Cieśnina Ormuz zamknięta. 20 procent światowej ropy nie wypływa

Ceny ropy gwałtownie rosną w wyniku eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie, który przekształcił się w wojnę na pełną skalę z udziałem Iranu, Izraela i Stanów Zjednoczonych. W czwartek rano ropa Brent przekroczyła 119 dolarów, a przed południem utrzymywała się w okolicach 116–116,38 dolarów za baryłkę. To najszybszy wzrost cen w historii – dynamiką przewyższający nawet kryzys z 2022 roku. Dla porównania, na przededniu wojny cena baryłki wynosiła około 73 dolarów.

  • Irańskie uderzenie na kompleks LNG Ras Laffan w Katarze zniszczyło dwie linie produkcyjne (LNG Trains 4 i 6). QatarEnergy ogłosiło force majeure na kontrakty LNG dla Chin, Korei, Indii, Włoch i Belgii – dostawy mogą być zakłócone przez najbliższe 3-5 lat. To największy cios w globalny rynek gazu od dekad, ponieważ kompleks odpowiada za 20 proc. światowego eksportu LNG. Ceny gazu w Europie (TTF) skoczyły o 35 proc., przekraczając 71 euro za MWh – najwyższy poziom od 2022.
  • Cieśnina Ormuz pozostaje zamknięta dla żeglugi, z wyjątkiem Chin i Indii. Przez ten szlak normalnie przepływa 20 proc. światowej ropy. Dodatkowe uderzenia na rafinerię SAMREF i port Janbu w Arabii Saudyjskiej potwierdziły, że infrastruktura naftowa Zatoki jest bezpośrednim celem. Międzynarodowa Agencja Energii zarekomendowała uwolnienie 400 mln baryłek z rezerw, ale globalne dostawy mogą spaść o 8 mln baryłek dziennie.
  • Średnia cena diesla w Polsce osiągnęła 8,14 zł/l, benzyny 6,94 zł/l – najwyższe poziomy od początku wojny w Ukrainie. Tylko w ostatnim tygodniu diesel podrożał o 38 gr/l. Orlen obniżył marże, a rząd rozważa obniżkę akcyzy, jeśli wysokie ceny utrzymają się dłużej. Analitycy ostrzegają, że to nie koniec – ceny detaliczne muszą dogonić gwałtowne skoki w hurcie, a ropa może przekroczyć 150 dolarów, jeśli konflikt się przedłuży.

Impulsem dla rynku były uderzenia na irańskie złoża LNG South Pars oraz atak Teheranu na kompleks Ras Laffan w Katarze. To miejsce kluczowe dla światowych dostaw gazu – odpowiada za około jedną piątą globalnego eksportu skroplonego gazu ziemnego. To nie pierwszy atak na ten obiekt – Iran uderzał już wcześniej, ale tym razem skutki są katastrofalne.

QatarEnergy, krajowy monopolista w zakresie wydobycia i eksportu gazu, poinformował o rozległych zniszczeniach. Jak podała spółka, uszkodzonych zostało kilka instalacji LNG, w tym LNG Trains 4 i 6 – dwie z 14 linii produkcyjnych kompleksu. Wybuchły pożary, a operacje wstrzymano. Zdjęcia satelitarne pokazują ogromne kłęby dymu unoszące się nad jedną z najważniejszych instalacji energetycznych na świecie.

Konsekwencje są druzgocące. Zdolność eksportowa Kataru spadnie o 17 procent, a straty finansowe szacowane są na około 20 miliardów dolarów rocznie. Czas naprawy uszkodzonych instalacji może wynieść od trzech do pięciu lat. Jak komentuje Ciaran Roe z HySights, 5 lat to nie naprawa – to pełna odbudowa. Katar został zmuszony do ogłoszenia force majeure na niektóre kontrakty LNG, co oznacza, że dostawy do klientów w Chinach, Korei Południowej, Indiach, Włoszech i Belgii mogą być zakłócone przez najbliższe 5 lat.

Zapisz się do newslettera!

Cieśnina Ormuz zamknięta. 20 procent światowej ropy nie wypływa

Od początku konfliktu Iran zamknął Cieśninę Ormuz, przez którą w normalnych warunkach przepływa około 20 procent światowego wolumenu ropy naftowej. Poza wyjątkami – na przykład dla Chin i Indii – szlak pozostaje zamknięty. Konsekwencje są natychmiastowe: tankowce nie mogą wypływać, a LNG z Kataru, które normalnie transportowane jest drogą morską, nie ma gdzie trafić.

Sytuację komplikują także ataki na infrastrukturę saudyjską. Wcześniej dron uderzył w pobliską rafinerię SAMREF Saudi Aramco. Saudyjski port Janbu nad Morzem Czerwonym – jeden z dwóch głównych terminali eksportowych ropy z Zatoki Perskiej po zamknięciu Cieśniny Ormuz – został zaatakowany z powietrza. Choć straty były minimalne, a operacje po krótkiej przerwie wznowiono, rynek odebrał te doniesienia jako sygnał, że infrastruktura naftowa Zatoki jest bezpośrednim celem w trwającym konflikcie.

Gaz w Europie o 35 procent wyżej. Najwyższy poziom od 2022 roku

Benchmarkowy gaz TTF w Amsterdamie zareagował natychmiastowym skokiem. W czwartek rano ceny podskoczyły o ponad 35 procent, przekraczając 71 euro za megawatogodzinę – to najwyższy poziom od czasu rosyjskiej inwazji na Ukrainę w 2022 roku. Europa, która po odcięciu dostaw z Rosji uniezależniła się od gazu rurociągowego, w dużym stopniu opierała się na dostawach LNG z Kataru. Uderzenie w Ras Laffan oznacza, że to źródło wyschło.

Jak podkreśla Saul Kavonic, analityk energetyczny z MST Marquee, udane ataki na Ras Laffan mogą doprowadzić do trwałego globalnego niedoboru gazu, którego skutki będą odczuwalne miesiącami, a nawet latami po zakończeniu wojny. W odróżnieniu od ropy, której część można zastąpić innymi źródłami, rynek gazu jest znacznie mniej elastyczny. Każda utrata dużego dostawcy od razu przekłada się na wzrost cen dla wszystkich odbiorców.

Diesel przekroczył 8 złotych. Najdrożej od początku wojny w Ukrainie

W czwartek średnia cena oleju napędowego w Polsce wynosiła 8,14 złotego, a benzyny 6,94 złotego – to najwyższe stawki od czasu rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Analitycy ostrzegają, że to nie koniec – ceny detaliczne muszą dogonić gwałtowne skoki w hurcie, które w ostatnich dniach osiągnęły poziom niespotykany od dekady.

Według danych portalu e-petrol.pl z 18 marca, jeszcze przed tygodniem średnia cena diesla w Polsce wynosiła 7,76 złotego, a benzyny 95-oktanowej 6,79 złotego. Oznacza to, że w ciągu zaledwie kilku dni diesel podrożał o 38 groszy na litrze. Dla porównania, w styczniu 2023 roku diesel był na podobnym poziomie, ale wtedy ceny rosły przez miesiące – dziś wzrost jest gwałtowny i skokowy, co dla kierowców oznacza realny cios w domowe budżety.

Eksperci z Reflex zwracają uwagę, że tempo wzrostów w hurcie ma nieco wyhamować, ale detaliczne marże są pod ogromną presją. To niestety zwiastuje dalsze podwyżki cen benzyny i ropy. Możliwe jednak, że będzie to przebiegać delikatniej i nie aż tak skokowo jak w ostatnich dniach.

Orlen obniża marże. Rząd rozważa cięcie akcyzy

W odpowiedzi na kryzys PKN Orlen zdecydował o obniżeniu marż paliwowych, co ma na celu złagodzenie skutków wzrostów cen dla kierowców. To natychmiastowa reakcja koncernu, który w czasach kryzysu staje przed dylematem: chronić marże czy chronić klientów. Tym razem wybrano to drugie, choć na niewielką skalę – obniżka marż to kroplomierz w porównaniu ze skalą wzrostów cen surowca.

Minister finansów Andrzej Domański w rozmowie z TVN24 poinformował, że rząd rozważa obniżenie podatków od paliw, jeśli wysokie ceny utrzymają się dłużej. Zastrzegł jednak, że decyzja nie zapadnie natychmiast – taka interwencja podatkowa będzie rozważana w perspektywie miesięcy, nie dni. Na razie rząd analizuje sytuację, a wskaźnik inflacji, na którą ceny ropy mają ograniczony wpływ, ma być kluczowym kryterium. Jak podał minister, wpływ obecnej sytuacji na inflację to mniej niż 0,5 punktu procentowego.

To ostrożne stanowisko pokazuje, że rząd nie chce podejmować pochopnych decyzji, które mogłyby uderzyć w budżet, ale jednocześnie musi liczyć się z narastającym niezadowoleniem społecznym. Dla kierowców każdy dzień zwłoki oznacza kolejne rekordy na dystrybutorach.

Uwolnienie 400 milionów baryłek ropy

Międzynarodowa Agencja Energii zarekomendowała uwolnienie 400 milionów baryłek ropy ze strategicznych rezerw państw członkowskich, by uspokoić nastroje na rynku. USA i Japonia już wcześniej ogłosiły odblokowanie swoich rezerw, ale podaż surowca na świecie wciąż kuleje. Jak podaje Reflex, problemem jest ograniczenie eksportu przez kraje Zatoki Perskiej, a globalne dostawy ropy mogą spaść o 8 milionów baryłek dziennie.

To ogromna luka, której nawet największe rezerwy strategiczne nie są w stanie wypełnić. W dodatku interwencja na rynku ropy ma charakter doraźny – może uspokoić spekulacyjne wzrosty, ale nie rozwiąże problemu strukturalnego, jakim jest fizyczny brak surowca wynikający z zamknięcia Cieśniny Ormuz i zniszczenia instalacji w Katarze.

Według prognoz amerykańskiej EIA, cena ropy Brent utrzyma się powyżej 95 dolarów za baryłkę przez najbliższe dwa miesiące. Dopiero pod koniec roku możliwy jest spadek poniżej 70 dolarów. Na tańsze paliwo na stacjach trzeba będzie poczekać znacznie dłużej. Optymistyczne prognozy zakładają, że jeśli konflikt nie rozszerzy się dalej, a uda się przywrócić przepływy przez Cieśninę Ormuz, ceny mogą zacząć spadać w drugiej połowie roku.

Pesymistyczny scenariusz – który niestety staje się coraz bardziej prawdopodobny – zakłada przedłużający się konflikt, dalsze ataki na infrastrukturę naftową i gazową w regionie oraz trwałe zamknięcie szlaków transportowych. W takim przypadku ceny ropy mogą przekroczyć 150 dolarów za baryłkę, a gaz w Europie wrócić do poziomów z 2022 roku, gdy za megawatogodzinę płacono ponad 300 euro.

Dla polskich kierowców oznacza to jedno – nadchodzące tygodnie i miesiące będą bolesne dla portfela, a końca podwyżek nie widać. Jedynym promykiem nadziei są sezonowe promocje na stacjach Orlen i BP, które pozwalają zaoszczędzić 35 groszy na litrze – ale to kropla w morzu potrzeb, gdy ceny biją kolejne rekordy.

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu

Podłącz się do źródła najważniejszych informacji z rynku energii i przemysłu