Eskalacja konfliktu w Zatoce Perskiej i potencjalne zamknięcie Cieśniny Ormuz grożą nie tylko wzrostem cen ropy i gazu, ale także globalnym szokiem nawozowym. Przez ten szlak przepływa około 1/3 światowego handlu mocznikiem – najpopularniejszym nawozem azotowym. Kraje Zatoki (Katar, Arabia Saudyjska, ZEA) dysponują najtańszym gazem ziemnym, kluczowym do produkcji nawozów. Zakłócenia dostaw gazu lub bezpośredni import nawozów z regionu uderzą w rolnictwo na całym świecie – od Indii po Brazylię. Skutki odczujemy z opóźnieniem, ale będą one dramatyczne: spadek plonów i wzrost cen żywności.
- Cieśnina Ormuz to nie tylko ropa i gaz. Szacuje się, że nawet około 1/3 światowego handlu mocznikiem (najczęściej stosowanym nawozem azotowym) przepływa właśnie przez ten szlak. Kraje Zatoki Perskiej – Katar, Arabia Saudyjska, ZEA – są potentatami w produkcji nawozów dzięki taniemu gazowi ziemnemu.
- Produkcja nawozów azotowych (proces Habera-Boscha) jest niezwykle energochłonna i wymaga ogromnych ilości gazu ziemnego. To z gazu pozyskuje się wodór, który łączy się z azotem, tworząc amoniak, a następnie mocznik. Bez tego procesu współczesne rolnictwo nie mogłoby wyżywić 8 miliardów ludzi.
- W razie blokady cieśniny skutki będą wielowymiarowe: wstrzymanie transportu gotowych nawozów, wzrost kosztów frachtu i ubezpieczeń oraz ograniczenie dostaw gazu dla fabryk nawozów w innych regionach świata. Nawet jeśli statki popłyną, będą to robić wolniej i drożej.
- Największym problemem jest opóźniona reakcja rynku. Ceny paliw rosną natychmiast, ale skutki niedoboru nawozów widoczne są dopiero w kolejnych sezonach rolniczych. Nawet niewielkie zmniejszenie dawek nawożenia azotowego może znacząco obniżyć plony podstawowych upraw (pszenicy, kukurydzy, ryżu).
- Kraje szczególnie wrażliwe na szok nawozowy to Indie (importują LNG z Zatoki do produkcji nawozów), Brazylia (ogromny importer nawozów pod soję i kukurydzę) oraz Afryka Subsaharyjska (gdzie zużycie nawozów jest już dziś niskie, a dalszy wzrost cen pogłębi problemy żywnościowe). Dodatkowym problemem może być ograniczenie dostaw siarki (produkt uboczny przerobu ropy i gazu), kluczowej dla odżywiania roślin.
Cieśnina Ormuz łączy Zatokę Perską z Morzem Arabskim i należy do najbardziej ruchliwych szlaków transportowych na świecie. Każdego dnia przepływają tędy ogromne ilości surowców energetycznych, ale także wiele innych produktów strategicznych dla światowej gospodarki. W tym również nawozy azotowe oraz surowce potrzebne do ich produkcji.
Szacuje się, że nawet około jedna trzecia światowego handlu mocznikiem – najczęściej stosowanym nawozem azotowym – odbywa się właśnie przez ten szlak. To sprawia, że jakiekolwiek zakłócenia w żegludze przez Ormuz natychmiast odbiją się na dostępności i cenach nawozów na globalnych rynkach.
Region Zatoki Perskiej od dekad rozwija potężny przemysł nawozowy. Kraje takie jak Katar, Arabia Saudyjska czy Zjednoczone Emiraty Arabskie zainwestowały miliardy dolarów w budowę instalacji do produkcji amoniaku i mocznika. Ich przewagą jest dostęp do jednego z najtańszych na świecie gazu ziemnego, który stanowi podstawowy surowiec dla przemysłu nawozowego. Blokada cieśniny oznaczałaby odcięcie tych gigantycznych mocy produkcyjnych od rynków zbytu w Azji, Afryce i Europie.
Gaz ziemny – ukryty fundament rolnictwa
Współczesne rolnictwo zależy nie tylko od gleby, wody i światła słonecznego. W ogromnym stopniu opiera się także na nawozach syntetycznych. Ich masowa produkcja stała się możliwa na początku XX wieku dzięki opracowaniu metody syntezy amoniaku z azotu atmosferycznego i wodoru. Proces ten, znany jako proces Habera-Boscha, zrewolucjonizował rolnictwo. Pozwolił na produkcję nawozów azotowych na skalę przemysłową, a tym samym na gwałtowny wzrost plonów podstawowych upraw – pszenicy, kukurydzy czy ryżu.
Produkcja amoniaku jest jednak bardzo energochłonna i wymaga ogromnych ilości gazu ziemnego. W uproszczeniu metan z gazu jest przekształcany w wodór, który następnie reaguje z azotem z powietrza. Powstaje amoniak, z którego produkuje się nawozy, przede wszystkim mocznik. Gaz ziemny stanowi więc ukryty fundament współczesnego rolnictwa.
To właśnie dzięki tym nawozom możliwe jest utrzymanie dzisiejszego poziomu produkcji żywności. Bez syntetycznego azotu globalne plony spadłyby dramatycznie. Szacuje się, że około połowa azotu w ludzkich ciałach pochodzi z syntetycznych nawozów wytworzonych w procesie Habera-Boscha. Bez tego procesu wyżywienie 8 miliardów ludzi na Ziemi byłoby niemożliwe.
Co stanie się w razie blokady? 3 poziomy zagrożenia
Jeśli konflikt doprowadzi do poważnych zakłóceń w żegludze przez cieśninę Ormuz, skutki nie ograniczą się do rynku energii. Można wyróżnić trzy poziomy zagrożeń.
Po pierwsze, transport amoniaku, mocznika oraz skroplonego gazu ziemnego może zostać wstrzymany lub znacznie spowolniony. Nawet jeśli statki będą nadal kursować, koszty transportu i ubezpieczenia gwałtownie wzrosną, co natychmiast przełoży się na ceny nawozów w portach docelowych. W przeszłości, podczas wcześniejszych kryzysów w regionie, ceny mocznika potrafiły skakać o kilkadziesiąt procent w ciągu kilku tygodni.
Po drugie, jeszcze poważniejszym problemem może być ograniczenie dostaw gazu dla fabryk nawozów w innych częściach świata. Wiele z nich wykorzystuje LNG z Zatoki Perskiej jako podstawowy surowiec energetyczny. Indie, które posiadają rozbudowany przemysł nawozowy, są jednym z największych importerów LNG z Kataru. Bez tych dostaw ich własna produkcja nawozów może zostać wstrzymana.
Po trzecie, zakłócenia mogą objąć także inne kluczowe surowce dla rolnictwa. Siarka, ważny składnik odżywczy dla roślin, powstaje głównie jako produkt uboczny przetwarzania ropy i gazu. Jeśli eksport tych surowców przez cieśninę Ormuz zostanie ograniczony, produkcja siarki również spadnie, uderzając w producentów nawozów fosforowych i innych.
Rolnicy odczują skutki z opóźnieniem
Największą specyfiką kryzysu nawozowego jest to, że jego skutki pojawiają się dopiero po pewnym czasie. Ceny paliw zmieniają się niemal natychmiast, a ich wzrost odczuwamy na stacjach benzynowych w ciągu dni lub tygodni. Natomiast konsekwencje niedoboru nawozów widoczne są dopiero w kolejnych sezonach rolniczych.
Na półkuli północnej zakupy nawozów intensyfikują się przed sezonem siewów, który w większości krajów Europy i Ameryki Północnej przypada na wiosnę. Jeśli dostawy zostaną opóźnione o kilka tygodni lub miesięcy, rolnicy mogą stanąć przed trudnymi decyzjami. Będą musieli zapłacić znacznie wyższe ceny, ograniczyć dawki nawozów lub zmienić strukturę upraw, rezygnując z najbardziej wymagających gatunków.
Problem polega na tym, że nawet niewielkie zmniejszenie nawożenia azotowego może spowodować znaczący spadek plonów. Badania agronomiczne pokazują, że optymalne dawki azotu mogą zwiększać plony zbóż nawet o 50-100 procent w porównaniu z uprawami nienawożonymi. W skali globalnej nawet 10-20 procentowy spadek plonów oznacza miliony ton utraconej produkcji zbóż, co natychmiast odbija się na cenach żywności na całym świecie.
Do tego dochodzi efekt mnożnikowy. Wyższe ceny zbóż oznaczają wyższe koszty pasz dla zwierząt, co przekłada się na wzrost cen mięsa, mleka i jaj. Rosnące koszty produkcji rolnej uderzają w cały łańcuch żywnościowy, od rolnika po konsumenta.
Globalna zależność od importu. Kto jest najbardziej narażony?
Wbrew pozorom niewiele krajów jest samowystarczalnych w produkcji nawozów. Nawet te, które posiadają własny przemysł nawozowy, często importują surowce lub półprodukty z zagranicy.
Indie importują ogromne ilości LNG z Zatoki Perskiej, aby zasilać własne zakłady produkcji mocznika. Bez tych dostaw ich produkcja nawozów spadnie, co w kraju, który musi wyżywić ponad 1,4 miliarda ludzi, może mieć katastrofalne skutki.
Brazylia, globalny gigant rolniczy, w ogromnym stopniu polega na nawozach importowanych, które są kluczowe dla produkcji soi i kukurydzy. Nawet Stany Zjednoczone, mimo rozwiniętego przemysłu nawozowego, importują znaczne ilości amoniaku i mocznika, głównie z Trynidadu i Tobago, ale także z regionu Zatoki Perskiej.
Szczególnie wrażliwa jest Afryka Subsaharyjska, gdzie zużycie nawozów jest już dziś bardzo niskie. Dalszy wzrost ich cen może jeszcze bardziej ograniczyć plony i pogłębić problemy z bezpieczeństwem żywnościowym w regionie, gdzie co piąty człowiek cierpi z powodu niedożywienia.
Unia Europejska, choć posiada własny przemysł nawozowy, jest również narażona na skutki kryzysu. Europejscy rolnicy już dziś zmagają się z wysokimi cenami energii i nawozów, a kolejny szok cenowy mógłby pogłębić kryzys w sektorze rolnym i doprowadzić do dalszego spadku opłacalności produkcji.
Zagrożenie dla stabilności cen żywności
Rynki energii posiadają pewne mechanizmy amortyzujące wstrząsy, takie jak strategiczne rezerwy ropy czy możliwość zmiany kierunków dostaw. System żywnościowy jest znacznie mniej elastyczny. Produkcja roślinna zależy od sezonów, a budowa nowych instalacji do produkcji nawozów trwa latami i wymaga miliardowych inwestycji.
Dlatego długotrwałe zakłócenia w jednym strategicznym punkcie handlowym mogą w praktyce wpłynąć na zdolność świata do produkcji żywności. W przeszłości gwałtowne wzrosty cen żywności często poprzedzały napięcia społeczne i polityczne. Kryzys żywnościowy z lat 2007-2008, wywołany między innymi wzrostem cen nawozów i paliw, doprowadził do zamieszek w ponad 30 krajach na całym świecie.
Jeśli niedobory nawozów doprowadzą do spadku plonów, konsekwencją mogą być rosnące ceny żywności, wyższe koszty pasz dla zwierząt oraz presja inflacyjna w wielu krajach. Dla krajów importujących żywność, szczególnie w Afryce i Azji, może to oznaczać problemy z bilansem płatniczym i konieczność zwiększenia wydatków na import żywności kosztem innych, równie ważnych dziedzin.
Jeśli XX wiek nauczył świat obawiać się embarg na ropę, XXI wiek może pokazać, że równie groźne są zakłócenia w globalnym obiegu azotu. Samochody napędza ropa. Uprawy napędza azot. Dlatego w scenariuszu blokady cieśniny Ormuz największym kosztem dla światowej gospodarki może okazać się nie cena baryłki ropy, lecz koszt wyżywienia rosnącej populacji świata.
Dla konsumentów w Polsce oznacza to jedno: przygotujmy się na dalszy wzrost cen żywności. Nawet jeśli bezpośrednie skutki kryzysu nawozowego odczujemy z pewnym opóźnieniem, to presja na wzrost cen podstawowych produktów rolnych, a w konsekwencji całego koszyka żywnościowego, będzie nieunikniona.
Fot. Pixabay.
Opracowano na podstawie: danych Międzynawowego Stowarzyszenia Przemysłu Nawozowego (IFA), analiz Banku Światowego dotyczących rynku nawozów, raportów Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO), publikacji branżowych Argus Media i ICIS oraz informacji własnych dotyczących geopolityki regionu Zatoki Perskiej.

