,5 TWh).
Największym motorem transformacji jest fotowoltaika, która na koniec kwietnia 2025 roku osiągnęła moc zainstalowaną 22,3 gigawata, co stanowi 64 procent wszystkich mocy OZE. Dla porównania, jeszcze w 2019 roku moc zainstalowana fotowoltaiki wynosiła zaledwie 1,3 gigawata – w ciągu sześciu lat wzrosła więc prawie 18-krotnie. W 2025 roku przybyło 4,8 gigawata nowych mocy PV, a takie tempo przyrostu utrzymuje się już czwarty rok z rzędu. Druga pod względem wielkości jest energetyka wiatrowa z mocą 10,2 gigawata (29,3 procent mocy OZE). W czerwcu 2025 roku średnia generacja z wiatru wyniosła 2,9 gigawata, co stanowiło wzrost o 93 procent w porównaniu do czerwca 2024 roku.
Na koniec 2025 roku udział OZE w mocy zainstalowanej przekroczył 50 procent, co jest kolejnym historycznym progiem. Osiągalna moc źródeł wiatrowych i innych odnawialnych zwiększyła się z około 26 do 37 gigawatów, przy średnim rocznym krajowym zapotrzebowaniu na poziomie około 30–35 gigawatów. Oznacza to, że Polska dysponuje już potencjałem do pokrycia całego zapotrzebowania na energię elektryczną ze źródeł odnawialnych w sprzyjających warunkach pogodowych, choć w praktyce konieczne jest utrzymywanie stabilnych, dyspozycyjnych mocy węglowych i gazowych na okresy bez wiatru i słońca.
Spadek znaczenia węgla w energetyce
Dla kopalń kluczowym problemem jest to, że spalanie węgla w elektrowniach spada nie tylko ze względu na rozwój OZE, ale także ze względu na rosnącą rolę gazu ziemnego. W 2024 i 2025 roku największy wzrost udziału w miksie energetycznym zanotowano właśnie dla gazu ziemnego (o ponad 2 punkty procentowe). Jest to związane między innymi z oddaniem do użytku nowych bloków gazowych latem 2024 roku oraz dalszymi spadkami cen gazu na rynkach światowych. W 2025 roku węgiel kamienny wygenerował 57,3 TWh energii (spadek o 1,8 TWh w porównaniu z 2024 rokiem), a węgiel brunatny 33,5 TWh (spadek o 2,6 TWh). Produkcja z węgla była zastępowana energią z gazu oraz z instalacji fotowoltaicznych.
W praktyce oznacza to, że elektrownie węglowe pracują coraz krócej i są uruchamiane głównie w okresach szczytowego zapotrzebowania lub gdy warunki pogodowe nie sprzyjają generacji z OZE. Modele ekonomiczne elektrowni węglowych, które zakładają pracę w podstawie systemu przez tysiące godzin w roku, przestają się sprawdzać. Im krócej pracuje elektrownia, tym wyższy jest jednostkowy koszt wytworzenia energii, ponieważ koszty stałe (amortyzacja, utrzymanie, obsługa) rozkładają się na mniejszą liczbę wyprodukowanych megawatogodzin. To z kolei sprawia, że jeszcze więcej elektrowni staje się nieopłacalnych i wymaga wyłączenia.
Prognozy Forum Energii wskazują, że po 2025 roku węgiel będzie wychodził z polskiego systemu energetycznego falami. W miarę wyłączania kolejnych bloków węglowych, które stają się nieopłacalne, zmniejszać się będzie popyt na węgiel z kopalń, co będzie wymuszać dalsze restrukturyzacje i zamykanie zakładów wydobywczych. Proces ten ma charakter samonapędzający się – spadek popytu na węgiel podnosi koszty jednostkowe wydobycia, co czyni węgiel jeszcze mniej konkurencyjnym wobec innych źródeł energii, co z kolei przyspiesza spadek popytu.
3 do 4 kopalń w 2030 roku
W obliczu tych trendów coraz więcej ekspertów i instytucji analitycznych kwestionuje realność utrzymywania górnictwa do 2049 roku. Fundacja Instrat, zajmująca się analizami transformacji energetycznej, ocenia wprost, że jeśli tempo zamykania kopalń będzie dyktowane przez rynek, a nie przez dotacje z budżetu państwa, to w 2030 roku w Polsce pozostaną zaledwie trzy do czterech kopalń węgla kamiennego.
Eksperci argumentują, że malejące zapotrzebowanie na węgiel kamienny sprawia, że rewizja dat zamykania kopalń zapisanych w umowie społecznej jest po prostu niezbędna. Obecne zapisy, zakładające wydobycie węgla jeszcze do połowy wieku, są przy obecnych trendach nierealne. Według prognoz Instratu, zapotrzebowanie na węgiel w energetyce spadnie z obecnych około 40 milionów ton do zaledwie 15 milionów ton w 2030 roku. Przy tak niskim popycie nie ma ekonomicznego uzasadnienia dla utrzymywania kilkunastu kopalń, zwłaszcza tych najbardziej kosztownych i o najgorszych warunkach geologicznych.
Michał Hetmański, prezes i współzałożyciel Instratu, komentując sytuację Polskiej Grupy Górniczej, wskazuje, że górnictwo węgla kamiennego energetycznego musi się odchudzić o kilka kopalń, aby w tych, które pozostaną aktywne, wydobywać węgiel po niższej cenie jednostkowej i zgodnie z popytem. Konieczne są zatem działania restrukturyzacyjne i aktualizacja starego harmonogramu zamykania kopalń, który nie przewiduje poważnych zmian aż do późnych lat trzydziestych.
Podobne wnioski płyną z analiz przygotowanych na potrzeby Krajowego Planu dla Energii i Klimatu. Zgodnie z przyjętym przez rząd scenariuszem ambitnej polityki klimatycznej, w 2030 roku zużycie węgla kamiennego w energetyce ma spaść o połowę, a w 2035 roku elektrownie spalą już tylko 8 milionów ton węgla. Przy tak niskim zużyciu, wydobycie na poziomie umożliwiającym utrzymanie kilkunastu kopalń jest niemożliwe. W praktyce oznacza to, że transformacja polskiego górnictwa będzie musiała zostać znacząco przyspieszona, niezależnie od politycznych deklaracji i uzgodnień ze związkami zawodowymi.
Transformacja Śląska
Największym i najbardziej bolesnym wyzwaniem związanym z przyspieszonym odejściem od węgla jest transformacja województwa śląskiego, regionu który przez dziesięciolecia rozwijał się wokół przemysłu wydobywczego i ciężkiego. Dlatego transformacja nie dotyczy wyłącznie energetyki, ale całego modelu gospodarczego regionu – rynku pracy, inwestycji przemysłowych, infrastruktury i usług.
Zgodnie z umową społeczną, górnicy zatrudnieni w kopalniach podlegających wygaszeniu mają otrzymać ustawowe gwarancje pracy do emerytury lub osłony socjalne w postaci urlopów przedemerytalnych (płatnych w wysokości 80 procent wynagrodzenia) oraz jednorazowych odpraw pieniężnych w wysokości 120 tysięcy złotych. Dla obecnie zatrudnionych około 36 tysięcy pracowników PGG oraz tysięcy pracowników pozostałych spółek górniczych, transformacja oznaczać będzie konieczność zmiany zawodu, przekwalifikowania lub skorzystania z osłon socjalnych.
Unia Europejska przeznaczyła miliardy euro na Fundusz Sprawiedliwej Transformacji, który ma wspierać regiony odchodzące od węgla. Fundusz ten jest finansowany ze środków unijnych i ma na celu finansowanie nowych inwestycji, szkoleń oraz rozwój alternatywnych branż przemysłowych na terenach pogórniczych. Powołany został również Fundusz Transformacji Województwa Śląskiego, do którego spłynęło już ponad 60 propozycji od firm i samorządów dotyczących transformacji regionu.
Inwestycje mają na celu dywersyfikację działalności gospodarczej i tworzenie nowych miejsc pracy w branżach takich jak nowoczesne usługi, technologie informacyjne, logistyka, produkcja baterii i komponentów dla elektromobilności, a także przemysł lotniczy i kosmiczny. W efekcie, według założeń projektowych, 16 dużych firm ma przeprowadzić dywersyfikację działalności, a 1 324 osoby mają mieć zapewnione zatrudnienie w nowych sektorach. Czy te liczby są wystarczające wobec skali wyzwań, przed którymi stoi region, okaże się w najbliższych latach.
Stanowiska polityczne
Temat przyspieszenia odejścia od węgla i zmiany umowy społecznej jest obecnie przedmiotem dyskusji politycznej. Wiceminister energii Szymon Majewski stwierdził w lutym 2026 roku, że umowa społeczna z górnictwem może być zmieniona, dodając, że „nie istnieje gotowy scenariusz” dla transformacji sektora. Wypowiedź ta jest pierwszym sygnałem ze strony rządu, że oficjalny harmonogram wygaszania kopalń do 2049 roku może zostać zrewidowany.
Jednocześnie prezydent Karol Nawrocki wystąpił z postulatem wyjścia Polski z systemu ETS, powołując się na wpływ systemu na ceny energii i związany z tym odpływ przemysłu za granicę. Podobne pomysły głosi Przemysław Czarnek, kandydat na premiera głównej partii opozycyjnej PiS. Od wielu lat postulują to też środowiska Konfederacji. Postulaty te, choć politycznie nośne, są jednak mało realne ze względu na mechanizmy unijne – wystąpienie z ETS oznaczałoby praktycznie wystąpienie z Unii Europejskiej, a takie rozwiązanie nie znajduje się w programie żadnej z głównych sił politycznych.
Bardziej realistyczne są działania rządu Donalda Tuska, który zabiega w Brukseli o zmianę zasad ETS1 oraz odroczenie wdrożenia ETS2 co najmniej do 2030 roku. Dziesięć państw UE, w tym Polska, domaga się przeglądu ETS1 oraz wydłużenia bezpłatnych uprawnień dla przemysłu po 2034 roku, argumentując, że obecny system zagraża konkurencyjności europejskiego sektora produkcyjnego. Są to działania mające na celu złagodzenie skutków transformacji, a nie zatrzymanie jej.
Orlen, największy polski koncern energetyczny, zadeklarował chęć odejścia od węgla do 2035 roku. Do 2030 roku Orlen chce obniżyć o 25 procent emisje w sektorach rafinerii, wydobycia i energetyki. To deklaracja ze strony kluczowego podmiotu energetycznego, która wskazuje, że nawet bez zmiany oficjalnego harmonogramu wygaszania kopalń, najwięksi odbiorcy węgla będą stopniowo ograniczać jego zużycie, wymuszając restrukturyzację podaży.

