Norwegia, której blisko dwie trzecie zasobów ropy naftowej znajduje się w wodach arktycznych, wywiera silną presję na Unię Europejską, aby ta jeszcze we wrześniu 2026 roku zniosła obowiązujące od 2021 roku moratorium na nowe odwierty ropy i gazu na tym obszarze.
Arktyka, region o kluczowym znaczeniu dla światowego systemu klimatycznego i geopolityki, od lat znajduje się w centrum zainteresowania państw uprzemysłowionych ze względu na swoje bogactwa naturalne. Ocenia się, że pod dnem arktycznym zalega około 13 procent nieodkrytych światowych zasobów ropy naftowej oraz 30 procent nieodkrytego gazu ziemnego. Dla Norwegii, która nie jest członkiem Unii Europejskiej, ale jest z nią ściśle związana poprzez Europejski Obszar Gospodarczy, surowce te mają fundamentalne znaczenie. Norwegia jest największym producentem ropy i gazu w Europie Zachodniej, a jej wydobycie na szelfie kontynentalnym pokrywa około 30 procent zapotrzebowania na gaz w całej Unii Europejskiej oraz Wielkiej Brytanii. Po inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 roku Norwegia stała się największym pojedynczym dostawcą gazu ziemnego do Europy, przejmując rolę dotychczas pełnioną w znacznej mierze przez Gazprom. O znaczeniu tego kraju świadczy fakt, że w 2024 roku jego udział w imporcie gazu ziemnego do UE w stanie gazowym wyniósł aż 52,1 procent.
Unijna polityka wobec Arktyki do tej pory opierała się na strategii z 2021 roku, której jednym z filarów było dążenie do ustanowienia międzynarodowego moratorium na wydobycie węglowodorów. Stanowisko to było spójne z ambicjami Europejskiego Zielonego Ładu i celu neutralności klimatycznej do 2050 roku. Obecnie jednak Komisja Europejska pracuje nad rewizją swojej strategii arktycznej, a nowa polityka ma zostać ogłoszona do końca września 2026 roku. Zapowiadając ten proces, wiceprzewodnicząca KE Kaja Kallas podkreśliła fundamentalną zmianę w podejściu do tego regionu. Wskazała, że strategia z 2008 roku koncentrowała się na klimacie i badaniach, a zaniedbywała wymiar bezpieczeństwa. Jednak rosyjska inwazja na Ukrainę, remilitaryzacja Półwyspu Kolskiego (gdzie znajduje się jedna z największych koncentracji broni jądrowej świata), a także rosnące ambicje Chin zmieniły sytuację geopolityczną nie do poznania.
Rosnąca presja norweskiego lobby
Norweski rząd, wspierany przez silne lobby przemysłu naftowego i gazowego, od kilku lat konsekwentnie zabiega w Brukseli o zmianę stanowiska UE. Jak skomentował to jeden z europejskich dyplomatów, działania te są dobrze widoczne, a ich hasłem przewodnim jest „wiercić, wiercić i jeszcze raz wiercić”. W 2026 roku presja ta osiągnęła nowy poziom. Według doniesień Bloomberga, w tym roku jedenaście norweskich ministerstw odbyło wizyty robocze w Brukseli, aby przekonać decydentów do porzucenia moratorium. Wśród nich znaleźli się politycy, urzędnicy, a także wpływowi lobbyści środowiskowi i przemysłowi.
Kluczowym nowym argumentem Oslo stał się kryzys w Cieśninie Ormuz. Blokada tego strategicznego szlaku, przez który przepływa około 20 procent światowej ropy, wywołała gwałtowny skok cen surowców i wymusiła na UE obniżenie prognoz wzrostu gospodarczego. Norwegowie wykorzystują ten kryzys, aby przekonać Brukselę, że dywersyfikacja dostaw i wzmocnienie niezależności energetycznej wymaga szybszego dostępu do złóż arktycznych.
Oficjalne stanowisko Oslo wyraził minister spraw zagranicznych Espen Barth Eide, który w rozmowie z Bloombergiem stwierdził wprost: „Nie ma żadnych argumentów klimatycznych przemawiających za odmiennym traktowaniem ropy naftowej i gazu wydobywanego na północy i południu od określonej linii”. Norwegia argumentuje również, że planowane odwierty nie będą dotyczyć dziewiczej, pokrytej lodem arktycznej pustyni, lecz wód Morza Barentsa, które na skutek globalnego ocieplenia (spowodowanego głównie emisjami z paliw kopalnych) stały się cieplejsze, a warunki tam panujące są porównywalne z tymi na morzach dalej na południe.
Działania Norwegii są skoordynowane i zakrojone na szeroką skalę. Niezależnie od negocjacji politycznych, kraj niedawno otworzył 70 nowych bloków poszukiwawczych na Morzu Północnym, Norweskim i Barentsa. Norweskie firmy naftowe i gazowe planują w tym roku rekordowe inwestycje w wysokości 27 miliardów dolarów. Rząd nie czeka na decyzję Brukseli i forsuje własną politykę. Premier Jonas Gahr Store ogłosił, że władze oferują pod nowe koncesje 70 nowych bloków, opisując ten krok jako część wysiłków na rzecz dalszego rozwoju sektora naftowego.
Sprzeciw i kontrargumenty
Mimo intensywnego lobbingu, norweski plan napotyka na silny sprzeciw ze strony sojuszu składającego się z organizacji ekologicznych, naukowców oraz części skandynawskich funduszy inwestycyjnych i banków. Koalicja ta podkreśla, że region Arktyki jest wyjątkowo wrażliwy na skutki zmian klimatu – ociepla się on od trzech do pięciu razy szybciej niż reszta globu. Wspólny list otwarty do Komisji Europejskiej, sygnowany przez te podmioty, wzywa nie tylko do utrzymania moratorium, ale wręcz do wzmożenia wysiłków na rzecz ochrony środowiska.
Koalicja wskazuje, że uruchamianie nowych odwiertów jest nie tylko ryzykowne ekologicznie, ale i ekonomicznie wątpliwe. Analizy pokazują, że średni czas realizacji projektu na norweskim szelfie kontynentalnym wynosi 13 lat, a na Morzu Barentsa, ze względu na surowsze warunki i ograniczoną infrastrukturę, jest on jeszcze dłuższy. Oznacza to, że ewentualne wydobycie z arktycznych złóż rozpoczęłoby się prawdopodobnie dopiero w latach 2040., co wykraczałoby poza cele neutralności klimatycznej UE i przyczyniłoby się do utrwalenia zależności od paliw kopalnych. Krytycy podnoszą również argument, że decyzje geopolityczne i strategiczne nie powinny być podejmowane w reakcji na krótkotrwałe wstrząsy, takie jak blokada Cieśniny Ormuz. Ich zdaniem polityka klimatyczna i cel osiągnięcia neutralności do 2050 roku powinny pozostać nadrzędnym drogowskazem, a otwieranie Arktyki na nowe wiercenia jest krokiem w przeciwnym kierunku.
Co leży u podstaw norweskiego nacisku?
Presja Norwegii nie wynika wyłącznie z chęci pokrycia bieżącego europejskiego zapotrzebowania na gaz. U jej podstaw leży twarda kalkulacja ekonomiczna i geopolityczna związana z malejącą atrakcyjnością złóż na Morzu Północnym. Norweskie złoża ropy i gazu na Morzu Północnym, które przez dekady stanowiły o sile gospodarczej kraju, są sukcesywnie wyczerpywane. Aby utrzymać pozycję kluczowego dostawcy Europy i zabezpieczyć przyszłość swojego sektora naftowego, Oslo musi otworzyć nowe obszary eksploatacji, a te znajdują się właśnie za kołem podbiegunowym. Norwegia obawia się, że jeśli teraz nie wejdzie na arktyczne wody, stracą je na rzecz innych graczy, a jej znaczenie dla europejskiego bezpieczeństwa energetycznego zmaleje.
W obliczu tych nacisków, Unia Europejska stoi przed niezwykle trudnym dylematem. Z jednej strony, jest zależna od norweskiego gazu – zwłaszcza w sytuacji kryzysu na Bliskim Wschodzie i chęci uniezależnienia się od surowców z niepewnych kierunków. Z drugiej strony, podważenie własnego moratorium z 2021 roku uderzyłoby w wiarygodność klimatyczną bloku i zostałoby odebrane jako krok w tył w realizacji kluczowych celów Europejskiego Zielonego Ładu.
Przedstawiciele UE zapewniają, że wszelkie decyzje w tej sprawie podejmą państwa członkowskie, a sami są pod ogromną presją nie tylko Norwegii, ale także swoich koalicji rządzących i opinii publicznej, która domaga się ambitnych działań na rzecz klimatu. Ostateczna decyzja, która ma zapaść we wrześniu, będzie więc kluczowym testem dla determinacji UE w realizacji jej celów środowiskowych w warunkach narastających napięć geopolitycznych.

