Koniec sobotnich wypraw do hipermarketu? Polak woli sklep za rogiem, paczkomat i błyskawiczną dostawę

Polacy zmieniają handel od podstaw. 72 proc. z nas kupuje świadomie, 75 proc. wybiera lokalną żywność, a hipermarkety tracą na rzecz sklepów osiedlowych (wzrost ruchu o 13,1 proc.). Firmy, które nie nadążają za nowymi nawykami konsumentów, po prostu wypadają z gry.

  • Średnia siła nabywcza na mieszkańca w Polsce osiągnęła 14 156 euro, a wskaźnik nastrojów konsumenckich na początku 2026 roku wyniósł +1,5 punktu wobec unijnej średniej minus 11,7 punktu.
  • Aż 75 procent konsumentów priorytetowo traktuje kupowanie jedzenia wyprodukowanego w Polsce, a symbol biało-czerwonego orzełka zna już 91 procent ankietowanych (dla 69 procent to czynnik bezpośrednio przekładający się na decyzję zakupową).
  • E-commerce odpowiada już za 8,8 procent obrotów handlu detalicznego, a 79 procent użytkowników porzuca koszyk, jeśli nie znajdzie preferowanej metody dostawy.

Jeszcze kilka lat temu to producenci dyktowali warunki – to oni decydowali, co trafi na sklepowe półki, w jakiej cenie i w jakich opakowaniach. Dziś, w 2026 roku, rolę tę przejęli konsumenci. To my, klienci, wymuszamy na firmach zmiany – od produkcji lokalnej żywności, przez ekologiczne opakowania, po błyskawiczne dostawy pod same drzwi. Polacy weszli w ten rok z rekordowym optymizmem, a nasze nowe, bardziej świadome nawyki zakupowe stały się głównym motorem napędzającym modernizację całego przemysłu, handlu i logistyki. Firmy, które nie nadążają za tymi zmianami, po prostu wypadają z gry.

Polacy mają coraz więcej pieniędzy do wydania, a co ważniejsze – chcą je wydawać w przemyślany sposób. Według danych NIQ Purchasing Power Europe 2025, średnia siła nabywcza na mieszkańca w Polsce osiągnęła 14 156 euro. To nie jest jeszcze zachodni poziom, ale tempo wzrostu robi wrażenie. Jeszcze bardziej optymistyczny jest wskaźnik nastrojów konsumenckich. Na początku 2026 roku Polska osiągnęła poziom +1,5 punktu. Gdy zestawimy to ze średnią unijną, która wyniosła minus 11,7 punktu, widać wyraźnie, że jesteśmy jednym z najbardziej optymistycznych narodów w Europie. Podczas gdy Niemcy czy Francuzi zaciskają pasa i obawiają się kryzysu, Polacy planują większe zakupy – samochody, sprzęt AGD, remonty.

Ten optymizm nie oznacza jednak powrotu do czasów nieprzemyślanej konsumpcji. Wręcz przeciwnie – 72 procent Polaków deklaruje, że planuje ograniczyć liczbę kupowanych produktów, ale jednocześnie stawia na te o wyższej jakości. Eksperci nazywają to zjawisko premiumizacją. Klient jest dziś skłonny zapłacić więcej za produkt, który uznaje za wartościowy – zdrowszy, trwalszy, bardziej ekologiczny lub po prostu lepiej zaprojektowany. To fundamentalna zmiana w podejściu do zakupów. Przestaje liczyć się tylko cena, a zaczyna się liczyć stosunek jakości do ceny, pochodzenie produktu i historia marki. Firmy, które potrafią dostarczyć taką wartość, zyskują lojalnych klientów i mogą budować przewagę konkurencyjną. Te, które opierają się wyłącznie na niskiej cenie, skazane są na walkę w segmencie wrażliwym na koszty, gdzie marże są coraz mniejsze.

75 proc. Polaków szuka polskiej żywności

Polacy stali się wymagający nie tylko jakościowo, ale także terytorialnie. Aż 75 procent konsumentów deklaruje, że priorytetem jest dla nich kupowanie jedzenia wyprodukowanego w kraju. Symbol biało-czerwonego orzełka na opakowaniu zna już 91 procent ankietowanych, a dla 69 procent z nich jest to czynnik, który bezpośrednio przekłada się na decyzję o zakupie. To oznacza, że produkty lokalne i wysokiej jakości zyskują przewagę nad tańszymi odpowiednikami z Azji czy Europy Zachodniej. Konsumenci nie tylko czytają etykiety, ale także weryfikują skład i pochodzenie produktów, co jeszcze kilka lat temu było rzadkością. Trend ten nie dotyczy wyłącznie żywności. Coraz więcej Polaków poszukuje także polskich kosmetyków, chemii gospodarczej, a nawet elektroniki i mebli. Dla przemysłu to jasny sygnał: warto inwestować w lokalną produkcję i komunikować jej zalety.

Polacy zmieniają nie tylko to, co kupują, ale także gdzie i jak. Era wielkich, sobotnich wypraw do hipermarketów powoli odchodzi do lamusa. W 2025 roku ruch w sklepach convenience, czyli małych sklepach osiedlowych, wzrósł o 13,1 procent. W tym samym czasie w hipermarketach odnotowano spadek o 3,3 procent. Klienci wybierają wygodę i bliskość domu. Chcą zrobić szybkie zakupy bez stania w długich kolejkach i szukania miejsca parkingowego. Ta zmiana preferencji wymusza na producentach i sieciach handlowych całkowite przetasowanie kanałów dystrybucji. Zamiast kilku gigantycznych dostaw tygodniowo do supermarketów, firmy muszą obsługiwać setki mniejszych, ale częstszych dostaw do rozproszonych punktów handlowych. Logistyka staje się bardziej skomplikowana i kosztowna, ale przede wszystkim musi być znacznie szybsza i bardziej elastyczna.

Równocześnie rosną w siłę dyskonty i parki handlowe. W 2025 roku odpowiadały one już za 44 procent rynku, a ich udział w nowoczesnej powierzchni handlowej w Polsce wzrósł z 9 procent w 2015 roku do 22 procent w 2025. To dowód, że Polacy cenią sobie prostotę i niskie ceny, ale nie chcą już tracić czasu na przemieszczanie się między alejkami gigantycznych sklepów. Park handlowy z kilkoma sklepami specjalistycznymi i dyskontem staje się nowym centrum zakupowym dla wielu mieszkańców średnich i małych miast.

E-commerce zmienia logistykę od podstaw

Zakupy online przestały być alternatywą dla stacjonarnych – stały się codziennością. Aż 93 procent polskich internautów deklaruje, że regularnie kupuje w sieci, a e-handel odpowiada już za 8,8 procent obrotów handlu detalicznego. Polacy kochają wygodę, ale są też niezwykle wymagający. Aż 79 procent z nich porzuca koszyk zakupów, jeśli nie znajdzie preferowanej metody dostawy. Dla klienta nie liczy się już tylko to, czy produkt dotrze, ale jak szybko i w jaki sposób. Oczekiwanie dostawy w ciągu 24 godzin, możliwość odebrania paczki z automatu paczkowego pod domem czy dostarczenia jej w konkretnym przedziale czasowym – to już standard.

Te oczekiwania napędzają miliardowe inwestycje w logistykę ostatniej mili. Sieci paczkomatów rosną w tempie niespotykanym gdzie indziej w Europie, a magazyny są coraz częściej automatyzowane, by sprostać presji czasu. Równocześnie jednak rośnie też świadomość zagrożeń. Choć e-commerce jest pozytywnie oceniany, 38 procent użytkowników uważa, że jakość informacji w sieci wymaga poprawy, a 18 procent wskazuje na problem fałszywych recenzji. To pokazuje, że rosną nie tylko oczekiwania dotyczące szybkości dostaw, ale także wiarygodności platform zakupowych. Klient chce mieć pewność, że kupuje produkt zgodny z opisem, od uczciwego sprzedawcy.

Logistyka idzie do ludzi

Wszystkie te zmiany – wzrost e-commerce, popularność zakupów lokalnych i rosnące koszty transportu – wymuszają na firmach gruntowną przebudowę łańcuchów dostaw. Głównym trendem jest decentralizacja. Zamiast jednego, ogromnego hubu logistycznego obsługującego cały kraj, firmy budują sieć regionalnych magazynów bliżej konsumentów. W 2025 roku w regionach poza największymi aglomeracjami wynajęto blisko 400 tysięcy metrów kwadratowych nowej powierzchni magazynowej, co przełożyło się na około 5 tysięcy nowych miejsc pracy.

Ta zmiana oznacza skracanie tras dostaw, szybszą realizację zamówień i niższe koszty transportu. Zamiast wozić towar z magazynu pod Warszawą do sklepu w Szczecinie, firmy trzymają go bliżej odbiorcy. To także odpowiedź na rosnące ceny paliw i presję na redukcję śladu węglowego. Dodatkowo, automatyzacja magazynów staje się koniecznością ze względu na braki kadrowe i rosnące koszty pracy. Europejski rynek automatyzacji magazynowej rozwija się w tempie od 14 do nawet 20 procent rocznie. Nowoczesne centra logistyczne projektowane są z myślą o zautomatyzowanej kompletacji zamówień, a sztuczna inteligencja wspiera planowanie popytu, zarządzanie zapasami i optymalizację transportu. Magazyn przestaje być miejscem składowania towarów, a staje się centrum dystrybucji i lekkiej produkcji.

Polak nie da się już oszukać na skład

Zmiany nawyków konsumenckich przekładają się bezpośrednio na to, co producenci oferują. Aż 88 procent firm z sektora dóbr konsumenckich dostosowuje rozwój swojej oferty do rosnącego popytu na żywność postrzeganą jako zdrowsza, a 89 procent zwiększa inwestycje w produkty odpowiadające na potrzeby zdrowotne klientów. Konsumenci poszukują produktów funkcjonalnych, z krótkim składem i lokalnym pochodzeniem, a także marek, które działają etycznie i transparentnie. Trend ten dotyczy nie tylko żywności, ale także kosmetyków, chemii gospodarczej i elektroniki.

Jednocześnie firmy odchodzą od wzrostu opartego na skali i podwyżkach cen. Zamiast produkować miliony sztuk jednego produktu, koncentrują się na lokalnej produkcji i lepszym dopasowaniu oferty do różnych grup wiekowych. Dla producentów oznacza to konieczność długofalowego podejścia do rozwoju portfela oraz lepszego zrozumienia potrzeb różnych segmentów rynku. Mimo to, Polacy wciąż pozostają wrażliwi na cenę. Ponad 33 procent zakupów FMCG w 2025 roku zrealizowano w ofertach promocyjnych. To zmusza firmy do balansowania między inwestycjami w jakość a konkurencyjnością cenową. Klient chce produktu lepszego, ale nie zawsze za wszelką cenę.

Fot. Freepik

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu