Polska gospodarka w rozkroku. PKB rośnie, przemysł nie

Polska gospodarka rośnie w imponującym tempie – 3,6 proc. w 2025, prognozy na 2026 sięgają 4,1 proc. Inwestycje mają wystrzelić o 9-12 proc., napędzane miliardami z KPO. Ale przemysł zdaje się nie nadążać: produkcja w styczniu spadła o 1,5 proc., a wskaźnik PMI w lutym runął do 47,1 pkt – najniżej od sierpnia 2025. Konsumpcja (3,4 proc.) i inwestycje ciągną PKB, ale przemysł boryka się z presją kosztową i słabym popytem zewnętrznym. Dwie prędkości mogą się rozejść.

  • Głównym motorem wzrostu pozostaje konsumpcja (3,4 proc., w IV kwartale 2025 nawet 4,1 proc.) napędzana wzrostem realnych dochodów (ponad 3 proc.) i niską inflacją. Drugim silnikiem są inwestycje, które dzięki funduszom z KPO (ok. 70 mld zł dotacji w 2026) mogą wzrosnąć o 9-12 proc. Premier Donald Tusk mówi o „turbo przyspieszeniu” i inwestycjach sięgających 10 proc. PKB.
  • Tymczasem przemysł przeżywa głęboki kryzys. W lutym 2026 wskaźnik PMI spadł do 47,1 pkt – najniżej od sierpnia 2025. Nowe zamówienia kurczą się jedenasty miesiąc z rzędu, a zatrudnienie w przemyśle spada najszybciej od maja 2024. Inflacja kosztów produkcji sięgnęła najwyższego poziomu od 37 miesięcy, a firmy nie mogą przerzucić wzrostu cen na klientów ze względu na międzynarodową konkurencję.
  • Polski przemysł jest głęboko wpleciony w niemieckie łańcuchy dostaw – słaby popyt zza Odry bezpośrednio przekłada się na spadek zamówień. Eksport wzrośnie w 2026 o 3,4 proc., ale import o 3,7 proc., co oznacza ujemne saldo handlowe ciążące PKB. Jeśli przemysł nie odzyska konkurencyjności, prędzej czy później zacznie ciążyć reszcie gospodarki, bo konsumpcja bez solidnych podstaw wytwórczych nie utrzyma wzrostu.

Polacy wreszcie poczuli, że mają więcej w portfelach. Realne dochody gospodarstw domowych wzrosły o ponad 3 procent, a inflacja wyhamowała do poziomów akceptowalnych . Efekt? Konsumpcja rośnie w tempie 3,4 procent, a w czwartym kwartale 2025 roku przyspieszyła nawet do 4,1 procent. To właśnie wydatki Polaków są dziś głównym motorem wzrostu, rekompensując słabości innych sektorów.

Ekonomiści BNP Paribas zwracają uwagę, że konsumenci reagują na wzrost dochodów z pewnym opóźnieniem, co oznacza, że dobra passa może potrwać dłużej. Ale jest też druga strona medalu. Wydajemy więcej, ale niekoniecznie na produkty polskiego przemysłu. Rosnący import, napędzany silnym złotym i popytem konsumpcyjnym, sprawia, że część tego ożywienia przelewa się za granicę. Saldo obrotów handlowych od kilku kwartałów ujemnie wpływa na PKB.

Zapisz się do newslettera!

Inwestycje, które mają być kołem zamachowym

Druga dobra wiadomość to inwestycje. Po latach marazmu wreszcie ruszają z miejsca. Instytut Prognoz i Analiz Gospodarczych szacuje, że w 2026 roku wzrosną o 8,4 procent, a PKO BP widzi nawet 12 procent. To zasługa przede wszystkim funduszy unijnych. Z KPO do polskich firm i instytucji ma trafić w tym roku około 70 miliardów złotych w samych dotacjach, nie licząc pożyczek.

Premier Donald Tusk mówi o „turbo przyspieszeniu gospodarczym” i inwestycjach sięgających 10 procent. Pieniądze płyną przede wszystkim w 3 obszary: transformację energetyczną, zbrojenia i automatyzację firm. To sektory, które mają potencjał, by zmienić strukturę polskiej gospodarki. Ale na razie to wciąż prognozy i plany. Realne efekty będą widoczne dopiero za kilka kwartałów.

Przemysł, który hamuje

I tu dochodzimy do sedna problemu. Gdyby spojrzeć tylko na dane makroekonomiczne, można by odnieść wrażenie, że w polskiej gospodarce wszystko gra. Tymczasem w lutym 2026 roku wskaźnik PMI dla przemysłu spadł do 47,1 punktu. To poziom, który oznacza głębokie pogorszenie koniunktury. Nowe zamówienia kurczą się jedenasty miesiąc z rzędu, a zatrudnienie w przemyśle spada najszybciej od maja 2024 roku.

Trevor Balchin z S&P Global Market Intelligence nie zostawia złudzeń: „Luty był trudnym miesiącem dla polskiego sektora wytwórczego – nowe zamówienia spadły, a koszty produkcji gwałtownie wzrosły. Główny Wskaźnik PMI spadł do poziomu 47,1, niwelując znaczną część ożywienia gospodarczego obserwowanego w drugiej połowie 2025”.

Inflacja kosztów produkcji sięgnęła najwyższego poziomu od 37 miesięcy. Drożeją surowce, energia, praca. Ale w przeciwieństwie do sektora usług, przemysł nie może tak łatwo przerzucić tych kosztów na klientów. Konkurencja międzynarodowa, zwłaszcza ze strony Azji, wymusza utrzymywanie cen, nawet kosztem marż. Efekt? Firmy tną zatrudnienie, ograniczają produkcję, wstrzymują inwestycje.

Niemiecki problem, a polski problem

Polski przemysł jest głęboko wpleciony w europejskie, a zwłaszcza niemieckie łańcuchy dostaw. Gdy tamtejsza gospodarka zwalnia, my odczuwamy to boleśnie. A w Niemczech koniunktura wciąż jest słaba, a popyt zewnętrzny nie rozpędza się na tyle, by pociągnąć nasz eksport.

Instytut Prognoz i Analiz Gospodarczych prognozuje, że w 2026 roku eksport wzrośnie o 3,4 procent, ale import – o 3,7 procent. To oznacza, że saldo handlowe będzie nadal ujemne i będzie ciążyć PKB. Sytuacja jest typowa dla krajów, które rosną szybciej niż ich główni partnerzy handlowi. Ale nie zmienia to faktu, że dla polskich producentów oznacza to realne problemy ze zbytem.

Mamy więc obraz gospodarki, która jedzie na dwóch prędkościach. Z jednej strony konsumpcja i inwestycje publiczne (napędzane pieniędzmi z Unii) ciągną PKB w górę. Z drugiej strony przemysł, zwłaszcza ten eksportujący i energochłonny, hamuje, borykając się z kosztami, które są najwyższe w Europie.

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu