Atomowy guzik po polsku. Między Europą a Ameryką

Ponad połowa Polaków (50,9 proc.) popiera pozyskanie przez Polskę broni jądrowej, a debata o gwarancjach nuklearnych rozgorzała na nowo. Premier Donald Tusk rozmawia z Francją o europejskim „zaawansowanym odstraszaniu” proponowanym przez Emmanuela Macrona. Prezydent Karol Nawrocki i jego otoczenie stawiają na sprawdzony amerykański program Nuclear Sharing. Różnice w podejściu uwypuklają szerszy dylemat: czy Polska ma polegać na potędze USA, czy budować europejską autonomię strategiczną.

  • 2 marca 2026 prezydent Francji Emmanuel Macron zaproponował stworzenie europejskiego „zaawansowanego odstraszania nuklearnego”, rozszerzając definicję „żywotnych interesów Francji” na terytoria sojuszników, w tym Polski. Premier Donald Tusk potwierdził rozmowy w tej sprawie. Francja dysponuje około 290 głowicami (dane SIPRI) i modernizuje arsenał, ale zastrzega, że ostateczna decyzja o użyciu broni pozostanie wyłącznie w rękach prezydenta Francji, bez automatycznych mechanizmów konsultacyjnych.
  • Prezydent Karol Nawrocki i jego otoczenie konsekwentnie opowiadają się za amerykańskim programem Nuclear Sharing. Obecnie uczestniczą w nim Belgia, Niemcy, Włochy, Holandia i Turcja. Stany Zjednoczone mają około 3700 głowic, z czego ponad 1700 jest rozmieszczonych operacyjnie. Szef BBN Sławomir Cenckiewicz wyraził sceptycyzm wobec francuskiej propozycji, podkreślając, że Francja nie dzieli się swoim arsenałem i nie buduje własnego Nuclear Sharing.
  • Amerykański parasol oferuje nieporównywalnie większą siłę rażenia i głębszą integrację z systemem odstraszania NATO. Polska, uczestnicząc w Nuclear Sharing, zyskałaby realny głos w Nuclear Planning Group, ale broń pozostałaby pod kontrolą USA, a decyzja o jej użyciu należałaby do Waszyngtonu. Program wymaga jednomyślnej zgody sojuszników, infrastruktury i szkoleń (F-35 do zadań nuklearnych).
  • Francuski model to szansa na europejską autonomię strategiczną i dywersyfikację źródeł odstraszania, niezależną od decyzji Waszyngtonu. Ryzykiem jest jednak ograniczona wiarygodność – bez jednoznacznej gwarancji użycia broni w obronie sojusznika pozostaje w dużej mierze deklaracją polityczną. Historycznie Francja wykazywała ostrożność w rozszerzaniu gwarancji, a przyszła polityka Paryża (np. ewentualne rządy Marine Le Pen) może być nieprzewidywalna.
  • Najrozsądniejszą strategią dla Polski wydaje się „gra na dwóch fortepianach”: kontynuowanie rozmów z Francją jako elementu europejskiej architektury bezpieczeństwa, przy jednoczesnym konsekwentnym dążeniu do udziału w NATO Nuclear Sharing. Sondaż IBRiS dla Radia ZET pokazuje, że 50,9 proc. Polaków popiera pozyskanie broni jądrowej (20,9 proc. „zdecydowanie tak”, 30 proc. „raczej tak”). Kluczowe, by politycy działali wspólnie, nie podkładając sobie nóg – w grze jest bezpieczeństwo państwa.

W odpowiedzi na nowe wyzwania prezydent Francji Emmanuel Macron 2 marca 2026 roku wysunął propozycję stworzenia europejskiego „zaawansowanego odstraszania nuklearnego”. Inicjatywa ta, skierowana do sojuszników, w tym Polski, zakłada możliwość udziału w strategicznym dialogu i wspólnych ćwiczeniach. Premier Donald Tusk potwierdził, że Polska prowadzi rozmowy z Francją i grupą najbliższych europejskich sojuszników w tej sprawie, podkreślając: „Zbroimy się z przyjaciółmi, aby wrogowie nie ośmielili się nas zaatakować”

Macron, przemawiając w bazi marynarki wojennej w Breście, ogłosił zwiększenie francuskiego arsenału jądrowego, co będzie pierwszym takim krokiem od 1992 roku. Dokładna liczba nowych głowic nie została ujawniona – prezydent zapowiedział, że Francja nie będzie już komunikować liczby posiadanej broni jądrowej. W ramach nowej doktryny osiem państw europejskich – Polska, Wielka Brytania, Niemcy, Holandia, Belgia, Grecja, Szwecja i Dania – wyraziło zgodę na udział w projekcie „zaawansowanego odstraszania”.

Współpraca w ramach tej koncepcji ma obejmować kilka elementów. Sojusznicy będą mogli brać udział w ćwiczeniach francuskich sił nuklearnych. Francja planuje także „rozprowadzenie” elementów swoich strategicznych sił powietrznych w głąb kontynentu europejskiego, w tym potencjalne czasowe rozmieszczanie bombowców nuklearnych w bazach lotniczych na terytorium państw partnerskich. Macron argumentował, że rozproszenie sił w Europie ma utrudnić kalkulacje potencjalnym przeciwnikom.

Należy jednak podkreślić, że francuska propozycja nie jest odpowiednikiem amerykańskiego Nuclear Sharing. Paryż jasno komunikuje, że ostateczna decyzja o użyciu broni jądrowej pozostanie jego suwerenną prerogatywą.

– Decyzja o ewentualnym użyciu francuskiej broni jądrowej ma pozostać wyłączną prerogatywą prezydenta Francji – bez mechanizmu współdecydowania po stronie partnerów – powiedział prezydent Francji. Francuski parasol jest postrzegany raczej jako uzupełnienie, a nie zastępstwo dla gwarancji NATO.

Wkrótce po przemówieniu Macrona Francja i Niemcy ogłosiły wspólne oświadczenie, w którym zapowiedziały powołanie specjalnej grupy ds. odstraszania nuklearnego, która będzie koordynować kwestie związane z doktryną i ćwiczeniami. Podkreślono, że działania te będą uzupełniać, a nie zastępować nuklearne odstraszanie NATO.

Zapisz się do newslettera!

Pałac Prezydencki stawia na Waszyngton: Sprawdzony model Nuclear Sharing

Zupełnie inną wizję prezentuje ośrodek prezydencki. Prezydent Karol Nawrocki i jego otoczenie konsekwentnie wskazują na amerykański program Nuclear Sharing jako najpewniejsze i najbardziej wiarygodne rozwiązanie dla Polski. Program ten, będący elementem polityki odstraszania NATO, polega na rozmieszczeniu amerykańskiej broni jądrowej na terytorium państw sojuszniczych, które nie posiadają własnego arsenału. Obecnie w programie uczestniczą Belgia, Niemcy, Włochy, Holandia i Turcja.

Szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz publicznie zakwestionował, czy francuski arsenał jest wystarczający, aby zapewnić realną ochronę, i podkreślił, że to Stany Zjednoczone dysponują „realnymi zdolnościami do odstraszania”. Co więcej, Pałac Prezydencki twierdzi, że nie był informowany o rozmowach rządu z Francją, co dodatkowo uwypukla polityczny rozdźwięk w tej kluczowej dla państwa sprawie.

Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Sławomir Cenckiewicz w rozmowie z Radiem ZET wyraził głęboki sceptycyzm wobec propozycji Francji: „Nie wierzę w podzielenie się swoim potencjałem nuklearnym przez Francję, nawet z tak wspaniałym sojusznikiem, jakim jest RP”. Zdaniem Cenckiewicza dla Francji posiadanie i kontrola nad własną bronią jądrową są kluczowe dla postrzegania własnej niepodległości i suwerenności.

Cenckiewicz przypomniał, że ostateczna decyzja o ewentualnym użyciu francuskiej broni jądrowej należy do prezydenta Francji. Jak ocenił, przez ostatnie dekady „we wszystkich kluczowych kwestiach dotyczących zagrożeń Polski mieliśmy sprzeczną z francuską percepcję zagrożeń”. Przyznał wprawdzie, że „teraz się to trochę zmieniło”, a zapisy o zagrożeniu ze strony Rosji we francuskich dokumentach strategicznych są „bardzo ciekawe”, jednak podkreślił, że „wątpię, byśmy się tu w 100 procentach zgodzili”.

Zwolennicy opcji amerykańskiej argumentują, że tylko potęga nuklearna USA budzi prawdziwy respekt na Kremlu. Podkreślają też, że NATO oferuje sprawdzone mechanizmy współpracy i konsultacji, których francuska propozycja nie zawiera.

