Koniunktura pęka. Optymiści przestali liczyć na lepsze czasy

Miesięczny Indeks Koniunktury spadł poniżej granicy neutralnej, a przewaga pesymistów nad optymistami stała się faktem we wszystkich segmentach poza największymi firmami.

  • Miesięczny Indeks Koniunktury (MIK) obliczany przez PIE spadł w lutym o 4,1 pkt. miesiąc do miesiąca i wyniósł 98 pkt, schodząc poniżej poziomu neutralnego (100 pkt).
  • O spadku zadecydowały głównie gorsze oceny sprzedaży i mniejsza liczba nowych zamówień, co częściowo wynika z wysokiej bazy po mocnym końcu 2025 r. oraz sezonowości wydatków.
  • Trzy komponenty indeksu pozostały powyżej 100 pkt: płynność finansowa, wynagrodzenia i zatrudnienie – firmy nadal nie ograniczają planów kadrowych.
  • Słabiej oceniane są moce produkcyjne, inwestycje, nowe zamówienia i wartość sprzedaży, choć pojawiają się pierwsze sygnały odbicia inwestycji w dużych firmach.
  • Przewaga optymizmu utrzymuje się tylko wśród dużych przedsiębiorstw. W mikro, małych i średnich firmach dominują nastroje negatywne.

Po czterech miesiącach nieprzerwanego utrzymywania się powyżej psychologicznie i statystycznie istotnej granicy stu punktów, Miesięczny Indeks Koniunktury obliczany przez Polski Instytut Ekonomiczny zanotował w lutym wyraźny, bo wynoszący 4,1 punktu spadek i osiągnął poziom 98,0 punktów, tym samym po raz pierwszy od października ubiegłego roku znajdując się poniżej progu oddzielającego przewagę nastrojów pozytywnych od przewagi nastrojów negatywnych. Jest to tym bardziej wymowne, że jeszcze w listopadzie 2025 roku wskaźnik ten osiągał swoje lokalne maksimum na poziomie 108,5 punktu, co oznacza, że w ciągu zaledwie trzech miesięcy optymizm polskich przedsiębiorców stopniał o blisko 10 procent, a sytuacja w wielu branżach i segmentach wielkościowych wróciła do stanu zbliżonego do tego z września ubiegłego roku, gdy indeks zatrzymał się na poziomie 97,1 punktu, będącym dotychczasowym, najniższym punktem odniesienia w tym konkretnym cyklu koniunkturalnym.

Analitycy Polskiego Instytutu Ekonomicznego, na czele z ekonomistką Urszulą Kłosiewicz-Górecką, która osobiście komentowała lutowe wyniki badania, zwracają uwagę, że za spadkiem wartości zagregowanego wskaźnika stoją przede wszystkim dwie składowe, które w strukturze indeksu mają znaczenie absolutnie fundamentalne. Chodzi mianowicie o oceny bieżącej wartości sprzedaży oraz o liczbę nowych zamówień napływających do przedsiębiorstw, przy czym ten drugi komponent jest powszechnie uznawany za wyprzedzający w stosunku do pierwszego i często stanowi pierwszy, widoczny z wyprzedzeniem sygnał nadchodzących zmian koniunkturalnych. Przedsiębiorcy, którzy jeszcze w listopadzie i grudniu 2025 roku odnotowywali rekordowe, jak na ten okres, poziomy sprzedaży i przyjmowali do realizacji zamówienia wypełniające moce produkcyjne na wiele tygodni z góry, w styczniu i lutym 2026 roku zaczęli zderzać się z rzeczywistością, w której portfele zamówień nieco się wykruszyły, a tempo pozyskiwania nowych kontraktów wyraźnie osłabło.

Część tego spadku, co podkreślają zresztą sami autorzy raportu, ma charakter czysto statystyczny i wynika z efektu wysokiej bazy odniesienia. Czwarty kwartał 2025 roku, a zwłaszcza jego końcowe miesiące, był bowiem pod wieloma względami wyjątkowy. Konsumenci, którzy przez większą część roku wstrzymywali się z większymi wydatkami w oczekiwaniu na dalsze obniżki stóp procentowych i poprawę realnych dochodów rozporządzalnych, w końcu uwierzyli w trwałość trendu spadkowego inflacji i ruszyli na zakupy, generując popyt, który zaskoczył nawet najbardziej optymistyczne prognozy detalistów i producentów dóbr konsumpcyjnych. Dodatkowym impulsem była tradycyjna, przedświąteczna gorączka zakupowa, która w połączeniu z odłożonym popytem z poprzednich miesięcy dała efekt synergii, jaki nie utrzymuje się w sposób trwały i który w naturalny sposób wygasa w pierwszym kwartale nowego roku.


Rynek pracy wciąż stabilny. Firmy nie tną etatów i nie wstrzymują podwyżek

Paradoksalnie, najbardziej niepokojący sygnał, jakim bez wątpienia jest spadek ogólnego wskaźnika koniunktury poniżej poziomu neutralnego, nie znalazł jak dotąd żadnego przełożenia na decyzje polskich przedsiębiorców w obszarze zatrudnienia i wynagrodzeń. Wręcz przeciwnie, składowe indeksu dotyczące tych właśnie kwestii pozostają na poziomach wyraźnie przekraczających próg stu punktów, a analitycy PIE nie odnotowują w swoich danych ani masowych zwolnień, ani wstrzymywania planowanych podwyżek płac, ani nawet znaczącego ograniczenia rekrutacji nowych pracowników, które mogłoby świadczyć o tym, że przedsiębiorcy szykują się na głębsze i dłuższe spowolnienie gospodarcze.

Jest to sytuacja o tyle interesująca, że koszty pracy w polskiej gospodarce systematycznie rosną od wielu kwartałów, a presja płacowa wywierana przez pracowników na pracodawców, wzmocniona dodatkowo przez strukturalne niedopasowania na rynku pracy, brak rąk do pracy w wielu kluczowych zawodach i branżach oraz utrzymującą się, choć nieco mniej dynamiczną niż w latach 2023–2024, emigrację zarobkową, nie wykazuje jak dotąd żadnych oznak trwałego osłabienia. Mimo to firmy, zarówno te duże, dysponujące znacznymi rezerwami kapitałowymi i łatwiejszym dostępem do finansowania zewnętrznego, jak i te mniejsze, operujące na cieńszych marżach i bardziej wrażliwe na wahania koniunktury, w zdecydowanej większości nie decydują się na radykalne cięcia etatów, co w przeszłości było standardową, niemal odruchową reakcją na pierwsze symptomy pogorszenia koniunktury.

Ekonomiści Polskiego Instytutu Ekonomicznego tłumaczą to zjawisko na dwa, uzupełniające się wzajemnie sposoby. Po pierwsze, przedsiębiorcy wynieśli bolesną lekcję z pandemii i bezpośrednio następującego po niej okresu ostrego ożywienia gospodarczego, gdy masowo zwalniali pracowników w obawie przed załamaniem popytu, by już po kilku miesiącach stanąć przed widmem paraliżu operacyjnego spowodowanego niemożnością szybkiego odbudowania zasobów kadrowych na konkurencyjnym, wyczyszczonym rynku pracy. Po drugie, struktura demograficzna polskiej siły roboczej i utrzymujący się od lat deficyt pracowników o odpowiednich kwalifikacjach sprawiają, że każde zwolnienie jest dziś decyzją praktycznie nieodwracalną, ponieważ odtworzenie zespołu o porównywalnych kompetencjach w horyzoncie kilku czy kilkunastu miesięcy jest w wielu branżach zadaniem graniczącym z niemożliwością.

Płynność finansowa trzyma się mocno. Firmy nie toną, ale ostrożniej patrzą w przyszłość

Drugą składową Miesięcznego Indeksu Koniunktury, która w lutym utrzymała się na poziomie wyraźnie przekraczającym próg neutralny, są oceny bieżącej płynności finansowej przedsiębiorstw. Jest to o tyle istotne, że płynność, rozumiana jako zdolność do terminowego regulowania bieżących zobowiązań, jest najbardziej elementarnym, podstawowym warunkiem przetrwania każdego podmiotu gospodarczego, niezależnie od jego wielkości, branży czy formy prawnej. Przedsiębiorstwo może przez długi czas generować straty, może mieć problemy z rentownością, może tracić udziały rynkowe na rzecz konkurencji, ale dopóki zachowuje płynność finansową i dopóki wierzyciele nie tracą do niego zaufania, dopóty ma realną szansę na przetrwanie trudnego okresu i odbicie w momencie poprawy koniunktury.

Fakt, że polskie firmy, mimo wyraźnie gorszych nastrojów i bardziej pesymistycznych ocen przyszłości, wciąż cieszą się relatywnie dobrą płynnością finansową, świadczy o tym, że obecne pogorszenie koniunktury ma charakter przede wszystkim psychologiczny i oczekiwaniowy, a nie realny, bilansowy. Przedsiębiorcy nie odnotowują wprawdzie tak dynamicznych wzrostów sprzedaży i zamówień jak w czwartym kwartale, ale też nie doświadczają katastrofalnych spadków przychodów, nie tracą kluczowych kontrahentów, nie są zmuszeni do gwałtownego wyprzedawania zapasów po cenach dumpingowych ani do zaciągania krótkoterminowego długu na koszmarnie niekorzystnych warunkach, by utrzymać głowę nad powierzchnią wody. Sytuacja jest po prostu gorsza niż dwa, trzy miesiące temu, ale wciąż daleko jej do stanu określanego mianem kryzysu czy załamania.

To właśnie ta relatywnie dobra kondycja finansowa, w połączeniu ze stabilną sytuacją na rynku pracy i brakiem masowych zwolnień, każe analitykom PIE z ostrożnym, ale jednak optymizmem patrzeć na najbliższe miesiące i nie przesądzać, że luty 2026 roku okaże się pierwszym miesiącem dłuższego, kilkukwartalnego trendu spadkowego. Przedsiębiorcy są dziś raczej bardziej zachowawczy w ocenach i mniej skłonni do podejmowania ryzyka niż jesienią ubiegłego roku, ale nie są w stanie paniki ani w defensywie, która zmuszałaby ich do podejmowania działań o charakterze ratunkowym.

Duże firmy wciąż na plusie. To one mogą pociągnąć inwestycje

Analiza wyników Miesięcznego Indeksu Koniunktury z podziałem na poszczególne kategorie wielkościowe przedsiębiorstw ujawnia interesującą, choć nie do końca zaskakującą prawidłowość. Otóż jedyną grupą, w której w lutym 2026 roku utrzymała się jeszcze przewaga nastrojów pozytywnych nad negatywnymi, są duże przedsiębiorstwa, zatrudniające powyżej dwustu pięćdziesięciu pracowników i dysponujące znacznymi rezerwami kapitałowymi, łatwiejszym dostępem do zewnętrznych źródeł finansowania, większą siłą przetargową wobec dostawców i odbiorców oraz bardziej zdywersyfikowaną geograficznie i branżowo strukturą przychodów. W tej grupie Miesięczny Indeks Koniunktury, choć również odnotował spadek w stosunku do stycznia, wciąż przekracza próg stu punktów, co oznacza, że optymistów wśród menedżerów i właścicieli dużych firm jest wciąż więcej niż pesymistów.

W pozostałych trzech kategoriach wielkościowych, czyli wśród mikroprzedsiębiorstw, małych firm oraz średnich przedsiębiorstw, przewaga nastrojów negatywnych nad pozytywnymi jest już faktem dokonanym, a lutowe odczyty indeksu dla tych grup, podobnie jak wartość zagregowana, znajdują się poniżej neutralnego poziomu stu punktów. Co więcej, we wszystkich tych segmentach zanotowano w lutym spadek wartości wskaźnika w stosunku do stycznia, co oznacza, że proces pogarszania się nastrojów ma charakter przekrojowy i nie ogranicza się wyłącznie do firm borykających się z jakimiś szczególnymi, branżowymi czy lokalnymi problemami.

Jednocześnie jednak ekonomiści Polskiego Instytutu Ekonomicznego zwracają uwagę na pierwsze, nieśmiałe jeszcze, ale dostrzegalne sygnały odbicia w obszarze inwestycji, które pojawiają się właśnie w segmencie dużych przedsiębiorstw. Po długim okresie wstrzemięźliwości, wyczekiwania i odkładania decyzji kapitałowych na później, najwięksi gracze rynkowi zaczynają ostrożnie uruchamiać projekty inwestycyjne, które były zamrożone w oczekiwaniu na spadek stóp procentowych, stabilizację cen surowców i energii oraz wyjaśnienie się sytuacji geopolitycznej. Te pojedyncze, rozproszone decyzje inwestycyjne nie są jeszcze w stanie odwrócić negatywnego trendu w całej gospodarce, ale mogą, zdaniem analityków PIE, zainicjować proces stopniowego ożywienia inwestycyjnego, który w drugiej połowie 2026 roku rozleje się na mniejsze podmioty i na kolejne branże.

Tylko TSL i usługi pod prąd. Produkcja, budownictwo i handel ciągną indeks w dół

Równie wyraziste, co podział według wielkości przedsiębiorstw, okazuje się zróżnicowanie lutowych nastrojów w ujęciu branżowym, gdzie wyraźnie rysuje się podział na sektory, które opierają się dekoniunkturze, oraz na te, które wpadły w nią najgłębiej i które ciągną zagregowany wskaźnik w dół. Do pierwszej kategorii należą dwie branże: transport, spedycja i logistyka oraz szeroko rozumiane usługi rynkowe, z wyłączeniem handlu. W obu tych segmentach Miesięczny Indeks Koniunktury zanotował w lutym wzrost wartości w stosunku do stycznia, co oznacza, że nastroje przedsiębiorców, choć wciąż dalekie od euforii z jesieni 2025 roku, jednak systematycznie, acz powoli się poprawiają.

Sytuacja wygląda zupełnie inaczej w trzech filarach polskiej gospodarki, czyli w przetwórstwie przemysłowym, budownictwie oraz handlu detalicznym i hurtowym. We wszystkich tych branżach odnotowano w lutym wyraźny, dwu- lub nawet trzycyfrowy spadek wartości indeksu, a jego poziom znajduje się już głęboko poniżej granicy stu punktów, co jest jednoznacznym sygnałem, że pesymiści w tych sektorach stanowią już wyraźną, dominującą większość. Szczególnie niepokojąco prezentuje się sytuacja w budownictwie, które od wielu miesięcy boryka się z gwałtownie rosnącymi cenami materiałów budowlanych, trudnościami w pozyskiwaniu wykwalifikowanych pracowników, zatorami płatniczymi ze strony inwestorów publicznych i prywatnych oraz spadkiem liczby nowych zamówień, zwłaszcza w segmencie mieszkaniowym, gdzie deweloperzy, w obawie przed nadpodażą i spadkiem marż, masowo wstrzymują uruchamianie nowych projektów.

W przetwórstwie przemysłowym głównym źródłem pesymizmu jest, obok wspomnianego już efektu wysokiej bazy i naturalnego wyhamowania popytu konsumpcyjnego po rekordowym czwartym kwartale, także utrzymująca się niepewność geopolityczna, która w przypadku wielu gałęzi przemysłu, zwłaszcza tych o długich cyklach produkcyjnych i silnej ekspozycji na rynki eksportowe, jest czynnikiem paraliżującym decyzje inwestycyjne i rozwojowe w stopniu znacznie większym niż przejściowe wahania kursów walut czy ceny surowców. Producenci dótrwali, maszyn, urządzeń, komponentów dla motoryzacji i lotnictwa, a także firmy z sektora chemicznego i hutniczego, od dwóch lat funkcjonują w warunkach ciągłej, trudnej do skalkulowania nieprzewidywalności, co skutecznie zniechęca ich do angażowania kapitału w projekty o dłuższym horyzoncie zwrotu.

Niepewność geopolityczna wciąż ciąży. Przedsiębiorcy przyzwyczaili się, ale nie zaakceptowali

Urszula Kłosiewicz-Górecka, ekonomistka Polskiego Instytutu Ekonomicznego i bezpośrednia autorka komentarza do lutowego odczytu Miesięcznego Indeksu Koniunktury, w swojej analizie wyraźnie akcentuje, że jednym z głównych, choć trudno wymiernych i jeszcze trudniej prognozowalnych czynników wpływających na nastroje polskich przedsiębiorców jest utrzymująca się od wielu miesięcy, a w zasadzie lat, niepewność geopolityczna. Jest to pojęcie niezwykle pojemne, mieszczące w sobie zarówno bezpośrednie skutki toczącej się za wschodnią granicą wojny, jak i jej pośrednie konsekwencje gospodarcze, społeczne i polityczne, a także szerszy kontekst relacji transatlantyckich, polityki energetycznej Unii Europejskiej, wyzwań migracyjnych, niestabilności na Bliskim Wschodzie oraz narastających napięć między Stanami Zjednoczonymi a Chinami w obszarze handlu i technologii.

Przedsiębiorcy, z którymi na potrzeby badania MIK rozmawiają ankieterzy Polskiego Instytutu Ekonomicznego, wielokrotnie podkreślają, że ta niepewność ma charakter chroniczny, systemowy i że po prostu nauczyli się z nią żyć, akceptując ją jako trwały, nieusuwalny element otoczenia biznesowego, na który nie mają żadnego wpływu i który muszą uwzględniać w swoich kalkulacjach, planach i prognozach. Nie oznacza to jednak w żadnym razie, że przestali ją dostrzegać, że ją zignorowali czy że przestała ona wpływać na ich decyzje. Wręcz przeciwnie, to właśnie ta chroniczność, przewlekłość stanu zawieszenia między eskalacją a zamrożeniem konfliktu, między nowymi sankcjami a ich omijaniem, między deklaracjami politycznymi a twardymi danymi ekonomicznymi, sprawia, że czynnik geopolityczny w ogóle nie znika z horyzontów decyzyjnych, tylko pozostaje w tle jako stałe, trudne do skalkulowania ryzyko.

W praktyce przekłada się to na bardziej zachowawcze zarządzanie zapasami, niższy poziom zamówień wyprzedzających, krótsze horyzonty planowania produkcyjnego, większą ostrożność przy zawieraniu długoterminowych kontraktów handlowych oraz wyraźną preferencję dla elastycznych form zatrudnienia i inwestycji o szybkim, krótkookresowym zwrocie, kosztem projektów kapitałochłonnych, rozłożonych na wiele lat i obarczonych większym ryzykiem rynkowym. Wszystkie te zachowania, wzięte razem, składają się na obraz przedsiębiorcy, który wprawdzie nie panikuje, nie tnie kosztów na oślep i nie zwalnia ludzi, ale też nie wierzy w szybką, trwałą i silną poprawę koniunktury i nie jest skłonny obstawiać własnym kapitałem takiego scenariusza.

Luty jako przystanek, nie punkt zwrotny. Co dalej z koniunkturą?

Pytanie, które nieuchronnie nasuwa się po lekturze lutowego raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego, dotyczy tego, czy obecny, czteropunktowy spadek Miesięcznego Indeksu Koniunktury i zejście poniżej poziomu neutralnego należy interpretować jako początek dłuższego, kilkumiesięcznego trendu spadkowego, czy raczej jako chwilową, przejściową korektę po wyjątkowo dobrych, wręcz rekordowych wynikach z przełomu 2025 i 2026 roku. Analitycy PIE, choć w swoich oficjalnych komentarzach zachowują niezbędną w tej profesji ostrożność i powściągliwość w formułowaniu jednoznacznych prognoz, zdają się jednak skłaniać ku drugiej, optymistyczniejszej interpretacji.

Przemawiają za nią przede wszystkim trzy argumenty. Po pierwsze, fundamentalne wskaźniki makroekonomiczne, takie jak dynamika konsumpcji prywatnej, poziom inwestycji, sytuacja na rynku pracy i nastroje konsumenckie, nie dają jak dotąd podstaw do twierdzenia, że polska gospodarka wchodzi w fazę głębszego, trwalszego spowolnienia. Po drugie, polityka pieniężna pozostaje wyraźnie nastawiona na dalsze luzowanie, a rynek finansowy wycenia kolejne obniżki stóp procentowych w horyzoncie najbliższych miesięcy, co powinno stopniowo, acz systematycznie poprawiać zdolność kredytową przedsiębiorstw i gospodarstw domowych, a w konsekwencji stymulować popyt inwestycyjny i konsumpcyjny. Po trzecie, sygnały płynące z segmentu dużych firm, które jako pierwsze wychodzą z dołka inwestycyjnego i jako pierwsze odbudowują optymizm, mogą okazać się zwiastunem szerszego, przekrojowego ożywienia, które w drugiej połowie roku obejmie także mniejsze podmioty.

Luty 2026 roku może zatem okazać się w koniunkturalnym kalendarzu miesiącem przejściowego ochłodzenia, chwilą oddechu i weryfikacji zbyt optymistycznych, jak się okazało, prognoz formułowanych pod koniec ubiegłego roku, ale nie musi być wcale początkiem nowego, bolesnego cyklu spadkowego. Wszystko zależy teraz od tego, jak szybko i jak skutecznie przedsiębiorcy dostosują się do nowych, nieco gorszych, ale wciąż dalekich od kryzysowych warunków rynkowych, oraz od tego, czy pojawiające się w dużych firmach pierwsze oznaki odbicia inwestycyjnego przerodzą się w trwały, samonapędzający się mechanizm, który w kolejnych miesiącach pociągnie za sobą mniejszych graczy i bardziej oporne branże.

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu