Polska jest trzecim producentem cementu w Europie, ale naszym cementowniom zagraża szybko rosnący import spoza UE. W 2025 roku do Polski trafiło 1,73 mln ton cementu z importu, a od 2019 roku import z Ukrainy wzrósł o ponad 3800 proc. Cement ukraiński ma o 200 kg wyższą emisyjność na tonie, ale nie ponosi kosztów polityki klimatycznej UE. Budżet państwa i samorządy tracą 136 zł na każdej tonie importowanego cementu – łącznie ponad 200 mln zł w latach 2024-2025. Branża apeluje o objęcie cementu systemem SENT i uszczelnienie granic.
- W 2025 roku produkcja cementu w Polsce wyniosła 17,1 mln ton – trzeci wynik w Europie, ale niższy niż w 2024 (17,7 mln ton). Głównym powodem spadku jest niepohamowany import, który tłumi produkcję. W samym 2025 roku sprowadzono blisko 1,7 mln ton cementu spoza UE, z czego import z Ukrainy wzrósł od 2019 roku o ponad 3800 proc. To odpowiada rocznej produkcji jednej cementowni w Polsce, zatrudniającej 300 osób i generującej 1200 miejsc w łańcuchu dostaw.
- Cement z Ukrainy ma o 200 kg wyższą emisyjność na tonie niż produkowany w UE, ale ukraińscy producenci nie ponoszą kosztów polityki klimatycznej, nie inwestują w czyste technologie i nie dostosowują się do unijnych norm. Budżet państwa i samorządy tracą 136 zł na każdej tonie importowanego cementu – straty szacowane na ponad 200 mln zł w latach 2024-2025. Prognozy na 2026 mówią o imporcie przekraczającym 2 mln ton, głównie z Ukrainy, północnej Afryki i Turcji.
- Branża apeluje do Ministerstwa Finansów o objęcie cementu systemem SENT, który sprawdził się w monitorowaniu paliw, alkoholu i węgla. 11 lutego 2026 rząd przyjął projekt rozszerzający SENT na beton towarowy, a teraz potrzebne jest objęcie nim cementu jako surowca strategicznego. Polska złożyła też propozycję zmian w CBAM na forum KE – od 1 marca 2026 wdrożono nowe kody krajowe oparte o klasyfikację cementów pod względem zawartości klinkieru, co pozwoli weryfikować deklarowaną emisyjność.
Krzysztof Kieres, przewodniczący Stowarzyszenia Producentów Cementu, nie ma wątpliwości, że sytuacja jest poważna. W 2025 roku produkcja cementu w Polsce wyniosła 17,1 miliona ton, co daje trzecie miejsce w Europie, ale równocześnie jest to poziom rozczarowujący, wynikający przede wszystkim z niepohamowanego importu, który tłumi produkcję w kraju. W samym 2025 roku do Polski sprowadzono blisko 1,7 miliona ton cementu spoza Unii Europejskiej, a od 2019 roku jego import z Ukrainy wzrósł aż o ponad 3800 procent. To oznacza, że cement produkowany w ukraińskim zakładzie w Iwano-Frankiwsku, bez ponoszenia kosztów polityki klimatycznej Unii Europejskiej, zalewa polski rynek w ilościach, które odpowiadają rocznej produkcji jednej cementowni w Polsce – zapewniającej zatrudnienie dla ponad 300 osób oraz dodatkowo ponad 1200 miejsc pracy w łańcuchu dostaw.
Stowarzyszenie Producentów Cementu szacuje, że budżet państwa i budżety samorządów tracą 136 złotych na każdej tonie importowanego cementu. Tym samym strata Skarbu Państwa – w wyniku napływu ponad 1,5 miliona ton cementu w latach 2024-2025 tylko z Ukrainy – jest szacowana na ponad 200 milionów złotych. Prognozy na 2026 rok są jeszcze gorsze.
– Przewidujemy, że w 2026 roku do Polski wjadą ponad 2 miliony ton cementu – z Ukrainy, północnej Afryki, Turcji, także z innych krajów europejskich – mówi Zbigniew Pilch, dyrektor wykonawczy SPC.
Koszty, których Ukraińcy nie ponoszą
Andrzej Reclik, prezes Heidelberg Materials Polska i członek zarządu SPC, zwraca uwagę na fundamentalną niesprawiedliwość, na której opiera się ten import.
– Musimy być świadomi, że emisja CO₂ cementu w Ukrainie jest o 200 kg na tonę wyższą niż w UE. Sprowadzanie go do Unii Europejskiej podważa założenia jej polityki klimatycznej – twierdzi Replik.
Ukraińscy producenci nie muszą płacić za emisje, nie inwestują w czyste technologie, nie ponoszą kosztów dostosowania do unijnych norm środowiskowych. W efekcie mogą oferować cement po cenach, z którymi polskie zakłady, obciążone kosztami polityki klimatycznej, nie są w stanie konkurować.

Włodzimierz Chołuj, prezes Cemex Polska i członek zarządu SPC, nie zostawia złudzeń.
– Jeżeli chodzi o import cementu – najpierw z Białorusi, później z Ukrainy – problem urasta jak kula śniegowa. Nie mamy szans z importerami, którzy produkują cement o wyższym śladzie węglowym i nie mamy instrumentu, żeby go ograniczyć. Dlatego apelujemy, aby spojrzeć na SENT jako na uszczelnienie systemu – poprzez objęcie nim importu cementu do Polski – twierdzi Chołuj.
CBAM, który jest wyłomem w przepisach
Teoretycznie problem miała rozwiązać unijna polityka klimatyczna. Mechanizm CBAM, czyli graniczny podatek węglowy, został wprowadzony po to, by wyrównać koszty emisji między producentami unijnymi a tymi z krajów trzecich. W praktyce okazało się jednak, że klasyfikacja cementu w ramach CBAM jest wyłomem w przepisach. Jak wskazują przedstawiciele Krajowego Ośrodka Bilansowania i Zarządzania Emisjami, powinna się ona opierać na zawartości klinkieru, co wymaga zmiany kodów TARIC.
– Bez weryfikacji zawartości klinkieru w cemencie – powodującej nawet 40 procent wzrost lub spadek emisji CO₂ – trudno mówić o skuteczności CBAM. Podobnie jak bez weryfikowania deklarowanych przez importerów kosztów emisji w krajach poza UE. Polska złożyła propozycję zmian na forum Komisji Europejskiej, która w ciągu 1-2 miesięcy powinna wprowadzić odpowiednie korekty. Zostały za to już wdrożone – przez Krajową Administrację Skarbową i Ministerstwo Finansów – nowe kody krajowe, oparte o klasyfikację cementów pod względem zawartości klinkieru. To rozwiązanie funkcjonuje od 1 marca 2026 roku i pozwala weryfikować, czy w ramach CBAM importerzy deklarują faktyczną emisyjność cementu.

SENT, który ma uszczelnić system
Branża apeluje do Ministerstwa Finansów o objęcie cementu systemem SENT, czyli Systemem Elektronicznego Nadzoru Transportu. To narzędzie, które już sprawdziło się w monitorowaniu przewozu paliw, alkoholu czy węgla, a od lutego 2026 roku rząd przyjął projekt rozszerzający go na beton towarowy i inne mieszanki budowlane. 11 lutego 2026 roku Rada Ministrów przyjęła projekt nowelizacji ustawy o SENT, którego celem jest uszczelnienie systemu podatkowego poprzez rozszerzenie katalogu monitorowanych towarów oraz poprawę przejrzystości ich przewozu. Nowe przepisy przewidują objęcie systemem monitorowania przewozu betonu towarowego i innych mieszanek na bazie spoiw mineralnych w formie gotowej do wylania masy.
Teraz branża chce, by ten sam mechanizm objął także cement, jako surowiec masowy, mający strategiczne znaczenie dla gospodarki – szczególnie w dobie tak szeroko zakrojonych inwestycji w obronność i bezpieczeństwo energetyczne Polski. Wprowadzenie SENT dla cementu pozwoliłoby nie tylko zwiększyć kontrolę nad jego transportem, ale także ograniczyć „szarą strefę” i wyeliminować patologie, w których cement niespełniający europejskich norm jakościowych trafia na polski rynek, zagrażając nie tylko budżetowi państwa, ale także bezpieczeństwu budowlanemu.

Cement jak zboże i węgiel
Posłowie dostrzegają analogię do innych rynków, które w ostatnich latach zostały zniszczone przez niekontrolowany import. Andrzej Szewiński, wiceprzewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Rozwoju Przemysłu Cementowego w Polsce, porównuje zalew polskiego rynku importowanym cementem do zboża i węgla. Jego zdaniem, podobnie jak w przypadku kontroli importu cementu na granicy, również jego produkcja poza UE powinna być fizycznie sprawdzana. Aby uniknąć powstawania w krajach trzecich zakładów produkujących tylko na import do Unii Europejskiej, należy więc wprowadzić minimalny próg produkcji na rynek krajowy. Jak dodaje, konieczne jest również wprowadzenie takich samych warunków dla wszystkich krajów trzecich – bez wyjątków, zwolnień czy wyłączeń – poprzez porównanie kosztów emisji.
W ciągu 10 lat do realizacji inwestycji w obronność i bezpieczeństwo – na czele z Tarczą Wschód czy budową schronów, bunkrów i miejsc schronienia – będzie potrzeba około 3 milionów ton cementu. Zapotrzebowanie na beton dla elektrowni jądrowej – jednej z najważniejszych inwestycji w historii Polski – jest szacowane na milion metrów sześciennych. Dariusz Gawlak, prezes Cementowni Warta i wiceprzewodniczący SPC, podkreśla, że chodzi o utrzymanie zdolności polskiego przemysłu cementowego do wypełniania zadań strategicznych.
Komponent krajowy, który buduje siłę gospodarki
Paweł Bejda, przewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Rozwoju Przemysłu Cementowego w Polsce, mówi wprost: Powinniśmy zrobić wszystko, aby ochronić nasze dobro narodowe, czyli przemysł cementowy, który jest kołem zamachowym polskiej gospodarki i jej papierkiem lakmusowym. Jeżeli produkcja cementu spada – dlatego, że jest jego napływ z zagranicy – będzie to miało bezpośredni wpływ na rozwój polskiej gospodarki.
Stowarzyszenie Producentów Cementu proponuje, aby ująć w polskiej legislacji definicję komponentu krajowego (local content), obejmującą jedynie cement produkowany w Polsce.
– Jeżeli inwestuje się w infrastrukturę, powinny być w tym celu wykorzystywane materiały produkowane w Polsce – wtedy budujemy siłę naszej gospodarki i wspólnie dbamy o interes gospodarczy naszego kraju – komentuje Janusz Miłuch, prezes CRH Materials Polska i członek zarządu SPC.

– Mamy najnowocześniejszy, najmniej emisyjny przemysł cementowy w UE. Zatem antyproduktywne jest wykorzystanie wysokoemisyjnego cementu z importu, szczególnie w kontekście działań na rzecz ochrony klimatu – dodaje. Polskie cementownie są europejskim liderem wykorzystania paliw alternatywnych wytwarzanych z odpadów, pozyskując z nich około 80 procent energii cieplnej, podczas gdy średnia unijna wynosi 53 procent. Temperatura w piecu obrotowym cementowni osiąga w strefie wypału 1450 stopni Celsjusza, co zapewnia destrukcję termiczną wszystkich zanieczyszczeń i jest procesem bezodpadowym. Cementownie wykorzystują w ten sposób około 10 procent odpadów komunalnych powstających w Polsce, ograniczając ich ilość na składowiskach.
Jeśli nie podejmiemy działań, jeśli nie uszczelnimy granic, nie wprowadzimy SENT dla cementu i nie wyegzekwujemy rzeczywistych kosztów emisji od importerów, możemy stracić przemysł, który budowaliśmy przez dekady. I to w momencie, gdy będzie nam potrzebny najbardziej – gdy zaczniemy wznosić Tarczę Wschód, budować elektrownię jądrową i setki kilometrów nowych dróg. Paradoks polega na tym, że cement z Ukrainy, który nas zalewa, ma o 200 kilogramów wyższą emisyjność na tonie. Wpuszczając go na rynek, nie tylko niszczymy polskie miejsca pracy, ale także zwiększamy globalny ślad węglowy, udając, że walczymy z klimatem.
Fot. Unsplash.

