Polska jednym z najbardziej suchych krajów Europy. 1,5 tys. m³ wody na osobę

Polska ma jedne z najniższych zasobów wody w Europie – około 1,5-1,6 tys. m³ na osobę rocznie, podczas gdy średnia unijna to 4,5 tys. m³. Huty, elektrownie, rafinerie i zakłady chemiczne zużywają ogromne ilości wody jako medium chłodzącego, procesowego i transportowego, a deficyt wodny nie jest wyceniony w żadnym modelu ryzyka kredytowego. W 2024 roku susza w Wielkopolsce zmusiła zakłady przetwórstwa rolno-spożywczego do ograniczenia produkcji.

  • Deficyt wodny to realne ryzyko operacyjne, które nie jest zarządzane. Elektrownia o mocy 1000 MW zużywa rocznie 50-100 mln m³ wody, a przeciętna stalownia – dziesiątki tysięcy metrów sześciennych na dobę. W przypadku braku wody chłodzącej zakłady muszą być wyłączone w trybie awaryjnym, co generuje straty setek tysięcy złotych za godzinę postoju. Woda butelkowana dla procesów technologicznych jest 10-20 razy droższa od ujęć własnych.
  • Polska mapa suszy wskazuje regiony najbardziej zagrożone. Wielkopolska i Kujawy – o najniższych zasobach wodnych – są szczególnie wrażliwe ze względu na intensywne rolnictwo, cukrownictwo i przetwórstwo. Górnośląskie Zagłębie Węglowe z przemysłem ciężkim, Dolny Śląsk z hutami i elektrowniami oraz Mazowsze z presją aglomeracji warszawskiej zamykają listę regionów, gdzie deficyt może uderzyć najszybciej. Elektrownie w Turowie, Bełchatowie, Kozienicach, Połańcu, Opolu i Dolnej Odrze to kluczowa infrastruktura krytyczna najbardziej narażona.
  • Woda jest niewidzialna w raportach ryzyka i modelach finansowych. Nie podlega obowiązkowym raportom na poziomie unijnym, a opłaty za pobór są niskie i nie zawierają składnika ryzyka. Banki nie pytają o scenariusze awaryjne dla wody, a ratingi nie uwzględniają ryzyka wodnego. Brak mapy wskazującej zakłady narażone na deficyt, brak dywersyfikacji źródeł i brak priorytetyzacji odbiorców oznaczają, że pierwsza długa susza może przerodzić się w kryzys systemowy z falą niewypłacalności.

Aby zrozumieć, dlaczego woda jest surowcem krytycznym, trzeba wyjść poza wyobrażenie kranu w zakładzie produkcyjnym. Dla przemysłu woda pełni funkcje znacznie szersze i często krytyczne dla ciągłości procesu. Największym i najbardziej krytycznym zastosowaniem jest chłodzenie. Elektrownie, w tym te węglowe, które wciąż dominują w polskim miksie energetycznym, huty, rafinerie, chłodnie przemysłowe i zakłady chemiczne wymagają stałego, dużego przepływu wody do odprowadzania ciepła. Przerwa w dostawie wody chłodzącej w zakładzie energochłonnym oznacza konieczność natychmiastowego, kontrolowanego wyłączenia procesu, co wiąże się z ryzykiem uszkodzenia urządzeń i stratami produkcyjnymi sięgającymi setek tysięcy złotych za godzinę postoju.

Woda jest również podstawowym medium w systemach parowych. W przemyśle spożywczym, farmaceutycznym i chemicznym para służy nie tylko do ogrzewania, ale także do sterylizacji, suszenia i prowadzenia reakcji chemicznych. W przemyśle spożywczym, piwowarstwie, farmaceutycznym czy w produkcji wodoru w procesie elektrolizy woda jest bezpośrednim składnikiem produktu końcowego. Jej jakość musi być odpowiednia – w przypadku elektrolizy wymagana jest woda o wysokiej czystości, której produkcja sama w sobie jest energochłonna. Woda w postaci zawiesin wodnych transportuje węgiel, rudy metali czy odpady, a w przemyśle wydobywczym jest to kluczowy element technologii.

Nie można też zapominać o zmywaniu, płukaniu i czyszczeniu. W przemyśle spożywczym, farmaceutycznym, chemicznym i elektronicznym stanowi to krytyczny etap zapewniający jakość i bezpieczeństwo produktów. Linie produkcyjne muszą być myte między partiami – przerwa w dostawie wody może oznaczać niemożność utrzymania standardów i konieczność zatrzymania produkcji.

Skala zużycia jest ogromna. Przeciętna stalownia może zużywać dziesiątki tysięcy metrów sześciennych wody na dobę. Chłodnia przemysłowa o mocy 10 MW – nawet kilka tysięcy. Elektrownia o mocy 1000 MW – ponad 50-100 mln m³ rocznie, w zależności od układu chłodzenia. To skala, która czyni wodę surowcem porównywalnym wolumenowo z węglem czy rudą – tyle że w przypadku wody nie ma zapasów.

Ukryte uzależnienie. Co się dzieje, gdy wody brakuje?

Deficyt wody może przyjąć dwie formy: ilościową, czyli fizyczny brak wody, lub jakościową, gdy woda jest, ale nie nadaje się do użytku ze względu na zanieczyszczenie, temperaturę lub skład chemiczny. Dla przemysłu obie są równie groźne. W przypadku braku wody chłodzącej zakłady energochłonne muszą zostać wyłączone w trybie awaryjnym. Dla huty czy rafinerii oznacza to straty sięgające setek tysięcy złotych za godzinę postoju. Do tego dochodzi ryzyko przegrzania kluczowych urządzeń, takich jak piece, turbiny czy sprężarki, w wyniku przerwania dopływu wody chłodzącej. Może to doprowadzić do kosztownych awarii i wydłużyć czas przestoju z godzin do tygodni.

W sytuacji deficytu zakłady są zmuszone do zakupu wody z beczkowozów lub korzystania z zastępczych ujęć, co może podnieść koszty operacyjne nawet 10-20 krotnie. Woda butelkowana dla procesów technologicznych to wydatek rzędu kilkudziesięciu złotych za metr sześcienny wobec kilku złotych w przypadku ujęć własnych. Pobór wody w czasie suszy może spotkać się z protestami społecznymi, a ograniczenia administracyjne w postaci zakazów poboru mogą zostać nałożone w trybie natychmiastowym.

Polska ma już za sobą pierwsze doświadczenia kryzysów wodnych w przemyśle. W 2024 roku długotrwała susza w Wielkopolsce zmusiła kilka zakładów przetwórstwa rolno-spożywczego do ograniczenia produkcji z powodu obniżenia poziomu wód gruntowych. Najbardziej ucierpiały mniejsze zakłady, które nie posiadają własnych ujęć głębinowych i są uzależnione od sieci wodociągowej. W 2022 roku rekordowo niski poziom wód w rzekach na Górnym Śląsku wymusił ograniczenie poboru wody przemysłowej w niektórych kopalniach, co bezpośrednio wpłynęło na wydobycie. Choć sytuacja była zarządzalna, ujawniła kruchość systemu, w którym większość zakładów nie ma rezerwowych źródeł zaopatrzenia. Kryzys na Odrze w tym samym roku, choć jego przyczyną była głównie katastrofa ekologiczna, pokazał, że dla zakładów zlokalizowanych nad rzeką ograniczenie możliwości poboru wody na cele technologiczne stanowi realne ryzyko, które może się powtórzyć przy kolejnych zanieczyszczeniach.

Zapisz się do newslettera!

Polska mapa suszy. Regiony, w których woda kończy się najszybciej

Polska od lat zmaga się z narastającym deficytem wodnym. Średnie zasoby wody na mieszkańca należą do najniższych w Europie – około 1,5-1,6 tys. m³ na osobę rocznie, co plasuje nas w gronie krajów zagrożonych niedoborem wody. Dla porównania, średnia europejska to około 4,5 tys. m³, a w krajach skandynawskich przekracza 20 tys. m³. Oznacza to, że Polska jest jednym z najbardziej suchych krajów kontynentu – a problem będzie się pogłębiał.