Francuski arsenał – niezależność i europejska ambicja

Francja od lat konsekwentnie buduje wizerunek niezależnego europejskiego gracza nuklearnego. Według najnowszych szacunków Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem (SIPRI) z początku 2025 roku Paryż dysponuje około 290 głowicami jądrowymi, z czego zdecydowana większość jest rozmieszczona na okrętach podwodnych typu Le Triomphant i samolotach Rafale. Prezydent Macron zapowiedział zwiększenie liczby głowic, zastrzegając jednocześnie: „Nie chodzi tutaj o rozpoczęcie jakiegokolwiek wyścigu zbrojeń”.

Kluczowym elementem nowej doktryny jest rozszerzenie definicji „żywotnych interesów Francji” na terytoria sojuszników europejskich. Oznacza to, że atak na państwo takie jak Polska może zostać uznany przez Paryż za naruszenie jego żywotnych interesów, co potencjalnie uruchamiałoby możliwość użycia francuskiego arsenału. Prezydent Macron podkreślił jednak, że Paryż nie będzie dzielił się z partnerami ani decyzjami o użyciu broni nuklearnej, ani swoim planowaniem, ani definicją „żywotnych interesów”.

Łukasz Maślanka, analityk Ośrodka Studiów Wschodnich, wyjaśnia w rozmowie z „Rzeczpospolitą”: „To nie są gwarancje, ale jest to wprowadzenie komplikacji w rachuby przeciwnika, bo np. Rosja, decydując się na atak na Polskę, musi brać pod uwagę już nie tylko opór Wojska Polskiego, opór wojsk sojuszniczych, ale także to, że atak na nas może zostać uznany przez Paryż jako +żywotne naruszenie+ jego interesów”.

Nowością jest także konkretyzacja udziału sojuszników we francuskiej polityce odstraszania poprzez ich udział w ćwiczeniach francuskich sił nuklearnych oraz przeloty sił strategicznych nad terytorium sojuszników i ewentualnie krótkie pobyty w bazach. Francja oczekuje od sojuszników zwiększenia zdolności konwencjonalnych, w tym uderzeń dalekiego zasięgu i rozszerzonej obrony powietrznej, które mają wspierać wiarygodność odstraszania.

Amerykański parasol – potęga i integracja z NATO

Zupełnie inny charakter ma amerykański parasol nuklearny oferowany w ramach programu Nuclear Sharing Sojuszu Północnoatlantyckiego. Stany Zjednoczone utrzymują największy po Rosji arsenał – według SIPRI około 3700 głowic w wojskowym zapasie, z czego ponad 1700 jest rozmieszczonych operacyjnie.

W praktyce Nuclear Sharing oznacza, że wybrane państwa członkowskie przygotowują swoje samoloty do przenoszenia amerykańskich bomb B61, a decyzja o ich użyciu wymaga zgody zarówno Waszyngtonu, jak i mechanizmów dowodzenia NATO. Polska od lat konsekwentnie sygnalizuje gotowość do udziału w tym programie – deklaracje padały zarówno za czasów prezydenta Andrzeja Dudy, jak i obecnego szefa państwa.

Stany Zjednoczone zapewniają, że w polityce odstraszania nuklearnego żadne zmiany nie zachodzą i odstraszanie to nadal obejmuje sojuszników. Eksperci zwracają jednak uwagę na rosnące wątpliwości co do wiarygodności USA jako sojusznika w ogóle, ze względu na politykę prezydenta Donalda Trumpa.

– Stany Zjednoczone nie zatrzymały się w tym wojskowym i wywiadowczym obszarze ani na moment, ale po prostu stale rozwijają ten potencjał i inwestują w niego – podkreśla Cenckiewicz.

Dwa fortepiany czy fałszywe tony? Strategiczny dylemat Polski

Z punktu widzenia bezpieczeństwa narodowego obie opcje niosą odmienne ryzyka i korzyści. Amerykański model oferuje nieporównywalnie większą siłę rażenia i głębszą integrację z istniejącym systemem odstraszania NATO. Polska, przyjmując potencjalnie amerykańską broń na swoim terytorium lub certyfikując F-35 do zadań nuklearnych, zyskuje bezpośredni udział w planowaniu nuklearnym Sojuszu. To wzmacnia wiarygodność gwarancji bezpieczeństwa zapisanych w artykule 5 Traktatu Waszyngtońskiego i stanowi jasny sygnał dla Moskwy: atak na Polskę oznaczałby konfrontację z całym potencjałem nuklearnym USA.

Jednocześnie jednak uzależnia to Polskę od ewolucji polityki wewnętrznej w Waszyngtonie. Amerykańskie dokumenty strategiczne – Strategia Bezpieczeństwa Narodowego USA 2025 oraz Strategia Obrony Narodowej USA na rok 2026 – określają zagrożenie ze strony Rosji jako „stałe, ale możliwe do opanowania”. Dokumenty te podkreślają, że europejskie NATO przewyższa Rosję ekonomicznie i demograficznie, co pozwala Europie na przejęcie głównej odpowiedzialności za konwencjonalną obronę.

Francuski parasol, choć mniejszy, niesie szansę na prawdziwą europejską autonomię strategiczną. Rozmowy zainicjowane przez Tuska wpisują się w szerszą wizję Macrona budowy „europejskiej suwerenności obronnej”. Dla Polski mogłoby to oznaczać dywersyfikację źródeł odstraszania i zmniejszenie ryzyka, że przyszły prezydent USA uzna europejskie zobowiązania za drugorzędne. Problemem pozostaje jednak suwerenny charakter francuskiej doktryny – Paryż nigdy nie zadeklarował, że atak na Warszawę automatycznie uruchomi francuski arsenał.

Łukasz Maślanka zwraca uwagę na subtelne różnice: „Podstawowa zasada USA jest taka, że amerykańska broń nuklearna broni USA i ich sojuszników. Oczywiście oni też zachowują pewną wieloznaczność, nie wiadomo, co i kiedy zrobią. Jednak we francuskiej doktrynie tego nie ma – ona zakłada pełną suwerenność”.

Sojusz transatlantycki kontra europejska autonomia

Pod względem politycznym wybór nie jest prosty. Opowiedzenie się wyłącznie za francuskim modelem mogłoby być odczytane w Waszyngtonie jako osłabienie zaufania do NATO i transatlantyckich więzi, szczególnie że Polska pozostaje jednym z największych beneficjentów amerykańskiej obecności wojskowej w Europie. Z kolei forsowanie wyłącznie Nuclear Sharing może spotkać się z oporem Berlina i Paryża, które od lat sprzeciwiają się rozszerzaniu programu na nowe państwa.

Władze odrzucają argumentację Pałacu Prezydenckiego, że prezydent nie był informowany o planowanej kooperacji Polski z Francją. Jak wskazują rozmówcy rządowi, współpraca podjęta z Francją to efekt traktatu, jaki premier Donald Tusk i prezydent Francji Emmanuel Macron podpisali w maju 2025 roku w Nancy. Traktat ten, który przewiduje między innymi wzajemne gwarancje bezpieczeństwa dla Polski i Francji, został ratyfikowany i podpisany przez prezydenta Karola Nawrockiego.

Rządowi rozmówcy podkreślają, że rozmowy z Francją nie wykluczają podobnych rozmów z USA, łącznie z docelowym porozumieniem się z Amerykanami.

Wybór między francuskim a amerykańskim parasolem nuklearnym nie jest jednak wyborem „albo-albo”. Najsilniejsza ochrona powstanie wtedy, gdy Polska umiejętnie połączy amerykańską potęgę z europejską inicjatywą. W świecie, w którym Rosja otwarcie grozi bronią jądrową, a gwarancje bezpieczeństwa ulegają erozji, Polska nie może sobie pozwolić na luksus stawiania wszystkiego na jedną kartę.

Zarówno premier Tusk, jak i prezydent Nawrocki, zamiast prześcigać się, czyja ochrona jest lepsza, powinni wspólnie opracować strategię działania. W interesie Polski jest, by obydwie opcje były dla nas jak najkorzystniejsze. Historia pokazała, że sojusznicy, którzy nawet najlepiej się wypowiadają o Polsce, nie zawsze są gotowi walczyć za nasz kraj. Amerykańska polityka wobec Rosji za rządów Trumpa budzi wątpliwości co do determinacji w obronie sojuszników. Z kolei Francja przed wojną na Ukrainie nie widziała zagrożenia ze strony Rosji i chciała z nią robić interesy. Nikt nie gwarantuje, że po ewentualnym dojściu do władzy Marine Le Pen i jej środowiska postrzeganie zagrożenia przez Francję nie zmieni się ponownie.

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu