Polska gospodarka w cieniu pesymizmu. Miesięczny Indeks Koniunktury znów poniżej neutralnego poziomu, a przedsiębiorcy narzekają na koszty i niepewność.
- Wrześniowy Indeks Koniunktury PIE spadł do 97,1 pkt, pozostając piąty miesiąc z rzędu poniżej neutralnego poziomu 100 pkt, co oznacza przewagę nastrojów negatywnych wśród przedsiębiorców.
- Największą barierą dla firm pozostają koszty pracownicze (67% wskazań), choć zmalały obawy związane z cenami energii, zatorami płatniczymi i niepewnością gospodarczą.
- Pozytywnie wyróżniają się wskaźniki płynności finansowej, zatrudnienia oraz liczby nowych zamówień, które poprawiają się od kilku miesięcy.
- PIE zauważa, że rosnące zamówienia i moce produkcyjne mogą wskazywać na możliwy wzrost inwestycji w kolejnych miesiącach.
Polska gospodarka wysyła niepokojące sygnały. Miesięczny Indeks Koniunktury (MIK), barometr nastrojów przedsiębiorców, po raz piąty z rzędu zanurkował poniżej neutralnego poziomu, osiągając we wrześniu 2025 roku zaledwie 97,1 punktu. Firmy zmagają się z rosnącymi kosztami, niepewnością i zatorami płatniczymi, a optymizm, który jeszcze na wiosnę dawał nadzieję, zdaje się ulatniać.
Czy to zwiastun głębszego kryzysu, czy tylko chwilowa zadyszka? Polski Instytut Ekonomiczny wskazuje na światełko w tunelu – wzrost zamówień i mocy produkcyjnych – ale przedsiębiorcy wciąż widzą więcej powodów do zmartwień niż do radości.
Piąty miesiąc w cieniu pesymizmu
Miesięczny Indeks Koniunktury, przygotowywany przez Polski Instytut Ekonomiczny, to jak termometr gospodarki – mierzy temperaturę nastrojów wśród przedsiębiorców. We wrześniu 2025 roku wskazówka znów drgnęła w dół, spadając o 0,7 punktu w porównaniu z sierpniem, do poziomu 97,1. To piąty z rzędu miesiąc poniżej neutralnego progu 100 punktów, co oznacza, że więcej firm widzi przyszłość w ciemnych barwach niż w jasnych. W porównaniu z lutym i kwietniem, gdy MIK osiągał 102,9 punktu, obecny wynik wygląda jak zimny prysznic.
Co ciągnie wskaźnik w dół? Cztery z siedmiu komponentów MIK – wartość sprzedaży, nowe zamówienia, moce produkcyjne i inwestycje – wypadły poniżej neutralnego poziomu. Sprzedaż maleje, zamówienia nie rosną tak szybko, jak by chciano, a inwestycje w aktywa materialne i niematerialne kurczą się pod presją kosztów. „To nie jest obraz dynamicznej gospodarki” – mówi jeden z analityków PIE, choć zaznacza, że nie wszystko stracone. Wzrost liczby nowych zamówień i mocy produkcyjnych sugeruje, że niektóre firmy widzą szansę na odbicie.
Mimo to przedsiębiorcy nie kryją frustracji. Wysokie koszty pracownicze, wskazywane przez 67% badanych firm, pozostają największą barierą. Choć inne problemy, takie jak zatory płatnicze (41%) czy ceny energii (47%), nieco straciły na sile w porównaniu z sierpniem, nadal obciążają firmy. W tle czai się niepewność gospodarcza, którą odczuwa 52% przedsiębiorców. To liczby, które pokazują, że polska gospodarka, mimo swojej odporności, zmaga się z realnymi przeszkodami.
Płynność finansowa wciąż na plusie
Nie wszystko jest czarne. Trzy komponenty MIK – płynność finansowa, wynagrodzenia i zatrudnienie – utrzymują się powyżej neutralnego poziomu, dając przedsiębiorcom powód do ostrożnego optymizmu. Płynność finansowa, choć spadła o 5,7 punktu do 110,4, nadal jest oceniana pozytywnie. Ponad połowa firm (54%) deklaruje, że ich zasoby finansowe wystarczą na więcej niż trzy miesiące działalności, a 30% na 2-3 miesiące. To sygnał, że większość przedsiębiorstw wciąż ma poduszkę bezpieczeństwa, mimo trudnych warunków.
Zatrudnienie również daje powody do nadziei. Wskaźnik w tej kategorii wzrósł o 3,4 punktu, osiągając 106,5. Firmy nie tylko utrzymują obecne etaty, ale w niektórych sektorach planują zwiększać zatrudnienie. To szczególnie istotne w branżach takich jak budownictwo czy usługi, gdzie popyt na pracowników wciąż rośnie, mimo skarg na niedobór kadr (51% firm wskazuje to jako problem). Wynagrodzenia, choć obciążają budżety, również pozostają powyżej neutralnego poziomu, co pokazuje, że presja płacowa nie słabnie.
Nowe zamówienia budzą nadzieję
Choć ogólny obraz jest ponury, niektóre dane dają podstawy do optymizmu. Wskaźnik nowych zamówień, który od czerwca systematycznie rośnie, we wrześniu zwiększył się o 2,8 punktu, osiągając 91,9. To wciąż poniżej neutralnego poziomu, ale trend wzrostowy sugeruje, że firmy zaczynają dostrzegać ożywienie popytu. Podobnie moce produkcyjne, które wzrosły o 4,3 punktu do 93,4, wskazują na gotowość firm do zwiększania produkcji.
75% firm ocenia swoje moce produkcyjne jako wystarczające, a 14% uważa, że są zbyt małe w obliczu rosnących zamówień. To szczególnie istotne w sektorach takich jak przemysł czy logistyka, gdzie wzrost popytu może przełożyć się na inwestycje w nowe maszyny czy technologie. Jeśli ten trend się utrzyma, może to być sygnał, że gospodarka powoli wychodzi z dołka.
Jednak optymizm jest ostrożny. Wzrost zamówień i mocy produkcyjnych dotyczy głównie większych firm, które mają zasoby, by szybko reagować na zmiany. Małe i średnie przedsiębiorstwa, które stanowią trzon polskiej gospodarki, wciąż zmagają się z barierami, takimi jak zatory płatnicze czy wysokie koszty energii. Bez wsparcia systemowego – na przykład w postaci ulg podatkowych czy łatwiejszego dostępu do finansowania – ożywienie może ominąć znaczną część sektora MŚP.
Koszty pracownicze dławią biznes
Koszty pracownicze to zmora polskich przedsiębiorców. Aż 67% firm wskazuje je jako główną barierę w działalności, i choć odsetek ten nieznacznie spadł w porównaniu z sierpniem, problem pozostaje palący. Wzrost płac, napędzany inflacją i presją pracowników, zmusza firmy do podnoszenia wynagrodzeń, co odbija się na ich marżach. Jednocześnie 51% przedsiębiorstw narzeka na niedobór pracowników, co dodatkowo komplikuje sytuację. W efekcie wiele firm wstrzymuje plany rozwoju, skupiając się na przetrwaniu. Szczególnie dotyka to sektory wymagające wykwalifikowanej kadry, takie jak IT czy budownictwo, gdzie brak specjalistów zmusza do płacenia premii lub outsourcingu. Rząd nie spieszy się z rozwiązaniami. Propozycje takie jak obniżenie klina podatkowego czy programy wsparcia dla MŚP pozostają w sferze debat, a przedsiębiorcy czują się pozostawieni sami sobie. W międzyczasie rosnące koszty energii (47% firm wciąż wskazuje je jako problem) i zatory płatnicze (41%) dodatkowo obciążają budżety, sprawiając, że wiele firm działa na granicy rentowności.
Zatory płatnicze i energia wciąż bolą
Choć niektóre bariery tracą na sile, zatory płatnicze i wysokie ceny energii nadal dają się we znaki. We wrześniu odsetek firm skarżących się na zatory spadł o 9 punktów procentowych, do 41%, a na ceny energii o 6 punktów, do 47%. To dobry znak, ale problem jest daleki od rozwiązania. Zatory płatnicze, czyli opóźnienia w płatnościach od kontrahentów, to zmora szczególnie małych firm, które nie mają rezerw, by czekać na przelewy.
Ceny energii, choć nieco mniej dotkliwe, wciąż wpływają na konkurencyjność polskich firm. W sektorze przemysłowym, gdzie zużycie energii jest wysokie, rachunki za prąd i gaz mogą pochłaniać znaczną część budżetu. Rządowe programy wsparcia, takie jak tarcze energetyczne, pomogły w przeszłości, ale ich skala jest niewystarczająca w obliczu globalnych wzrostów cen surowców.
Niepewność gospodarcza, wskazywana przez 52% firm, dodatkowo komplikuje sytuację. Przedsiębiorcy nie wiedzą, czego spodziewać się po kolejnych kwartałach – czy popyt się odbije, czy koszty znów wzrosną. To paraliżuje decyzje inwestycyjne, sprawiając, że wiele firm woli trzymać gotówkę w rezerwie, zamiast ryzykować nowe projekty.
Czy nadejdzie ożywienie?
Mimo pesymistycznych nastrojów, dane PIE wskazują na potencjalne światełko w tunelu. Wzrost zamówień i mocy produkcyjnych, choć skromny, sugeruje, że niektóre sektory zaczynają łapać oddech. Budownictwo, logistyka i przemysł spożywczy raportują ożywienie, co może przełożyć się na szersze odbicie w gospodarce. Jednak sukces zależy od tego, czy rząd i instytucje finansowe zaoferują wsparcie, które pozwoli firmom przezwyciężyć obecne bariery. Dla menedżerów i decydentów w polskim biznesie obecny moment to czas próby. Wysokie koszty, zatory płatnicze i niepewność wymagają strategicznego podejścia – od optymalizacji procesów po poszukiwanie nowych rynków zbytu. Firmy, które zdołają dostosować się do trudnych warunków, mogą wyjść z tego okresu silniejsze. Te, które będą czekały na lepsze czasy, ryzykują utratę konkurencyjności.
Źródło: PAP, Polski Instytut Ekonomiczny