Wielkopolska to region, który od wieków boryka się z najniższymi zasobami wodnymi w Polsce. Intensywne rolnictwo i długotrwałe susze sprawiają, że to właśnie tam zlokalizowane są zakłady rolno-spożywcze, cukrownie i przetwórnie owocowo-warzywne, które są szczególnie narażone na deficyt wody. Kujawy to kolejny region o niskich opadach, intensywnym użytkowaniu rolniczym i deficycie wód powierzchniowych, gdzie działa przemysł spożywczy, chemiczny i energetyka. Górnośląskie Zagłębie Węglowe charakteryzuje się wysokim zużyciem wody w przemyśle ciężkim, zanieczyszczeniem wód i presją na systemy chłodzenia – to tam swoje zakłady mają górnictwo, hutnictwo, energetyka i chemia. Dolny Śląsk to region, w którym przemysł energochłonny, huty, zakłady chemiczne i papiernictwo intensywnie pobierają wodę z Nysy Kłodzkiej i Odry. Mazowsze z kolei, z wysoką presją ze strony aglomeracji warszawskiej i intensywnym poborem wód podziemnych, to lokalizacja przemysłu spożywczego, farmaceutycznego i elektronicznego.

Kluczową infrastrukturą krytyczną, która może okazać się pierwszym punktem zapalnym, są elektrownie z chłodzeniem obiegowym. Elektrownie w Turowie, Bełchatowie, Kozienicach, Połańcu, Opolu czy Dolnej Odrze zużywają ogromne ilości wody, często z tych samych rzek, z których korzystają inne gałęzie przemysłu i rolnictwo. W perspektywie suszy to właśnie one mogą być zmuszone do ograniczenia produkcji – co oznaczałoby zagrożenie dla stabilności systemu elektroenergetycznego.

Dlaczego woda jest niewidzialna w raportach ryzyka?

Mimo że deficyt wodny jest jednym z najbardziej przewidywalnych ryzyk związanych ze zmianą klimatu, w polskim systemie zarządzania ryzykiem przemysłowym woda jest niemal niewidoczna. W przeciwieństwie do emisji CO₂, zużycie wody nie podlega obowiązkowym raportom na poziomie unijnym ani krajowym. W ramach dyrektywy CSRD przedsiębiorstwa będą musiały raportować wpływ na zasoby wodne, ale pierwsze pełne raporty pojawią się dopiero za kilka lat.

Cena wody nie odzwierciedla ryzyka. Woda z ujęć własnych, takich jak studnie głębinowe czy pobory powierzchniowe, jest w Polsce relatywnie tania. Opłaty za pobór są niskie i nie zawierają składnika ryzyka – nie ma więc bodźca ekonomicznego do ograniczania zużycia. Nie istnieje publicznie dostępna mapa, która wskazywałaby, które zakłady przemysłowe są najbardziej narażone na deficyt wody, gdzie znajdują się węzły krytyczne i jakie są między nimi zależności.

W większości polskich zakładów przemysłowych plany awaryjne przewidują scenariusze przerw w dostawie prądu czy gazu, ale rzadko uwzględniają deficyt wody jako osobne ryzyko. Woda pojawia się najczęściej w kontekście awarii sieci wodociągowej, nie zaś długotrwałego deficytu surowca. W standardowych ramach zarządzania ciągłością działania woda nie figuruje w kategorii surowców krytycznych obok energii, paliw czy surowców podstawowych. Nie ma więc procedur uruchamiania rezerw, dywersyfikacji źródeł czy priorytetyzacji odbiorców. W efekcie polski przemysł funkcjonuje w przekonaniu, że woda będzie dostępna zawsze, niezależnie od pory roku i warunków klimatycznych. A to przekonanie może zostać brutalnie zweryfikowane w ciągu najbliższych 5-10 lat.

Woda w modelach finansowych. Nierozpoznane ryzyko dla banków i inwestorów

Sytuacja jest o tyle groźna, że deficyt wodny nie jest wyceniony w żadnym powszechnie stosowanym modelu ryzyka kredytowego ani inwestycyjnego. Banki udzielające finansowania przemysłowi nie pytają o scenariusze awaryjne dla wody, a ratingi wiarygodności kredytowej nie zawierają składowej ryzyka wodnego. Dla inwestorów oznacza to, że mogą trzymać w portfelach aktywa, których wartość może runąć w przypadku przedłużającej się suszy – bez żadnego ostrzeżenia w raportach finansowych.

Główne ryzyka nieuwzględnione w modelach finansowych to ryzyko operacyjne w postaci przerw w produkcji i uszkodzeń urządzeń, ryzyko regulacyjne związane z ograniczeniami poboru i podwyżkami opłat, ryzyko reputacyjne wynikające z konfliktów z lokalnymi społecznościami oraz ryzyko ubezpieczeniowe, czyli rosnące składki lub brak ubezpieczenia od skutków suszy.

Systemowa konsekwencja jest poważna. W sytuacji przedłużającej się suszy wiele zakładów przemysłowych może jednocześnie stanąć przed problemem braku wody – nie jako odosobnione zdarzenie, ale jako kryzys systemowy. Brak dywersyfikacji źródeł zaopatrzenia, brak rezerw i brak priorytetyzacji odbiorców oznaczają, że kryzys w jednym zakładzie może przerodzić się w kryzys całej gałęzi przemysłu w regionie. Banki, które finansują te zakłady, mogą zmierzyć się z falą niewypłacalności, która nie została uwzględniona w żadnym scenariuszu stresowym.

Co musi się wydarzyć, by woda trafiła do systemu?

Aby woda przestała być niewidzialnym surowcem, konieczne są zmiany na trzech poziomach: regulacyjnym, biznesowym i technologicznym. Dla rządu i regulatorów kluczowe jest opracowanie publicznie dostępnej mapy ryzyka wodnego, która wskazywałaby obszary szczególnego ryzyka deficytu wody oraz identyfikowała zakłady przemysłowe o krytycznym znaczeniu, które wymagają priorytetowego traktowania. Analogicznie do systemu monitorowania emisji CO₂, konieczne jest wprowadzenie obowiązku raportowania zużycia wody i źródeł zaopatrzenia dla zakładów przemysłowych o dużym poborze.

Opłaty za pobór wody powinny odzwierciedlać rzeczywiste ryzyko deficytu, a nie tylko koszty eksploatacji ujęć. Wprowadzenie systemu zachęt do inwestycji w technologie obiegu zamkniętego i magazynowanie wody deszczowej może znacząco zmienić podejście przemysłu do gospodarowania wodą. Niezbędne jest także opracowanie zasad priorytetyzacji dostaw wody w sytuacjach deficytowych, analogicznie do priorytetyzacji odbiorców energii.

Dla przemysłu i zarządzających zakładami niezbędne jest przeprowadzenie szczegółowego audytu wodnego, który pozwoli zidentyfikować procesy krytyczne i rezerwy. Uzależnienie od jednego ujęcia, na przykład rzeki, jest ryzykowne. Zakłady powinny rozważyć budowę własnych ujęć głębinowych, systemów magazynowania wody deszczowej lub umów rezerwowych z sąsiednimi zakładami. W wielu procesach możliwe jest wielokrotne wykorzystanie tej samej wody – inwestycje w systemy oczyszczania i recyrkulacji mogą radykalnie zmniejszyć zapotrzebowanie na wodę świeżą. Deficyt wody musi znaleźć się w planach ciągłości działania na równi z przerwami w dostawie prądu czy gazu.

Dla sektora finansowego konieczne jest włączenie ryzyka wodnego do scoringu kredytowego. Banki powinny oceniać narażenie finansowanych podmiotów na ryzyko deficytu wody i oferować preferencyjne warunki finansowania dla inwestycji w technologie redukujące zużycie wody i dywersyfikujące źródła zaopatrzenia. W ramach due diligence przed udzieleniem finansowania banki powinny wymagać przedstawienia planów awaryjnych dla wody.

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu