Od 1 stycznia 2026 roku CBAM wymaga od importerów udowodnienia rzeczywistej emisyjności sprowadzanej stali. Chińscy dostawcy przedkładają raporty z emisjami na poziomie 1,1–1,3 tony CO₂ na tonę – wartości sprzeczne z podstawowymi prawami fizyki. Jeśli weryfikatorzy odrzucą te deklaracje, importerzy zapłacą kary, a setki tysięcy ton stali mogą utknąć w portach.
- Unijni producenci stali od dawna przyjmują, że 1,8 tony CO₂ na tonę stali to poziom, z którego nie da się zejść w procesie wielkopiecowym – wynika to z niezmiennych praw chemii i metalurgii.
- Jeśli weryfikator odrzuci deklarację emisji, importer zostaje obciążony kosztami CBAM według wartości domyślnych. Dla blachy gorącowalcowanej z Indonezji koszt ten może przekroczyć 500 euro za tonę, podczas gdy cena samego produktu waha się w okolicach 450–550 euro za tonę.
- Przedstawiciele chińskich hut argumentują, że od 2019 roku zmodernizowali instalacje i obniżyli emisyjność, ale żadna modernizacja nie jest w stanie zejść poniżej pewnego progu technologicznego.
Dla europejskich importerów stali z Azji połowa kwietnia 2026 roku upływa pod znakiem niepewności i nerwowych kalkulacji. Mechanizm Dostosowania Granicznego dotyczącego Węgla (CBAM), który 1 stycznia 2026 roku wszedł w pełną fazę operacyjną po dwuletnim okresie przejściowym, wymaga od importerów udowodnienia rzeczywistej emisyjności sprowadzanej stali. Problem w tym, że dostawcy z Chin przedkładają raporty, w których emisje z wielkiego pieca wynoszą 1,1–1,3 tony CO₂ na tonę stali – wartości, które według unijnych hutników i niezależnych analityków są sprzeczne z podstawowymi prawami fizyki i metalurgii. Jeśli akredytowani weryfikatorzy odrzucą te deklaracje, importerzy zostaną obciążeni kosztami CBAM wyliczonymi według wartości domyślnych, które dla niektórych asortymentów mogą być wyższe niż cena samego towaru. A to oznacza, że setki tysięcy ton stali mogą utknąć w europejskich portach, a ich odbiorcy staną przed wyborem: zapłacić więcej, niż przewidywali, lub zrezygnować z dostawy.
Jak działa CBAM i dlaczego dane o emisjach mają znaczenie?
CBAM to unijne narzędzie, które od 1 stycznia 2026 roku wymaga od importerów towarów spoza UE (na początku obejmuje stal, cement, aluminium, nawozy, wodór i energię elektryczną) zakupu certyfikatów odpowiadających cenie emisji dwutlenku węgla, która zostałaby zapłacona, gdyby produkt powstał na terenie Unii. Celem jest wyrównanie kosztów środowiskowych między producentami unijnymi, którzy ponoszą opłaty w ramach systemu ETS, a producentami z krajów trzecich, którzy często nie mają tak restrykcyjnych regulacji.
W praktyce oznacza to, że importer musi dostarczyć zweryfikowane dane dotyczące rzeczywistej emisyjności produktu. Jeśli to się nie uda, stosowane są wartości domyślne, które są ustawione na poziomie średniej emisyjności dla danego kraju lub regionu, często z dodatkowym współczynnikiem korygującym. Wartości domyślne dla chińskiej stali, zgodnie z dokumentami Komisji Europejskiej, są znacznie wyższe od tych deklarowanych przez chińskie huty.
1,1 tony CO₂ na tonę stali – fizyka czy fantazja
Firma analityczna McCloskey by OPIS, która od lat monitoruje światowe rynku surowców, ujawniła przypadek raportu, w którym chiński producent stali zadeklarował emisje z procesu wielkopiecowego na poziomie 1,1–1,3 tony CO₂ na tonę wyprodukowanej stali. Unijni producenci stali od dawna przyjmują, że 1,8 tony CO₂ na tonę stali to poziom, z którego nie da się zejść, ponieważ wynika to z niezmiennych praw chemii i metalurgii – do wytopienia surówki w wielkim piecu niezbędny jest koks, którego spalenie zawsze generuje określoną ilość CO₂.
Chińscy producenci, niezależnie od wielkości firmy, w swoich raportach zwykle podają wartości na poziomie 1,5 tony CO₂ na tonę stali. Nawet ta wartość budzi wątpliwości ekspertów, ponieważ średnia światowa emisyjność stali wynosi około 1,92 tony CO₂ na tonę, a Chiny, jako największy producent stali na świecie, wciąż w dużej mierze opierają swoją produkcję na węglu.
Jeszcze bardziej drastyczną opinię wyraził Jing Liu, chiński analityk zajmujący się raportami CBAM, który w swoich wypowiedziach dla mediów branżowych określił deklaracje na poziomie 1,1–1,3 tony jako śmieszne i absurdalne oraz rażąco naruszające podstawowe prawa fizyki i metalurgii. Według jego obserwacji, nawet 90 procent danych dostarczanych przez chińskie firmy jest niepoprawnych.
Manipulacja czy niezrozumienie systemu
Przedstawiciel jednej z niemieckich walcowni, cytowany przez McCloskey, zasugerował, że chińscy producenci mogą celowo zaniżać emisje bezpośrednie, przerzucając je do kategorii emisji pośrednich. W ten sposób całkowity ślad węglowy może wyglądać na poprawny, ale sam produkt wydaje się znacznie bardziej przyjazny środowisku, niż jest w rzeczywistości. Emisje bezpośrednie, czyli te powstające bezpośrednio w procesie produkcji (np. spalanie koksu w wielkim piecu), są bowiem kluczowe z punktu widzenia CBAM.
Z kolei przedstawiciele chińskich hut argumentują, że od 2019 roku zmodernizowali swoje instalacje, wprowadzili bardziej efektywne procesy i znacznie obniżyli emisyjność. Problem w tym, że żadna modernizacja nie jest w stanie zejść poniżej pewnego progu wynikającego z samej technologii wielkopiecowej. Elektryczne piece łukowe, które emitują znacznie mniej CO₂, odpowiadają za mniejszą część chińskiej produkcji, a te najnowocześniejsze instalacje wciąż są nieliczne.
Kiedy koszt CBAM przebija cenę importu?
Jeśli weryfikator odrzuci deklarację emisji przedstawioną przez importera, ten ostatni zostaje zmuszony do skorzystania z wartości domyślnych. Jak wynika z obliczeń McCloskey, dla niektórych produktów i krajów pochodzenia może to oznaczać koszt CBAM przewyższający wartość samego towaru. Przykładem jest blacha gorącowalcowana w kręgach pochodząca z Indonezji, dla której koszt CBAM wyliczony według wartości domyślnych może przekroczyć 500 euro za tonę, podczas gdy cena samego produktu waha się w okolicach 450–550 euro za tonę.
W przypadku chińskiej stali wartości domyślne są również znaczące. Według doniesień chińskich mediów, dla niektórych produktów koszt CBAM może sięgać nawet 100 dolarów za tonę, co przy standardowej marży eksportowej wynoszącej 20–30 dolarów za tonę oznacza, że eksport staje się całkowicie nieopłacalny. Niektóre chińskie huty już teraz odczuwają skutki tych regulacji, a ich sprzedaż do Europy spada.
Konsolidacja dostawców i poszukiwanie wiarygodnych partnerów
W obliczu rosnących wymogów i ryzyka związanego z odrzuceniem deklaracji, importerzy europejscy coraz częściej kierują swoje zamówienia do większych chińskich hut, które są uznawane za lepiej przygotowane do przejścia weryfikacji, nawet jeżeli wystawiają one ceny wyższe od swoich lokalnych konkurentów. Według jednego z chińskich handlowców, tendencja ta jest widoczna zarówno w eksporcie bezpośrednim do UE, jak i w dostawach do centrów pośredniczących, takich jak Turcja, gdzie zweryfikowane dane dotyczące emisji stali są niezbędne do reeksportu na rynek europejski. Niektórzy chińscy producenci, jak państwowy gigant HBIS Group, starają się odpowiedzieć na to wyzwanie, inwestując w technologie niskoemisyjne. W 2025 roku HBIS ogłosił eksport ponad 10 000 ton zielonej stali produkowanej z wykorzystaniem wodoru do włoskiego klienta, deklarując redukcję śladu węglowego o 50 procent w porównaniu z tradycyjną produkcją. To jednak wciąż kropla w morzu chińskiego eksportu, który w 2025 roku wyniósł ponad 70 milionów ton.
Konsekwencje dla unijnych firm
Dla przedsiębiorstw z UE, które od lat opierają swoją działalność na tańszej stali z Chin, nadchodzące miesiące mogą być szczególnie trudne. Każdy importer, który sprowadza do UE więcej niż 50 ton stali rocznie, musi uzyskać status autoryzowanego deklaranta CBAM i dostarczyć zweryfikowane dane emisyjne dla każdej partii. To oznacza nie tylko dodatkowe koszty administracyjne, ale także ryzyko, że dostawca nie będzie w stanie dostarczyć wiarygodnych danych, a importer zostanie obciążony wyższymi opłatami.
W niektórych branżach, takich jak produkcja maszyn i urządzeń, stal stanowi znaczący udział w kosztach. Wzrost cen spowodowany CBAM może przełożyć się na wyższe ceny finalnych produktów, co z kolei może wpłynąć na popyt i konkurencyjność europejskich firm na rynkach globalnych. Z drugiej strony, europejscy producenci stali od lat apelują o ochronę przed nieuczciwą konkurencją ze strony Chin, a CBAM jest dla nich szansą na odzyskanie części rynku.

